Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

028 - Ze mną się nie napijesz?

czwartek, 2015-11-05594

Ślub minął szybko i bez nadzwyczajnych wydarzeń. Nikt się nie potknął, nikt nie zaciął przy obietnicy wierności, nikt nie powiedział, że „nie dopuszczę cię aż do śmierci”. Nie żebym komuś tego życzył, ale zawsze jest to coś, co się zapamiętuje. Ciekawe, ktoś z Was pamięta jakiś zwyczajny aż do bólu ślub? Ja ze swojego pamiętałem tylko tyle, że ze zdenerwowania miałem trudności z trafieniem obrączką w palec Majki a po wyjściu z kościoła podskakiwałem jak na sprężynach. Cała zwyczajna reszta została wyłącznie na zdjęciach.

Kubuś Puchatek zrobił furorę. Każdy chciał mieć z nim zdjęcie, ale stanęło na tym, że na to będzie czas na weselu. Inaczej nigdy tam nie dojedziemy, chociaż nie było daleko. Część osób podjechała samochodami, młodzi z Kubusiem to nawet jakimś klasycznym cadillakiem bez dachu. Reszta przeszła pieszo. Ja i Kacper też.

Klaudia i Mat zostali powitani chlebem i solą, stłukli kieliszki na szczęście a goście wypili szampana za ich zdrowie. Zastanawiałem się gdzie usiąść, skoro nikogo nie znam, ale okazało się, że nie mam wielkiego wyboru. Rodzina ma się trzymać w kupie. No i dobrze, dylemat rozwiązany i napić się będzie z kim (zresztą na weselach to akurat nie problem). Przerażała mnie tylko konieczność tańca, bo wiedziałem, że się nie wykręcę. Nie lubię tańczyć. Na trzeźwo nogi mi się plączą, w stanie wskazującym dla odmiany język.

Póki co, zanim podano obiad, ludzie ustawiali się w kolejce do zdjęcia z Kubusiem. Czy coś z niego zostanie do rana? Wyglądał solidnie i miałem nadzieję, że faktycznie jest.

Polska tradycja nie umarła i wódka zaczęła już krążyć. Nie żebym był jakimś alkoholikiem (to tak dla wiadomości Majki), ale w fajnym towarzystwie alkohol fajnie wchodzi. Po prostu. Nie pije się, żeby się lepiej bawić. Tak samo jak się nie tańczy i nie robi wiele innych rzeczy. Jest to po prostu część tradycji i trzeba ją uszanować. Nawet jeśli się wie, że drugi dzień będzie bardzo ciężki.

Drużba wygłosił zabawne przemówienie, za co dostał burzę oklasków i zmrożoną flaszeczkę. Flaszeczka szybko została odpowiednio wykorzystana przez najbliższe otoczenie.

Młodzi obcałowali się według wskazówek zawartych w znanej wszystkim piosence. Nawet nie trzeba było ich zachęcać. Bo i po co? Przecież i tak to robią, gdy są sami. Czy jest na sali ktoś, kto tego nie wie, co się robi we dwoje? Dzieci się nie liczą.

Po obiedzie zaczęły się tańce. Początkowo nieśmiałe, potem coraz swawolniejsze, w miarę wzrostu zawartości promili we krwi. Za stołami zaczęły się przetasowania. Bliższe i dalsze rodziny, znajomi i znajomi znajomych. Potworzyły się grupy. Panie zaczęły plotki, panowie nawiązywali nowe znajomości przy pomocy magicznego płynu i tajnego hasła: „Co? Ze mną się nie napijesz?”, na które trzeba było wygłosić równie tajny odzew: „Co? Ja się nie napiję?”.

Wszystko rozgrywało się zgodnie z odwieczną, polską tradycją.

Mnie dopadł jakiś wujo Mata i po wygłoszeniu powyższego zaciągnął do staropolskiego stołu zastawionego mięsem i magicznym napojem w kamionkowych butelkach. Bynajmniej nie był to wywar Panoramixa, ale dawał wrażenie podobnej mocy. Poza tym napitku druida nie trzeba było zagryzać, ten owszem.

- Fantastyczny ten niedźwiedź - pochwalił. - A my tak banalnie pojechaliśmy z plazmą.

- No fakt, banalnie - przyznałem nie będąc pewien, czy mówi serio, czy tylko usiłuje porównać koszty prezentów. Jeśli to drugie to niestety nie poczułem się zakłopotany.

- Mat mówił, że jesteś milionerem?

Aha, więc to jednak taki sposób dogryzienia, że mogłem się lepiej postarać. Poczułem się zobligowany do sprostowania.

- Nie milionerem, tylko blogerem. I to nawet niezbyt znanym. Dla milionera piszę tylko książkę.

- Aha. Czyli literat.

- To źle?

- Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze. Właśnie szukam kogoś takiego. Przejdziemy się?

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na