Dzisiaj jest środa, 22 września 2021
Andy Design Studio Graficzne w LublinieStwórz sobie własną chmurę tagówSpróbuj czegoś nowego
Wszystko zaczęło się od Atari

Wszystko zaczęło się od Atari

poniedziałek, 2021-03-29825Na luzie, Programowanie

Nie zawsze marzyłem o pracy przy komputerze, przez długi czas chciałem być pisarzem. Ale już w podstawówce zmieniłem zdanie i od tamtej pory zmierzałem ku temu, czym się zajmuję na co dzień. Zrób sobie kawę i przygotuj na dłuższą lekturę.

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
1234 »

Na początku podziękowania dla kolegów, którzy użyczyli zdjęć do wpisu. Sam już dawno nie mam Atari, więc nie mogłem ich zrobić. Ale zapewniam, że dokładnie tak wyglądał posiadany przeze mnie sprzęt. Zdjęcia zrobili (w kolejności alfabetycznej):
- Barnaba
- Caesar
- Peri Noid
Zdjęcia specjalnie dla mnie zebrano w wątku na AtariOnline.pl.

Urodziłem się w czasach, kiedy komputer nie był standardowym urządzeniem w każdym domu, co dla młodszych czytelników może wydawać się niepojęte. Więcej, nie stanowił standardowego wyposażenia nawet w nielicznych domach. Była to bardzo kosztowna zabawka, z naciskiem na „zabawka”, bo te maszynki podłączane do telewizora służyły głównie do grania.

Pierwsze Atari

Pierwszy komputer, 8-bitowe Atari 65XE, zobaczyłem u znajomego dopiero 1985 roku, gdy chodziłem do trzeciej klasy podstawówki. Urządzenie kosztowało krocie i jako towar luksusowy dostępne było tylko w Pewexach (chyba, że komuś udało się przywieźć z zachodu, co nie było takie proste, o co skutecznie dbała władza). Komputer podłączany był do telewizora, a programy wczytywało się z kaset. Stacje dysków były wielokrotnie droższe od samego komputera.

Udało nam się załadować kilka gier (kto miał magnetofon, ten wie, dlaczego użyłem słowa „udało”): Swat Patrol, Ghost BustersPreliminary Monty. Potem poznałem jeszcze NinjaRiver Raid. Te gry pamiętam do dzisiaj i darzę dużym sentymentem, chociaż z czasem pojawiały się ciekawsze tytuły z dużo lepszą grafiką i muzyką (np. Draconus).

Oprócz tego Michał pokazał mi jeszcze coś, co się nazywało BASIC i można tam było pisać takie komendy jak SETCOLOR, DRAWTOSOUND. I to był przełom w moim życiu, bo już wtedy wiedziałem, że swoją przyszłość będę chciał związać z komputerami, a najlepiej z ich programowaniem. Do tego stopnia się wciągnąłem, że Michał już po kilku odwiedzinach mnie znielubił i komputer ciągle był albo „w naprawie” albo „pożyczony” albo cokolwiek-innego. To „wciąganie” zostało mi zresztą do dzisiaj i gdy rozwiązuję jakiś bardziej komplikowany problem, to wyłączam się z rzeczywistości i dopiero po długim czasie orientuję się, że od kilku godzin chce mi się pić, albo siku.

Programowanie „na sucho”

Na swój własny komputer czekałem jeszcze wiele lat. Męczyłem o niego rodziców nie zdając sobie wtedy sprawy, jakie to kosmiczne pieniądze. W międzyczasie zapisałem kilka zeszytów losowymi komendami w BASIC-u, których zresztą znałem wtedy zaledwie kilka: GRAPHICS, SETCOLOR, SOUND, PLOT, DRAWTO, PRINTGOTO. Byłem pewien, że to właśnie na tym polega prawdziwe programowanie i gdy przepiszę je do komputera, to wyjdzie coś fajnego. Może jakaś gra. Czasami w kioskach ruchu pojawiały się magazyny z listingami programów (wyglądały jak marne kserówki i możliwe, że tym właśnie były). Co prawda dotyczyły głównie Spectrum i jego klonów, ale przecież komputer to komputer a BASIC to BASIC, prawda?

Byłem też wielkim fanem programu Sonda i gdy pojawiały się tematy związane z komputerami, to niemal dostawałem orgazmu (chociaż wtedy nie znałem tego pojęcia) i nawet siłą nie można mnie było odciągnąć od telewizora. Byłem jednym z nielicznych dzieciaków, którego takie rzeczy kręciły o wiele bardziej niż samochody. Zresztą do dziś tak jest i nie zrobiłem nawet prawa jazdy.

VIC-20

Przez krótka chwilę byłem w posiadaniu używanego Commodore VIC-20, który swego czasu był podobno hitem (tak czytałem), ale który w najmniejszym stopniu nie spełniał moich oczekiwań. BASIC był zupełnie inny od tego atarowskiego, ale to jakoś ogarnąłem oglądając źródła kilku programów, które dostałem na kasecie. Napisałem całą masę prostych kalkulatorów i testów z matematyki, bo głównie to byłem w stanie zrobić. Próba wpisania czegokolwiek z zeszytu kończyła się wyświetlaniem komunikatu Syntax error.

Gorzej, że ten komputer miał bardzo mało pamięci RAM, bo tylko 5kB, więc co ja niby mogłem na nim zrobić? Chyba tylko pograć w te kilka gier z jednej kasety, którą miałem. W klasie tylko jeden kolega miał Commodore, ale to był model C64 i żadna gra od niego nie chciała się uruchomić. Komputer więc szybko oddałem.

Mój własny Atari 65XE z magnetofonem

Gdy byłem w drugiej klasie technikum (elektronicznego oczywiście, bo tam przecież musiały być komputery) mama się szarpnęła, sprzedała resztki Volkswagena Garbusa rdzewiejącego na działce i kupiła mi komputer. Dokładnie ten sam model, który widziałem prawie 10 lat wcześniej: Atari 65XE z magnetofonem XCA12 (to „X” na początku nie jest błędem). Komputery były już bardziej dostępne niż tylko w Pewexach. Mój pochodził z normalnego sklepu komputerowego, który, o dziwo, istnieje do dziś. A przynajmniej nazwa, bo teraz to już nie jest sklep tylko mała firma zajmująca się sieciami komputerowymi.

Podłączyłem go do czarno-białego telewizora Junost i po przepykaniu kilkunastu gier, które miałem na dołączonej kasecie (tragedia totalna, jedyny nadający się do grania był River Raid), zacząłem wklepywać swoje „wielkie dzieła” z zeszytów. Już po drugim okazało się, że resztę mogę sobie darować, bo nic z tego nie będzie. Albo nie działo się nic ciekawego, albo pojawiały się komunikaty błędów, których nie byłem w stanie ogarnąć. Oczywiście Spectrumowe programy z kserówek też nie ruszyły.

Atari 65 XE

Atari pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Na szczęście sąsiad pożyczył mi książkę o Atari Basic i mogłem zacząć naukę tego świetnego języka. W tym czasie zaczął ukazywać się magazyn Tajemnice Atari, który regularnie kupowałem już od szóstego numeru. Z czasem udało mi się zebrać także starsze numery oraz inne magazyny poświęcone temu komputerowi. Miałem więc cały komplet Tajemnic Atari, Atari Magazynu, Świata Atari, Mojego Atari i paru innych. Kilkanaście lat temu robiłem jednak czystki i doszedłem do wniosku, że nikomu się nie przydadzą i poszły na makulaturę. Zachowałem tylko jeden numer TA, o czym za chwilę.

Zarwałem wiele nocy na nauce BASIC-a, głównie z TA, ale opanowałem go na tyle, żeby pisać nawet coś więcej, niż proste, matematyczne gry tekstowe. Przydało mi się to kilka lat później, gdy przyszedł do mnie kolega i nie miałem możliwości odpalenia żadnej gry. Ale tym też za chwilę.

Samo technikum elektroniczne okazało się niewypałem. Informatyki miałem tylko jeden rok (kolega w liceum miał jej wtedy 3 lata) i uczyliśmy się takich banalnych rzeczy, że dosyć szybko przerosłem wiedzą nauczycielkę. Mocno się nudziłem wklepując kolejne komendy DOS-a albo przepisując stare prace dyplomowe w TAG-u. Internetu ani nawet lokalnej sieci szkolnej wtedy nie było.

Caesar - Magnetofon XCA-12

Zdjęcie popełnił Caesar

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
Następna strona »
1234 »
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na