Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

069 - W nocy wszystko jest czarne

czwartek, 2018-08-09346

Nina uruchomiła alarm w radarze, który miał nas poinformować, jeśli jakiś pojazd znajdzie się w jego zasięgu, czyli około 5 kilometrów. Przynajmniej w teorii. Zastanawiałem się też, jak duży musi być ten pojazd. Czy motocykl albo rower też zostanie wykryty? Albo grupa uzbrojonych komandosów?

Trochę rozbujała mi się wyobraźnia, ale z drugiej strony sam byłem gdzieś na totalnym zadupiu Rosji zamknięty w metalowej puszce z pracownicą KGB. Czy może być coś bardziej szalonego? W dodatku moja wyobraźnia też nie była jakaś ułomna i podsuwała mi obrazy, których nie powstydziłby się sam Steven Spielberg.

Gdy Nina zasnęła, usiadłem za kierownicą i położyłem karabin na kolanach. Nie ukrywam, że chętnie bym sobie trochę postrzelał, ale raczej na strzelnicy niż w środku Syberii do potencjalnych napastników. W dodatku w nocy. Tak, tego jednak wolałbym uniknąć.

Nieprzenikniony mrok rozświetlało tylko kilka lampek na desce rozdzielczej i mocno przyciemniony ekran komputera pokładowego. Na zewnątrz było tak czarno, jakby ktoś narzucił nam na auto ogromną plandekę. Nie wiem, czy zobaczyłbym kogoś z odległości dalszej niż metr. A skoro tak, to jaki sens miała warta? Jeśli ktoś podkradnie się na tyle blisko, żeby go zauważyć, to i tak będzie już za późno na cokolwiek.

Ale skoro Nina chciała, żebym siedział, to widocznie miała w tym jakiś cel, mimo iż go nie znałem i nawet się nie domyślałem. Mogłem zapytać...

Ziewałem raz za razem i nawet picie kawy niewiele pomagało. Za to mogłem być pewien, że jutro będę miał cholernego kaca i „trampka w ustach” do samego wieczora. No ale piłem i patrzyłem, bo co innego mogłem robić? Żeby chociaż mieć jakąś książkę albo czytnik e-booków, albo... tablet, nie mówiąc już komputerze. Co prawda Nina zabroniła włączać światło, ale gdybym tak usiadł na podłodze z małą latarką? Zresztą nie ma o czym fantazjować. Przecież nie miałem ani książki ani niczego innego.

Czas płynął bardzo powoli. Zupełnie jak w poniedziałek w pracy, kiedy po godzinie mija zaledwie pięć minut. Albo gdy się czeka w kolejce do toalety.

Po całej wieczności (czyli realnie po jakiejś godzinie) chmury rozeszły się odsłaniając księżyc i miliardy gwiazd. Widoczność na zewnątrz zwiększyła się wielokrotnie. Przynajmniej z jednej strony, bo z drugiej był las. Niespecjalnie jednak zwiększało to szybkość dostrzeżenia potencjalnego niebezpieczeństwa. Niby ja widziałem więcej, ale i nas było widać z dużej odległości. A jeśli ktoś miałby się podkraść, to i tak zrobi to od strony lasu.

Mogłem jednak zająć się obserwacją otoczenia dla samego zabicia czasu. Co jakiś czas podchodziły do nas dzikie zwierzęta i na pewno widziałem sarny i dziki. Raz nawet w oddali przebiegł jeleń albo jakaś inna rogacizna. Ale domyślałem się, że towarzystwo było znacznie liczniejsze.

Mimo bezpiecznego (teoretycznie) auta czułem się trochę nieswojo. Czy niedźwiedź umiałby dostać się do środka? Słyszałem historie, że na Alasce zdarzało się, że niedźwiedzie wchodziły do domów i zabijały całe rodziny. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale na wszelki wypadek sprawdziłem, czy wszystkie drzwi są zablokowane. Oby tylko szyby też były odpowiednio trwałe. Co prawda miałem karabin, ale czy w sytuacji zagrożenia nie stracę zimnej krwi i będę w stanie go użyć?

Dla odmiany zająłem się obserwacją nieba. Już nie pamiętam, kiedy w ogóle widziałem tak dużo gwiazd. Kiedy w ogóle widziałem gwiazdy! W miastach nie bardzo jest możliwość. Nie dość, że smog, to jeszcze oświetlenie uliczne bardzo utrudnia obserwację czegokolwiek poza księżycem. A może po prostu przez ostatnie lata nie podnosiłem zbyt często głowy? Może zbyt bardzo zaabsorbowały mnie przyziemne sprawy?

Tutaj miałem przed sobą całe konstelacje i chociaż znałem zaledwie kilka z nich, to nie przeszkadzało mi wpatrywać się z niezliczone ilości migających punktów. Ależ przydałby się teraz aparat fotograficzny i statyw. Chociaż astrofotografia nie była moją specjalnością, to nie pogardziłbym zdjęciami syberyjskiego nieba.

Kawa powoli przestawała działać, ale nie chciało mi się już brać kolejnej. Coraz częściej zerkałem na samochodowy zegar i odliczałem minuty do końca mojej warty. Wreszcie obudziłem Ninę.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na