Tyle szumu o zaliczki

Tyle szumu o zaliczki

wtorek, 2026-09-0886Biznes

Co jakiś czas spotykam się z tym (niewdzięcznym?) tematem albo na blogach albo na forach dyskusyjnych. Jest on tyleż ciekawy co wstydliwy. Może to wynik naszej mentalności, wychowania, nie wiem. W każdym razie ludzie często boją się/wstydzą/krępują prosić o zaliczkę.

Grafikę nagłówkową narysowało AI

Ja sam za każdym razem stoję przed dylematem:

  • Prosić czy nie prosić?
  • Jaka wysokość?
  • Zaliczka na początku czy może po wykonaniu jakiejś części prac?

Wiem, że to nie jest tylko mój problem. Są osoby mające większe doświadczenie, które kilka razy się na tym przejechały i… wciąż nie biorą zaliczek.

Jeden z moich znajomych jest stanowczo przeciw zaliczkom. Bo to szybka robótka, bo za dużo zachodu. Ale często bywa tak, że klient potrzebuje projektu „na już”, a potem projekt ciągnie się tygodniami (czasami miesiącami).

Prosić czy nie prosić?

Na wielu grupach przerabia się ten temat od czasu do czasu i śledząc dyskusje mogę stwierdzić jedno: są ludzie, którzy biorą zaliczki i są ludzie, którzy będą brać zaliczki.

Co ciekawe, dopóki się nie sparzą, są im przeciwni, „bo to nieprofesjonalne”. Nie wiem, co w tym nieprofesjonalnego, że chcemy się zabezpieczyć przed klientem, którego nie znamy (tak zresztą robią np. duże drukarnie czy inni podwykonawcy, więc czemu nie my?). To że on twierdzi, że jest uczciwy, to nic nie znaczy. Już mi tak kilku powiedziało i zostałem z niemal gotowym projektem, bo firma mu upadła, bo znalazł kogoś tańszego, bo się rozmyślił, bo… A umowa rozwiązuje problem tylko częściowo.

Jeśli klient nie będzie chciał słyszeć o zaliczce, to może warto się zastanowić nad współpracą. Uczciwy nie będzie miał z tym problemów. Co więcej, żaden z moich klientów płacących zaliczki nie uważał, że zachowałem się nieprofesjonalnie. Współpraca dobrze nam się układa do dziś.

Zaliczka spełnia rolę motywacyjną dla klienta. Kiedy ten „zamroził” jakąś kwotę, to będzie mu bardziej zależało, żeby projekt został ukończony. Sprawdziłem osobiście. Projekty z zaliczkami finalizuję o wiele szybciej niż te bez zaliczek.

Zaliczki

Tę grafikę też narysowało AI

Jaka wysokość?

Z tym jest większy problem. Jak wyliczyć wysokość zaliczki? 10%, 20%, 30%? Myślę, że do każdego zlecenia trzeba podejść indywidualnie. Jeśli to bardzo mały projekt, można zaryzykować bez niej, od średniego wziąć 30%, od dużego 10%. Na pewno do zaliczki trzeba wliczyć koszty, które poniesiemy np. zakup zdjęć, serwera, domeny lub innych materiałów czy wydruki. Głupio byłoby zostać z kilkoma wydrukowanymi banerami czy niepotrzebną domeną, bo klient się rozmyślił. Wyciągnięcie potem od niego kasy (mimo umowy) graniczy z cudem. A i o takich przypadkach słyszałem.

Na początku czy później?

I tu też mamy spory dylemat. Z jednej strony jak poprosimy na początku, to klient może się zjeżyć, że nie będzie płacił w ciemno (nawet jak zna nasze dokonania, portfolio, często renomę i sam nas wybrał). Z drugiej strony jeśli umówimy się na zaliczkę po jakimś etapie (np. wstępnym projekcie), to ten etap może się przeciągać w nieskończoność. A koniec końców klient pójdzie do innego wykonawcy z niemal ukończonym projektem za friko.

Kilka uwag ogólnych:

Lepiej brać zadatek niż zaliczkę. Wielu klientów nie widzi różnicy (chociażby w nazwach przelewów często to mylą), a ta jest zasadnicza. Jeśli klient zrezygnuje ze zlecenia, zaliczkę musimy zwrócić, zadatku nie. Z drugiej strony jeśli projekt nie zostanie ukończony z naszej winy, klientowi należy się podwójna wysokość zadatku.

Pamiętaj o umowie. Zaliczka zaliczką, ale umowa umową. Zwłaszcza, że w niej jasno określasz zakres prac (żeby nie wyszło, że w cenie projektu robisz tysiąc zmian wynikających z widzimisie klienta a nie Twoich błędów). Oczywiście dopisz punkt o wysokości zaliczki/zadatku.