Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

026 - T jak tatuś

czwartek, 2015-10-29600

To zajebiste uczucie, kiedy nie trzeba liczyć się z kasą i zamiast na siłę szukać taniego noclegu, po prostu idzie się do pierwszego hotelu. Z drugiej strony mając do dyspozycji współczesną technikę, jednak warto z niej korzystać, tylko trzeba brać pod uwagę inne kryteria. Na przykład wygląd.

Wnętrze pierwszego hotelu zdecydowanie pamiętało czasy PRL i raczej nie była to tylko stylistyka. Rozejrzałem się i w zasadzie miałem już wychodzić, żeby usiąść gdzieś na ławce i podpiąć się do internetu, ale zostałem już zauważony. Gdyby recepcjonistka też była z czasów PRL,  nie wahałbym się ani chwili, ale w oczach miała coś takiego, że się zawahałem. W sumie dużych wymagań nie miałem, byleby toaleta i prysznic nie były wspólne na korytarzu. Nie były. Nawet drzwi do pokoju były chyba nowe, wyglądały solidnie. Ważne też, że hotel jest w samym centrum. Odświeżyłem się, zostawiłem graty i wyszedłem.

Konin to w sumie niewielkie i spokojne miasto. Wydawałoby się, że w zachodniej Polsce, będzie bardziej zurbanizowane ale nie. Owszem, samochodów było więcej niż dwadzieścia lat temu, ale nie aż tyle, żeby to było męczące. Podobało mi się w Koninie i chętnie bym się tu przeprowadził. Co ciekawe, Klaudia była przeciwnego zdania i wolałaby Lublin. Nie wiem, z czego wynika taka różnica zdań, może dlatego, że własne miasta znamy od urodzenia i trochę nam się już znudziły?

Był wczesny, letni wieczór, wybrałem się więc spacerem na Glinkę - osiedle, na którym mieszkali kiedyś dziadkowie Klaudii. To tam przyjeżdżałem w wakacje i ferie zimowe. Nie  byłem tu tyle lat, a teraz znów poczułem się jak dziecko i jak kiedyś poszedłem nad Wartę posłuchać żab i świerszczy. Były! Naprawdę były!

A Majka z Alą tak daleko...

No właśnie, wczoraj nie dzwoniłem i, o dziwo, ona też do mnie nie. Odruchowo sprawdziłem komórkę (nową, stara leżała rozładowana na dnie plecaka). Bateria powoli zdychała, ale nie było nieodebranych połączeń. Trochę to niepokojące.

Ruszyłem w drogę powrotną zaglądając jeszcze w kilka miejsc dla odświeżenia wspomnień. Ulubionego Pewexu dawno już nie było, lodziarni Hortexu też nie - w jej miejscu była pizzeria, ale nie byłem teraz głodny. Przezornie zaopatrzyłem się jednak w osiedlowym spożywczaku. Może zgłodnieję w nocy, może rano. W zasadzie mógłbym zjeść w hotelu, ale to nie to samo. Własna kanapka to jest coś.

W pokoju tradycyjnie podłączyłem wszystkie ładowarki i zatelefonowałem do żony. Odebrała dosyć chłodno, ale udałem, że tego nie zauważyłem. Umówiliśmy się na konferencję przez hangout i włączyłem komputer. Chwilę potem na ekranie zobaczyłem Majkę z Alą na kolanach.

- Cześć dziewczyny! - powiedziałem machając do nich ręką.

- Tatuuuusiuuuu! Cieeeeeeść! - usłyszałem i od razu miałem ochotę rzucić to wszystko i wracać do domu pierwszym pociągiem. Kto nie ma dziecka, nie wie, jak bardzo można zatęsknić. A przecież widzieliśmy się przedwczoraj.

Ala opowiedziała mi, co robiła wczoraj i dzisiaj. Niby nic szczególnego, ale mógłbym jej słuchać dla samego słuchania. Przepięknie zmyślała. Jak się uda, to spróbuję ją wciągnąć w pisanie i będziemy razem wymyślać bajki. Musiała jednak najpierw poznać literki, na razie znała „T jak tatuś”.

Moja opowieść chyba niezbyt je zaciekawiła, obiecałem powrót za kilka dni i miałem nadzieję, że tym razem już mi nic nie wyskoczy. Owszem, takie zmiany planów są bardzo fajne i świetnie podwyższają poziom adrenaliny, ale jak się ma rodzinę, to już tak dobrze nie działa. Marzyło mi się własne łóżko i poranne łaskotki z Alą, nie mówiąc już o wieczornych łaskotkach z Majką. Chciałbym, żeby były tu ze mną teraz i jutro na weselu Klaudii.

Tymczasem dzisiejsza noc zapowiadała się spokojnie, więc nawet nie próbowałem ruszać książki.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na