Dzisiaj jest poniedziałek, 25 stycznia 2021
Podstawowe skróty BlenderaOd blogera do millioneraCytaty motywacyjne
Święta u ateisty

Święta u ateisty

wtorek, 2020-12-01467na luzie

Wiele osób uważa, że skoro jestem ateistą, to panicznie unikam świąt kościelnych. Ewentualnie gdy w tych dniach nie pracuję, to jestem hipokrytą.

Dni wolne od pracy

Ze świętami kościelnymi jest taki problem, że są one ustawowo dniami wolnymi od pracy, więc gdy pracowałem na etacie, to i tak nikt by mnie do pustego biura nie wpuścił. Na samozatrudnieniu w ogóle wszystko mi się rozregulowało. I dni tygodnia i święta. Jest zlecenie, to pracuję. Nie ma, to nie pracuję. I nie ma znaczenia, czy jest środa, niedziela czy Wielkanoc. Chociaż wtedy akurat i tak nie mam zleceń. Ale zawsze mogę pociągnąć jakiś własny projekt.

Święta to tradycja

Boże Narodzenie czy Wielkanoc, to nie tylko święta stricte kościelne, od których ateista ma się trzymać z daleka. To także tradycja i okazja do spotkania z rodziną. Pomijając drobny fakt, że kościół i tak zawłaszczył sobie wiele tradycji pogańskich, więc na dobrą sprawę to katolicy nie powinni ubierać choinki, Boże Narodzenie świętować w lipcu zamiast w grudniu i z daleka omijać jajka czy polewanie wodą.

Nigdy nie unikałem świąt. Ani jako dziecko (wiadomo, prezenty) ani jako dorosły (okazja do odsapnięcia od pracy i naładowania akumulatorów).

Christmas Baking

Nie jest tak, jak na filmach

Co roku naiwnie nabierałem się na filmowe przedstawienie świąt. Cała rodzina przy stole, wcinanie łakoci, wesoła atmosfera, rodzinne otwieranie prezentów, wieczorny spacer i zabawy w śniegu. Przez kilka dni sielanka.

Bzdura. W większości polskich (nie wiem, jak to wygląda w innych krajach) schemat jest podobny:

  • Wielkie napięcie podczas przygotowań, bo dużo roboty, bo sprzątanie, bo trzeba zdążyć i w ogóle. W 99% przypadków dochodzi do kłótni, bo każdy jest zestresowany. Kiedyś myślałem, że to wszystko moja wina, bo w takie poczucie winy wpędzali mnie rodzice. Teraz widzę, że tak jest prawie wszędzie. A obrywa zawsze najsłabszy, który nie umie się bronić.
  • Podczas ubierania choinki każdy chce rządzić, każdy pokrzykuje i opieprza innego. Źle wieszasz, no co ty robisz, jak to wygląda, zostaw, sama zrobię, bo na ciebie nie można liczyć.
  • Gotowanie 12 tradycyjnych potraw i „nie jedz tego, bo to na święta”. Cały czas pośpiech, bo już wieczór a wszystko rozgrzebane, kuchnia wygląda jak po przejściu tornada.
  • Przy stole każdy już zmęczony i nie ma ochoty ani na śpiewanie kolęd ani na nic innego. Kolacja szybka, często już przy włączonym telewizorze. Potem ciasto, drugie, trzecie, kolejne i „no jedz, bo przecież są święta i nie może się zmarnować”. Tematy szybko przechodzą na politykę i robi się jeszcze mniej rodzinnie. Wyjście na dwór? Spacer? Lepienie bałwana? Wolne żarty! Na pasterkę pierwszy raz poszedłem dopiero w szkole średniej. Sam.
  • Prezenty? Żadnej magii. Szybkie odczytanie nazwisk. Szybkie przejrzenie zawartości paczek i powrót do polityki. Potem przyszedł Kevin, który wpisał się w tradycję. Trzeba oglądać. Jak nie Kevina to inny film. Telewizor musi być włączony, bo bez niego nic nie ma sensu.

Opłatek to trauma dla aspergerowca

OK. Tu muszę przyznać, że tej części świąt nie lubiłem. Z dwóch powodów i żaden nie jest związany z ateizmem. Po pierwsze jako introwertycznego apsergerowca męczyła mnie tego typu  interakcja z innymi ludźmi. Co innego pogadać na luzie a co innego oficjalnie złożyć życzenia. Po drugie każdemu trzeba wymyślić coś oryginalnego, nawet tym, których się nie lubi i uśmiechać życząc im szczęścia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy. Co roku to samo propagowanie hipokryzji. Założę się, że wiele osób już dawno nie ogarnia o co tak naprawdę chodzi w dzieleniu się opłatkiem.

Kiedyś wujek (zresztą też ateista) wymyślił, że jako gospodarz (święta były akurat u niego) ogólnie składa wszystkim świąteczne życzenia i tyle. Nie trzeba już osobiście każdy z każdym, jeśli ktoś nie chce. Kilka osób oczywiście i tak zrobiło po swojemu, ale ja skorzystałem z sugestii wujka i było super.

Z tego samego powodu nie przepadałem za „śledzikami” w pracy, gdzie nie respektowano wiary i trzeba było się dzielić opłatkiem z szefem i kolegami. Na szczęście teraz jako mogę to olać, bo jestem samozatrudniony i jako szef samego siebie nie narzucam sobie samemu dzielenia się ze sobą opłatkiem.

Co kto lubi

Mi akurat tradycyjne potrawy wigilijne nigdy nie podchodziły. W zasadzie lubię tylko rybę po grecku i karpia (chociaż tu też zależy, kto przyrządza). Przymusowe jedzenie 12 potraw „bo tak trzeba” było dla mnie męczące. A nie mogłem odmówić, bo babcia/mama/teściowa tak się namęczyły z tymi uszkami, barszczem, sałatkami itp. Dobrze, że nikt nie wmuszał we mnie kompotu z suszu, bo piłem go raz w życiu i skończyło się podróżą do Wymiotkowa.

Christmas Presents Under Tree

Kilka lat temu wszystko się zmieniło

Ale to też nie ma związku z moim ateizmem. Życie trochę mi się pokomplikowało i zostałem sam, więc niejako z przymusu święta też były bardzo kameralne. Jedne spędziłem w domu z butelką dobrego wina i ciekawą książką. Na drugie wyjechałem do Lwowa. Tam prawosławne święta obchodzi się dopiero w styczniu, ale już w grudniu jest Jarmark Bożonarodzeniowy i wiele innych atrakcji. Nie musiałem nic przygotowywać, sprzątać, myć okien, gotować, dzielić opłatkiem, jeść niedobrych potraw i rozmawiać o polityce. Bawiłem się doskonale, zwiedziłem miasto i wypocząłem. Nie było świątecznego obżarstwa, które musiałbym potem odchorować.

W tym roku wirus wszystko pokomplikował jeszcze bardziej, więc zostanę w domu. Ale choinkę może ubiorę. I nikt mi nie będzie mówił, że źle wieszam. Trochę posprzątam jak co tydzień, ale okien nie umyję, bo za zimno. Ugotuję coś dobrego, a może zrobię pizzę. Wypiję dobre piwo. Obejrzę „Szklaną pułapkę”, bo to  bardzo świąteczny film. Jeśli będzie śnieg, to wyjdę na dwór i ulepię bałwana. A jeśli nie, to po prostu się przejdę. Pójdę spać, kiedy będę już zmęczony i poczytam w łóżku książkę.

A jak wyglądają święta u Ciebie?

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na