Dzisiaj jest wtorek, 10 grudnia 2019
Jak wycenić własną pracę?Irlandzki FuckupOd blogera do millionera
Strzał w kolano

Strzał w kolano

poniedziałek, 2019-12-02217własny biznes, na luzie

Z pewnością każdy z Was spotkał człowieka, który ewidentnie (chociaż niekoniecznie świadomie) działał sobie na szkodę. Jakiś czas temu miałem okazję przejąć po innych grafikach dwóch klientów.

Kulas pochodzi z Adobe Stock

Poprzedni grafik nawalił

Obaj klienci zgłosili się do mnie z polecenia (niech żyją rekomendacje!) i obaj mieli nóż na gardle, bo graficy najzwyczajniej dali dupy. Dla mnie to idealna sytuacja, bo nie dość, że nowy klient, to jeszcze większa kasa za ekspres. No i minimum marudzenia i korekt, bo nie ma czasu na wybrzydzanie.

Ale sama sytuacja zmusiła mnie do zastanowienia, co kieruje ludźmi, którzy robią takie rzeczy swoim klientom? Jeszcze w pracy na etacie na upartego można by to zrozumieć (chociaż niekoniecznie pochwalać). Beznadziejna atmosfera a zwłaszcza szef (znam takich), który dociska śrubę jak może i kombinuje jak by tu nie płacić w terminie albo nawet obciąć z pensji (też znam takich, niestety). Aż sam się prosi, żeby mu wykręcić jakiś numer. Parafrazując znane przysłowie „Jaka płaca, taka praca”.

Ale kiedy już pracujemy na własną markę, to powinniśmy zrobić wszystko, żeby tylko klient był zadowolony ze współpracy (oczywiście bez włażenia w tyłek, bo nie każdy to lubi). Nawet nie musimy robić super dizajnów (klienci często tego nie docenią, a czasami nawet nie chcą), chodzi o dobrą współpracę, terminowość i słowność.

Tymczasem tam jeden z poprzednich grafików w ogóle olał współpracę, przestał się odzywać i odbierać telefony, natomiast drugi tuż przed terminem oddania projektu stwierdził, że go jednak nie zrobi. No litości! To nie wiedział wcześniej, że nie da rady? Już nawet pomijając fakt, że miał na to miesiąc, a robota była na tydzień. Ja sam zrobiłem to na satysfakcjonującym klienta poziome w 4 dni!

Co nimi kierowało?

  • Dostali lepsze zlecenie? Możliwe, ale mogli powiedzieć od razu.
  • Nie chcieli współpracować z małym klientem, bo są tacy mistrzowie, że robią tylko dla największych firm? Po co w ogóle brali to zlecenie?
  • Mają bogatych rodziców i nie szanują pieniądza, a co za tym idzie - klienta, który ten pieniądz przynosi? Po co w ogóle pracują?

I co teraz?

Na dobrą sprawę, to mógłbym sobie życzyć więcej takiej konkurencji. Ja zyskałem klienta (jednego nawet na dłużej), oni stracili dużo więcej niż tylko zlecenie. Bo nawet gdyby byli nindżami dizajnu (a skądinąd wie, że nie są), to smród będzie się za nimi ciągnął. Za jednym na pewno, bo już klient się o to postarał.

Ja nie rozumiem takiego podejścia. A Wy? Macie jakieś pomysły, dlaczego niektórzy tak robią?

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na