Dzisiaj jest niedziela, 19 listopada 2017

062 - Śniadanie i co potem?

środa, 2017-08-02198

Na zewnątrz było mokro, zimno i nieprzyjemnie. Już po pierwszym kroku błoto wlało mi się do butów. No super, trzeba było wyjść na bosaka. Przecież to chyba logiczne, że na takim pustkowiu nieugnieciona ziemia będzie mięciutka jak gówno. Samochód nie zapadł się pewnie tylko dlatego, że miał ogromne i grube koła. Gdybyśmy przyjechali tu zwykłym, utknęlibyśmy pewnie na amen.

Nie czas i miejsce było jednak na rozważania. Zrobiłem co trzeba i szybko wróciłem do auta. Kolejne ubranie było do zdjęcia i wysuszenia, bo nawet przeciwdeszczowa kurtka niewiele dała. Nie miałem już nic więcej na zmianę, zostałem więc w samej koszulce (ostatniej i lekko wilgotnej) i bokserkach. Jeszcze jedno wyjście na dwór i albo będę siedział mokry albo postaram się o rolę w jakimś pornolu.

Wyobraźcie sobie taką sytuację: wyposzczony półnagi facet w środku Syberii sam na sam z półnagą aktorką porno.
Zatweetuj

Usiadłem szybko bokiem i założyłem nogę na nogę, bo oczywiście od razu pomyślałem o fragmencie filmu, który był na dysku leżącym gdzieś w plecaku. Wyobraźcie sobie taką sytuację: wyposzczony półnagi facet w środku Syberii sam na sam z półnagą aktorką porno. Czy jest szansa, żeby jakoś z tego wybrnąć z twarzą?

Nina nieświadoma moich myśl (ciekawe, jakie były jej własne) przygotowywała właśnie kolejną porcję kanapek a przy każdym ruchu cycuszki fajnie się przesuwały (sic!) pod koszulką. Tym razem przezornie od razu umieściła je (kanapki, nie cycuszki) w pojemniku. W razie czego nie rozsypią się za bardzo. Miałem jednak nadzieję, że tym razem obejdzie się bez tego i śniadanie zjemy normalnie z talerza a nie z podłogi, ścian i sufitu. Zgarnąłem co większe resztki i wyrzuciłem w krzaki. Okruchy trzeba będzie jakoś wymieść, jeśli tylko znajdzie się tu jakaś szczotka. Na razie jednak musiały poczekać.

Jeszcze nigdy zwykłe kanapki nie smakowały mi tak dobrze. No po prostu Sheraton co najmniej. Pomiędzy jednym a drugim gryzem Nina mnie poinformowała, że znacznie oddalaliśmy się od wszystkich miejscowości. Do najbliższej, w miarę cywilizowanej mieliśmy jakieś sto kilometrów. Czyli faktycznie jesteśmy w środku Syberii, gdzie psy szczekałyby dupami, gdyby tu jakieś były. Ale z pewnością łatwiej tu o niedźwiedzia.

Zrozumiałem już, co miała na myśli mówiąc, że nie wiadomo, kiedy trafimy na jakiś sklep. Całkiem prawdopodobne, że na żaden aż do samego końca podróży. Byliśmy więc skazani (chociaż tu warto byłoby użyć innego słowa) wyłącznie na siebie. Tylko co potem?

Miałem nadzieję, że Nina właśnie nad tym myśli.

- A ty co tak dziwnie siedzisz? - spytała nagle. - Źle się czujesz?

Cholera. No i co jest odpowiedzieć? Ściemnić coś, czy powiedzieć prawdę, że jestem napalony jak sierściuch w marcu ale z różnych względów wolałbym nie być. Jednak w takiej chwili umysł w ogóle niechętnie pracuje, nie mówiąc już o wymyślaniu ładnie brzmiących ale nieprawdziwych odpowiedzi. Zanim jednak wydałem z siebie jakikolwiek dźwięk, Nina pochylała się już przede mną i... Wiedziałem, że kobiety są złośliwe, ale żeby aż tak?

Nóg już mocniej nie mogłem zaciskać, bo bym sobie jajka zgniótł. Co więcej, z pewnych względów musiałem je nawet poluzować, co od razu wykorzystała Nina chwytając mnie za kolana i przywracając do normalnej pozycji siedzącej.

- No, teraz lepiej - mruknęła. - Nie wyglądasz na chorego, śniadanie ci więc nie zaszkodziło. Widzę za to inny problem.

Ta, jasne, problem. Delikatnie to ujęła. Zresztą zaraz potem ujęła ten „problem” dosłownie. A co ja mogłem na to poradzić?

Nic nie mogłem!

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na