Dzisiaj jest wtorek, 26 września 2017

061 - Są tajemnice i tajemnice

niedziela, 2017-07-23113

Nie wiem, jak długo jechaliśmy. Może dziesięć minut, może pół godziny. Nie miałem możliwości sprawdzenia czasu, zresztą nawet gdybym mógł, byłaby to ostatnia rzecz, o jakiej bym myślał. Gdybym myślał. Ale ja tylko trzymałem się kurczowo i czekałem na koniec tej piekielnej jazdy, jakikolwiek by był.

Nina nieco zwolniła. Wciąż jechaliśmy stosunkowo szybko, ale już bez ryzyka nabicia sobie guza o sufit. Wciąż jednak wszystko się trzęsło i latało po kabinie.

Gdyby nie wściekły pomarańczowy kolor samochodu, moglibyśmy być niewidoczni nawet z kilku metrów
Zatweetuj

Zatrzymaliśmy się w środku jakiejś gęstwiny. Deszcz nieco zelżał i grzmoty stały się rzadsze. Nina stwierdziła jednak, że to trzydniówka i nie mamy co liczyć na szybkie pojawienie się słońca. Przyjąłem tę informację z pewną dozą sceptycyzmu, bo przecież nie pada jednocześnie nad całą Ziemią, więc może nam się uda wcześniej wyjechać z zasięgu burzy. No chyba, że wiatry będą dmuchać nam w zadek, wtedy ta aura może się nieco przedłużyć. Plusem było zmniejszona widoczność i gdyby nie wściekły pomarańczowy kolor samochodu, moglibyśmy być niewidoczni nawet z kilku metrów. Kto w ogóle zatwierdza takie kolory dla tego typu pojazdów?

Nie miałem pojęcia, czy ten ktoś nas jeszcze goni i czy w ogóle miał pojęcie o naszym istnieniu. Kto to w ogóle był? Może po prostu jakiś przypadkowy grzybiarz, którego po prostu złapała burza w drodze do domu?

Jakoś trudno mi było pogodzić się z myślą, że ktoś mógłby nas szukać a nawet gonić. To po prostu nie było element mojego dotychczasowego życia. Czy była szansa do jego powrotu? Spytałem o to Ninę.

- Nie wiem - odparła wzruszając ramionami. - Może jestem trochę przewrażliwiona, ale lepiej dmuchać na zimne.

- Ale jedna przed kimś się chowamy, inaczej w ogóle nie byłoby całej tej jazdy - stwierdziłem. Nina przytaknęła. - Przed kim?

- Nie mogę ci tego powiedzieć. To nie dotyczy ciebie.

- Ależ owszem, dotyczy - parsknąłem. - Jestem tu obok ciebie, na jakimś totalnym zadupiu w środku Syberii, Tajgi, czy gdzie tam jesteśmy. O mało nas nie zabiłaś na jakimś drzewie, jestem przemoczony, głodny i przerażony! Wierz mi, już bardziej nie może mnie to dotyczyć!

- Słuchaj, są tajemnice i tajemnice. O niektórych ty nie możesz wiedzieć, o innych nie wiem nawet ja. Co ci mogę powiedzieć, to ci mówię. W tej chwili sama jestem przerażona i bardziej reaguję niż planuję. A to na dłuższą metę nie jest dobre. W dodatku jesteś pod moją opieką, więc to też mnie trochę ogranicza.

W Moskwie jakoś dałbyś radę, w Polsce to pewnie ty musiałbyś się mną zaopiekować, ale tutaj nie przeżyłbyś sam jednego dnia
Zatweetuj

- No dzięki wielkie, mamusiu - mruknąłem sarkastycznie.

- Oj dobrze wiesz, o co mi chodzi - warknęła poirytowana. - Jesteś obcy w obcym miejscu. Nie znasz tutejszej rzeczywistości, warunków, zwyczajów. W dodatku nie obraź się, ale nie wyglądasz mi na takiego, który ma przeszkolenie wojskowe. W Moskwie jakoś dałbyś radę, w Polsce to pewnie ty musiałbyś się mną zaopiekować, ale tutaj nie przeżyłbyś sam jednego dnia.

Wzruszyłem ramionami i usiadłem bez słowa. W sumie to miała rację. Niemniej moje męskie ego zostało mocno ubodzone.

-  Dlatego muszę mieć trochę czasu, żeby zobaczyć, na czym stoimy, zaplanować nasze dalsze działanie i w miarę możliwości zabezpieczyć się przez ewentualnymi problemami - dodała - dlatego zjedzmy w końcu to cholerne śniadanie, bo zaraz padniemy z głodu i żadne plany nam nie pomogą.

Uprzątnęliśmy tył samochodu z resztek kanapek i chwilowo napiliśmy się wstrząśniętej (nie zmieszanej) herbaty. Jedzenie jedzeniem, ale suszyło mnie niemiłosiernie. Zaraz potem zachciało mi się odcedzić kartofelki. Ileż to ja bym teraz dał za porządną toaletę. A tak musiałem wyjść na dwór.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na