Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

033 - Przyspieszamy temat

czwartek, 2015-11-26537

- Pamiętasz mnie jeszcze? - spytał wujek. Nie, pomyślałem sarkastycznie, w ciągu kilku dni zapomniałem, z kim przegadałem większość wesela kuzynki. - Dzwonię w sprawie naszej rozmowy. Zmiana planów.

- Odkładamy? Rezygnujemy? - w sumie to nie wiem, czy bardziej poczułem ulgę czy rozczarowanie.

- Wręcz przeciwnie, przyspieszamy. Mamy bardzo zainteresowanego sponsora, który chciałby jak najszybciej poznać szczegóły. Ja rozumiem, że masz pewnie teraz bardzo napięte terminy, ale chciałbym się spotkać. Kiedy byłoby to możliwe?

- Jutro będę w Warszawie.

- Świetnie, spotkajmy się może koło południa, jeśli możesz. Zapisz sobie adres...

Westchnąłem w duchu. Czy wy też tak macie, że albo przez dłuższy czas nic się nie dzieje albo nagle wszyscy klienci mają jednoczenie pilne zlecenia? Ja mam tak bardzo często. Chociaż bywa ciężko, to lubię takie sytuacje, bo przynajmniej coś się dzieje. Tylko co zrobić w sytuacji, kiedy w ciągu jednego dnia trzeba się zorganizować z Tomaszem, spotkać z wujem Andrzejem a potem jednocześnie jechać na drugi koniec świata i pisać scenariusz filmu? Gdzie oni wszyscy byli, kiedy zastanawiałem się, z czego opłacić ZUS?

Pozostawał Ryszard, tylko on mógł uratować moją dupę. Przynajmniej w sensie PR, bo przecież do niczego się jeszcze nie zobowiązywałem. Miałem nadzieję, że poważnie oferował się na zastępstwo, co prawda przy innej książce, ale pisanie jest pisanie. Niestety Ryszard chyba wyznawał zasadę, żeby wieczorami nie odbierać telefonów ani tym bardziej nie oddzwaniać. Dopiero następnego dnia, już w pociągu, udało mi się go dopaść.

- Jest kasa do napisania.

- Ile?

- Tyle ile wynegocjujesz.

Pokrótce przedstawiłem zaistniałą sytuację i podałem adres studia, które, jak się okazało, było gdzieś pod Warszawą. Potem zadzwoniłem do wuja informując, że nie dam rady się wyrobić i przyślę asystenta. Wujo chyba nie był tym zachwycony.

- Czy da radę?

- Dlaczego miałby nie dać? Poza tym mieszka w Warszawie, więc w razie potrzeby jest pod ręką. A ja mam od jakiegoś czasu bardzo nieprzewidywalny grafik.

- Gdzie cię ten twój milioner wyciąga tym razem?

- Na drugi koniec świata. Dosłownie. I nie mam pojęcia, kiedy wrócę.

- Niech będzie, zobaczymy - wujo nie był do końca przekonany. Ale cóż, chyba nie miał zbyt wielu alternatyw, prawda?

Po zameldowaniu w hotelu od razu skontaktowałem się z Tomaszem. Tym razem nigdzie mnie nie wyciągał, przyjechał w ciągu pół godziny. W ciągu następnych dwóch wyjaśnił mi powód wyjazdu i pośpiech, ustaliliśmy też szczegóły mojej roli w całym przedsięwzięciu. Niestety, na chwilę obecną to tajemnica, więc chyba rozumiecie, że nic więcej nie mogę napisać.

- Znajetie wy russkij jazyk? - spytał niespodziewanie. Cholera, kiedyś się uczyłem, ale to było dawno i nieprawda.

- Chuże towo, ot naczialnoj szkoły ja nie gawarił. - odpowiedziałem najlepiej jak umiałem.

- Dobra, jakoś sobie poradzisz. W razie czego będziemy mówić po angielsku. Ten na szczęście znają wszyscy zainteresowani.

Przytaknąłem, wolałem go nie wyprowadzać z błędu. Może nie będę musiał zbyt dużo rozmawiać.

- Lecimy jutro z samego rana. Wynająłem czarter, polecimy na skróty przez Kazachstan i Mongolię. W ciągu dziesięciu godzin będziemy na miejscu. Przyjadę po ciebie, więc bądź gotów najpóźniej o siódmej.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na