Dzisiaj jest wtorek, 19 września 2017

060 - Przez las...

sobota, 2017-01-2155

Z przodu samochodu było tylko jedno, centralnie umieszczone siedzenie. Kierowca miał więc doskonały widok na wszystko co się dzieje z przodu, a to bardzo ważne, kiedy jedzie się po bezdrożach. Brak siedzenia pasażera co prawda uniemożliwiał komfortową rozmowę, ale z pewnością nie do tego celu projektowano pojazd.

Panel kontrolny, który studiowała Nina, nie był tak rozbudowany jak w samolocie, którym lecieliśmy z Tomaszem do Moskwy, ale i tak miał więcej wskaźników i przełączników, niż cessna, którą kiedyś miałem okazję lecieć. Wszystko było oczywiście opisane po rosyjsku i sprawiało wrażenie dosyć siermiężnego – takie same przełączniki widywałem w samochodach z lat 80-tych, głównie radzieckich właśnie. Wyjątkiem był duży, dotykowy ekran komputera pokładowego, niestety jak się później miałem przekonać, również w języku Tołstoja.

Przyznam, że chociaż nie kręci mnie motoryzacja, poczułem podniecenie. Pierwszy raz w życiu pożałowałem, że nie umiem jeździć.

Nina włączyła silnik, potem pstryknęła przełącznikami uruchamiając wycieraczki i górne reflektory, które bez trudu przebiły się przez ścianę deszczu i oświetlały nawet bardzo odległe drzewa. Następnie wyświetliła mapę i mrucząc coś pod nosem wprowadziła jakieś dane. W końcu wszystko powyłączała i odwróciła się do mnie.

- Zróbmy w końcu to śniadanie - zaproponowała.

Wnętrze pojazdu okazało się bardziej uniwersalne niż by się wydawało na pierwszy rzut oka. Złożone obecnie fotele można było przekształcić nie tylko w prymitywne prycze ale także mały stolik. Położyłem na nim duży, plastikowy talerz i rozpakowałem pieczywo, ser i kiełbasę. Zdobycznym nożem pokroiłem chleb i posmarowałem go masłem. Nina w tym czasie zagotowała wodę i zaparzyła herbatę w termosie. Dobry pomysł, dłużej będzie ciepła. Zanim skończyłem robić kanapki, woda zagotowała się drugi raz i dziewczyna w drugim termosie zrobiła kawę.

Już dawno mi tak nie smakowały zwykłe kanapki. Jestem pewien, że teraz to pewnie nie pogardziłbym nawet znienawidzoną wątróbką czy buraczkami... chociaż nie. Przy talerzu pełnym buraczków mógłbym nawet umrzeć z głodu. Są jednak potrawy, których za nic w świecie do ust nie wezmę.

Przypomniały mi się dawne wakacyjne wyjazdy pod namiot. Uwielbiałem siedzieć w kucki, czytać książkę, coś przegryzać i słuchać deszczu bębniącego w tropik. Teraz czułem się podobnie, chociaż miejsca było więcej a dach metalowy. Ale ten miarowy szum kropel bardzo relaksował. Bliższe i dalsze grzmoty również. Brakowało mi jeszcze dobrej książki albo... internetu. Kurcze, kiedy ja ostatni raz zaglądałem na fejsa? Ile nieprzeczytanych wiadomości czekało na mnie w skrzynce mailowej? Ile z nich było ważnych? Czy ja już mam syndrom FOMO czy jeszcze nie?

Rozważania przerwał mi głośny dźwięk brzęczyka z kokpitu. Nina odłożyła kanapkę i szybko przebiegła na przód pojazdu. Popatrzyła na mapkę, pstryknęła przełącznikami i zaklęła.

- Spadamy! - krzyknęła siadając za kierownicą. - Ktoś się zbliża!

Powinienem chyba zamknąć oczy i zacząć się modlić, ale dawno tego nie robiłem a widok był hipnotyzujący
Zatweetuj

Zdążyłem zakręcić termosy i zarzucić jakąś serwetę na kanapki, kiedy zahuczał silnik. Zanim zapiąłem pasy, pędziliśmy już wyboistą, leśną drogą. Trzymałem się kurczowo, żeby nie podskoczyć za wysoko albo nie rozbić głową szyby. Kanapki niemal od razu wylądowały na podłodze. Skąd mi przyszło do głowy, że wystarczy przykrycie ich kawałkiem szmatki? Trzeba było je wrzucić do pojemnika obok termosów, przynajmniej nie latałyby po całej kabinie.

Nie wiem, jak dużo i wyraźnie Nina widziała z przodu, ale mi przez boczną szybę drzewa po prostu rozmazywały się razem z deszczem. Obyśmy tylko nie skończyli podróży na jednym z nich. Powinienem chyba zamknąć oczy i zacząć się modlić, ale po pierwsze dawno tego nie robiłem a po drugie ten widok mnie hipnotyzował. To trochę jak z pająkami. Panicznie się ich boję, ale zza bezpiecznej szyby mogę się im przyglądać godzinami. Tutaj co prawda szyba nie zwiększała bezpieczeństwa, ale biorąc pod uwagę, że i tak nie miałem wpływu na to, co się dzieje, patrzenie było całkiem niezłym zajęciem. Tym bardziej, że mógł to być mój ostatni widok w życiu.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na