Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

030 - Propozycja wuja

czwartek, 2015-11-12529

Wyszliśmy na patio. Wujo wziął ze sobą szklaneczkę z magicznym płynem i ogórka, ja kawałek prawdziwej, wiejskiej kiełbasy. Przynajmniej wyglądała na prawdziwą. Noc była ciepła, chociaż bryza od pobliskiej Warty niosła ze sobą delikatny chłód.

Szybko przeszliśmy na „ty”, żeby niepotrzebnie nie komplikować stosunków.

- Jestem producentem filmowym - przeszedł do rzeczy. - A wiesz jakie się u nas filmy robi? Albo tasiemce albo komedie romantyczne.

Przytaknąłem. Jeśli o mnie chodzi, ostatni dobry polski film, jaki widziałem, to był chyba „Vinci”.

- No właśnie. Nasz problem polega na tym, że działamy zachowawczo. Mamy kilka sprawdzonych numerów i ich się trzymamy, bo to pewniaki. Tylko ileż można?

Nie wiedziałem. Ale sądząc po zainteresowaniu widzów, pewnie jeszcze długo.

- Mam jeden pomysł - kontynuował. - Może trochę kontrowersyjny, ale nowy. Żadna sieczka, żadne reality show. Wstępnie zainteresowani sponsorzy są, więc kasa również będzie. A jak wszystko się uda, to nawet sporo. Potrzeba mi kogoś, kto to ciekawie napisze. Najlepiej ktoś nowy, ze świeżym spojrzeniem.

No kurcze, jakbym to już gdzieś słyszał. Zgadali się z Tomaszem czy co?

- Scenarzysta?

- To też. Najpierw trzeba zebrać pomysły, poukładać, przygotować konspekt. Później oczywiście scenariusz i w końcu korekty i zmiany podczas realizacji. Ale do tego będziesz miał już odpowiedni zespół, bo tu już trzeba znać specyfikę branży.

- Dlaczego ja?

- Piszesz książkę dla milionera a tacy ludzie kierują się jakością, nie ceną. Nie biorą do współpracy byle kogo. Już samo to jest dobrą rekomendacją.

- I to czyni mnie wiarygodnym? Przecież nawet nie wiesz, kim jest ten milioner, czy faktycznie jest milionerem, bo ja sam tego nie wiem poza tym, że mi nieźle płaci.

- A kto to w ogóle jest?

- No i tu jest problem, bo nie mogę powiedzieć. Obiecałem dyskrecję.

- Rozumiem - zamyślił się. Pewnie rozważał moją wiarygodność a ta nie była zbyt wielka.

- Zresztą nie ma o czym mówić, książkę dopiero zaczynam i pewnie zejdzie mi z tym co najmniej rok.

- To akurat najmniejszy problem. Przez najbliższe pół roku i tak z tym porządnie nie ruszymy. Mielibyśmy czas, żeby się lepiej poznać, zrobić coś lekkiego i niezobowiązującego. Zobaczyłbyś, jak to wygląda od środka, bo zakładam, że nie miałeś z tym jeszcze zbyt wiele wspólnego?

- W zasadzie to wcale.

- No właśnie. Myślę, że powinniśmy się spotkać w studio. Jestem pewien, że żaden z nas na tym nie straci.

Wróciliśmy do środka, bo zaczynały się oczepiny. Na szczęście jako samiec zaobrączkowany byłem zwolniony z tej części, przynajmniej jeśli chodzi o elementy przymusowe dla singli. Ale nie wypadało być nieobecnym. Za to nigdzie nie widziałem Kacpra. Jak się okazało, braciszek dosyć szybko się skończył i drzemał gdzieś w kącie. No cóż, trochę szkoda, bo nie wiadomo, kiedy nam się trafi kolejne spotkanie. On się do żeniaczki niespecjalnie garnął.

Klaudia dopadła mnie niedługo przed świtem i nie udało mi się wykręcić od tańca. Chyba nie podeptałem jej za bardzo. Świadków moich nieskoordynowanych ruchów też nie było zbyt wielu, o tej porze każdy był zajęty czymś zupełnie innym.

Przed wyjściem jeszcze raz dopadł mnie wujo z propozycją odwiezienia do Warszawy. Musiałem niestety odmówić, bo zostawał jeszcze jeden dzień. Korciło mnie, żeby zmienić swoje plany, w końcu nie obiecywałem Majce, że konkretnie jutro będę w domu. Ale czasami już tak mam, że jak coś postanowię to się tego trzymam. Wymieniłem się więc z wujem wizytówkami i obiecałem, że nie zapomnę o nim.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na