Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

068 - Poszukajmy stacji

poniedziałek, 2018-07-30360

Ze skrzyni wyciągnęła jakiś nowocześnie wyglądający karabin. Nie znam się na militariach, ale widziałem wystarczająco dużo filmów, żeby wiedzieć, że nie jest to zwykły kałach.

- Umiesz się tym posługiwać? - spytała retorycznie, więc tylko wzruszyłem ramionami.

- Dobra. Tak się repetuje, tu się odbezpiecza, tu celuje, a tu strzela - wyjaśniła dokonując prezentacji. - Przyciskasz mocno do ramienia, żeby ci zębów nie wybiło.

Potem Nina położyła karabin na fotelu kierowcy, uruchomiła alarm w radarze i wyskoczyła na zewnątrz a ja za nią. Buty oczywiście od razu zapadły nam się głęboko. Przemknęło mi przez myśl, że chyba nie ma sensu kolejny raz ich czyścić.

Opróżnienie dwóch dużych kanistrów zajęło nam kilkanaście minut. Cały czas nasłuchiwaliśmy alarmu, ale nic się nie wydarzyło.

Plastikowa beczka z wodą do mycia była jeszcze w połowie pełna, ale, podobnie jak w przypadku kąpieli, nie wiadomo, kiedy pojawi się kolejna okazja, żeby ją uzupełnić. Była jednak zbyt ciężka, żebyśmy po prostu zanurzyli ją w jeziorze. Musiałem więc wziąć wiadro i zrobić trochę rundek. Nina w tym czasie z napięciem pilnowała radaru. Chyba udzielało mi się jej zdenerwowanie, bo biegałem coraz szybciej nie zważając na to, że grzęznę coraz głębiej. W końcu jednak beczka była pełna.

- Wracamy do jeziora? - spytałem zamykając za sobą drzwi. Uznałem, że buty przeżyją maksymalnie jedno czyszczenie. Nina przez chwile tarła policzek, zanim odpowiedziała.

- Nie mamy na to czasu. Płynie się zbyt wolno. Poza tym musimy poszukać jakiejś stacji benzynowej. Na tym, co mamy, nie dotrzemy do Władywostoku.

- Stacja? Tutaj? - zdziwiłem się.

- Skoro jest samochód, musi być i stacja. Ktoś, kto go używa, musi przecież gdzieś tankować.

- Mógł być z daleka - zasugerowałem.

- Nie sądzę. Przynajmniej taką mam nadzieję - dodała ciszej. - Na razie jedziemy więc według planu a potem się zobaczy.

Tym razem ja siadłem za kółkiem. Nina tymczasem wlepiła wzrok w ekran komputera pokładowego. Pstrykała przełącznikami zmieniając skalę. Czytała dodatkowe komunikaty i opisy. Nie wiem, jak ona się w tym wszystkim łapała. No ale przecież ja byłem kierowcą od niedawna, jeszcze nawet bez prawa jazdy. Ogarnianie rosyjskiej technologii samochodowej nie było na moją głowę. Wiedziałem tylko, że oprócz miejscowości ze stacją benzynową, Nina wypatruje też samochodu, którego ślady widzieliśmy. Radar cały czas był włączony.

Ciekawiło mnie, co robi, ale nie zamęczałem już pytaniami. Miałem swoja robotę. „Pływanie” pojazdem po mokrej ziemi nie było łatwe i wymagało skupienia. W dodatku zmierzchało, a Nina zabroniła włączać światła tak długo, jak będę w stanie jechać bez nich. Wysilałem więc wzrok wypatrując potencjalnych przeszkód. Nie chciałbym wpaść jakąś dziurę, która unieruchomi nas na amen. W końcu jednak zatrzymałem pojazd.

- Dalej nie jadę - powiedziałem. - Nic nie widzę.

- Dobra - zgodziła się dziewczyna. - Zostajemy tu na noc. Zróbmy jakiś obiad.

 

Po posiłku i wieczornym myciu wręczyła mi karabin.

- Będziemy spać na zmianę - powiedziała. - Co prawda nie spodziewam się odwiedzin, ale sam wiesz, jak jest. Lepiej nie ryzykować. Pełnisz wartę pierwszy. Pamiętasz obsługę, czy powtórzyć prezentację?

- Pamiętam - mruknąłem. - Ale przecież mam walthera.

- Tym to możesz co najwyżej postraszyć niegrzeczne dzieci. Albo odstrzelić sobie jaja jeśli nie zabezpieczysz przed włożeniem za pasek. Ale jeśli masz się poczuć lepiej, to sobie weź. Tylko nie używaj. A przede wszystkim zanim zrobisz cokolwiek, to mnie obudź.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na