Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

013 - Pakt z diabłem

poniedziałek, 2015-09-14605

Tomasz już na mnie czekał. Był zadowolony jakby co najmniej podpisał życiowy kontrakt. Pracował w najlepsze na laptopie i zauważył mnie dopiero jak usiadłem naprzeciwko. A może tylko udawał? Przywitałem się chłodno. Nie lada wyzwaniem było niezaciskanie pięści, zwłaszcza gdy się tak beztrosko uśmiechał. W mojej wyobraźni dostał piękne dwa sierpowe i leżał pod stołem. Przez krótką chwilę poczułem się lepiej.

- Przygotowałem umowę. Przeczytaj są dokładnie - odwrócił laptopa w moją stronę i skinął na kelnera. - Czego się napijesz?

- Jaką umowę? - nie rozumiałem.

- No przecież chyba mieliśmy pisać książkę. Nie pamiętasz?

- Heloł! A poranna rozmowa? Przecież znalazłeś kogoś tańszego. Czy na pewno jesteśmy w tej samej czasoprzestrzeni?

Tomasz się zaśmiał, czym mnie już zupełnie zbił z pantałyku. Albo wczoraj wypiłem o jedno piwo za dużo albo ktoś tu miał zboczone poczucie humoru.

- Przepraszam za tamto. Nie znalazłem, bo nawet nie szukałem. Chciałem sprawdzić, na jakie ustępstwa jesteś gotów pójść, żeby tylko mieć zlecenie. Wiesz, że są tacy, którzy będą pracować praktycznie po kosztach?

- Wiem - mruknąłem. - Konkuruję z nimi na co dzień.

- No więc widzisz. Nie potrzebuję osoby, która nie zna swojej wartości. Może być mrożona kawa? Zapowiada się gorący dzień. Na sierpień zapowiadają rekordowe temperatury.

Skinąłem głową, przysunąłem sobie laptopa i zagłębiłem w lekturę. Nie było tego dużo, zaledwie trzy strony, przy czym jedna dotyczyła zachowania w ścisłej tajemnicy tożsamości Tomasza i jego kontrahentów. Utrata dorobku życia przy opisanych tam konsekwencjach to pryszcz.

- Nie ufasz mi? - spytałem pokazując rzeczoną stronę.

- Zaufanie zaufaniem a zabezpieczenie zabezpieczeniem. Będziemy się spotykać z ludźmi, którzy cenią sobie prywatność sobie nie mniej ode mnie. Nie wprowadza się tam ludzi z ulicy. Na niektóre spotkania w ogóle nie wejdziesz. Żadnych oficjalnych przyjęć, na których aż roi się od dziennikarzy. To nie ta liga. Zresztą sam zobaczysz. Dlatego oficjalnie musisz zostać moim asystentem, bo będę ręczył za ciebie głową. A żeby ilość głów w worku się zgadzała, najpierw ty musisz ręczyć swoją.

Wyglądało uczciwie, chociaż było trochę przerażające. Na szczęście marchewka była o wiele bardziej zachęcająca od kija. I nieco bardziej apetyczna niż wczoraj wstępnie ustalaliśmy. Nie skomentowałem już tego trzymając się zasady, że jak dają to bierz. Przedstawiłem jeszcze Tomaszowi mój warunek odnośnie dyspozycyjności. Pokiwał głową z aprobatą.

- To oczywiste - powiedział - że rodzina jest najważniejsza. Jestem pewien, że wszystko odpowiednio dopasujemy, żeby wszyscy byli zadowoleni. Nic z tego nie będzie, jeśli zamiast pracować będziesz tylko o nich myślał. Jak u ciebie z angielskim?

- Radzę sobie - odparłem ostrożnie zastanawiając się, na ile rozminąłem się z prawdą. W piśmie odnajdywałem się całkiem nieźle wspomagany przez Google translatora, w mowie było gorzej. A w słuchaniu to już w ogóle, zwłaszcza gdy ktoś mówił szybko.

- To dobrze. Trochę sobie pogadasz z różnymi ludźmi a nie wszyscy znają polski. Jak mówiłem, będziesz pisał głównie z własnego punktu widzenia, nie z moich relacji, więc dobrze, żebyś uczestniczył w miarę czynnie.

- Ktoś się na to nabierze?

- Popracujemy nad tym. Za miesiąc mam kilka spotkań, w których mógłbyś już wziąć udział, żeby powoli się wdrażać. Przy okazji opracujemy wstępny szkielet książki. Spotkamy się za trzy tygodnie i wstępnie cię przygotujemy. Zrób sobie przez ten czas jakieś wakacje, podomykaj bieżące sprawy. Umowa jest w porządku? To przejdźmy się teraz do notariusza, żeby nabrała mocy prawnej i dostaniesz zaliczkę.

- Jaką zaliczkę?

- Urlopową. Chcę cię mieć wypoczętego i naładowanego a nie zmarnowanego po siedzeniu w domu.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na