Ostrość to pojęcie burżuazyjne
Jedni powiedzą, że tak, jak najbardziej, inni, że to bzdura. Wszyscy będą mieli rację, ale tak jakby nie do końca i nie zawsze. Dziękuję, można się rozejść…
Grafikę wyrenderowana sztuczna inteligencja
Czyj to cycat?
Oczywiście, że Henriego Cartier-Bressona i oznacza, że nie każda dobra fotografia musi być idealnie ostra, a nieostrość może służyć do wyrażania emocji, niedopowiedzeń, a nawet być celowym zabiegiem artystycznym. Został on wypowiedziany pod koniec lat 80. XX wieku, gdy Cartier-Bresson, mając problemy z drżącymi rękami, usprawiedliwiał lekko poruszone zdjęcia, żartując z Helmutem Newtonem.
Problem w tym, że wiele osób tym cytatem usprawiedliwia swoje nijakie, nieudane, poruszone, wręcz mizerne zdjęcia, które niczego nie przedstawiają, ale przynajmniej są nieostre. No i nie oszukujmy się, tym osobom daleko do Cartiera-Bressona.
Bo wiecie, nie sztuką jest zrobić nieostre zdjęcia (to potrafi nawet mój kot), sztuką jest zrobić to świadomie uzyskując oczekiwany i uzasadniony efekt.
Pomijając tę konkretną sytuację Bressona, czasy, kiedy ten cytat miał jakiś sens, były zupełnie inne. Aparaty analogowe, mała liczba klatek na kliszy, brak podglądu oraz manualne, często niskiej jakości obiektywy. Wtedy wybór był prosty: albo masz jakiekolwiek zdjęcie, albo nie masz go wcale. No i konkurencja w fotografii była mniejsza, więc odbiorcy nie zwracali uwagi na takie detale jak ostrość. Zastanawiam się, jak dzisiaj byłyby przyjęte zdjęcia Bressona, Dziworskiego czy Rolke, oczywiście zakładając, że nie mieliby jeszcze swoich sławnych nazwisk.
Z tego też okresu znane jest inne powiedzenie: F/8 and be there, które również było związane z „mieć albo nie mieć” zdjęcia.
Obecnie autofocusy są szybkie i na tyle sprawne, że można nawet wybrać oko osoby, na które będzie się ostrzyć. Nietrafienie jest zwyczajnym brakiem umiejętności i żadne wydumane wytłumaczenie czy dorabianie filozofii tego nie zmieni.
Wbrew pozorom nie lubię żylety
Kiedyś wyraziłem się niezręcznie, że preferuję ostre zdjęcia, ktoś to opacznie zrozumiał i teraz przy wielu okazjach niektórzy wbijają mi szpilę, że niby zdjęcie nie jest „żyletą”, więc mi się nie spodoba.
A to przecież zupełnie nie tak! Nie lubię ostrości w całym zakresie odległości. Dużych przysłon używam rzadko, a zdjęcia robione telefonem mnie odrzucają - są wręcz przeostrzone. Ale nie lubię też całkiem nieostrych czy wręcz poruszonych. Bardzo lubię małą GO, ale na zdjęciu musi być punkt, który jako pierwszy przyciąga uwagę i on powinien być ostry. W portretach jest to najczęściej oko. Ale gdy oprócz oka ostry jest też budynek 100m dalej, to już nie moja bajka.
Większa przysłona, a co za tym idzie - większa GO powinna być użyta świadomie (gdy np. na kilku planach dzieje się coś ciekawego, albo żeby je świadomie połączyć), a nie jako wytłumaczenie lenistwa lub nieumiejętności ostrzenia i głupiego tłumaczenia, że „tak miało być”.

Grafikę wyrenderowana sztuczna inteligencja
Kiedy nieostrość jest dobra?
To nie jest tak, że KAŻDA nieostrość jest zła, ale musi być świadoma.
Mała Głębia Ostrości, jak wspomniałem, czyli wszystko oprócz głównego tematu. To chyba oczywiste, ale nie każdy umie (i chce) to zastosować świadomie.
Pokazanie ruchu np. w sporcie. Tylko, co istotne, to obiekt musi się poruszać, a nie aparat latać w ręce jak u żula w delirce.
Długi czas naświetlania. Zasada analogiczna. Nieostre mogą być tylko ruchome elementy - samochody, przechodzący ludzie. Aparat powinien tkwić nieruchomo na statywie. Jeśli całe zdjęcie będzie poruszone to lipa.
Artystyczne i zamierzone rozmycie np. w fotografii sensualnej, które ukrywa nagość i dale dużo możliwości do domysłów. Magda Chojnacka zrobiła z tego swój znak rozpoznawczy, chociaż zaczęło się od zepsutego obiektywu, którego jednak nie zdecydowała się naprawiać.
Abstrakcje i kreacja - tutaj aparat jest narzędziem twórczym, a nie dokumentującym rzeczywistość. Myślę, że tu dobrym przykładem będzie twórczość Olgi Karlovac, u której nieostrości też są na tyle charakterystyczne, że od razu można rozpoznać jej rękę.
Charakterystyczne, niedoskonałe obiektywy, nadające interesujący, plastyczny charakter. Mam taki jeden i kiedyś go opisywałem. Ostatnio do niego wróciłem i znowu popełniam kwadratowe, pełne niedoskonałości optycznych fotografie, które jednak mają swój niepowtarzalny charakter.

Grafikę wyrenderowana sztuczna inteligencja
Kiedy nieostrość jest zła?
Nietrafiony punkt ostrości. Jeśli ktoś robi klasyczny portret, a ostrość jest na uchu, albo całkiem za osobą fotografowaną, to żadne dorabianie filozofii tu nie pomoże. To dotyczy w zasadzie każdego rodzaju fotografii. Jeśli głównym tematem zdjęcia jest np. piec (bo robi coś zabawnego), to nie można trafić gdzieś daleko za nim. Albo inaczej - można, ale to zdjęcie nie powinno być pokazywane. Jak wspomniałem F8 tego nie uratuje. To już nie te czasy. Ale znam osoby, które uważają, że w streetphoto zamiast ostrości wystarczy przysłona F8 i to już robi zdjęcie uliczne. No litości…
Poruszanie aparatem. Bez względu na to, czy czas naświetlania to 1/20 sekundy czy 10 sekund, poruszone zdjęcie to poruszone zdjęcie. Musiałoby być naprawdę wybitne i niesamowite, żeby można to było uznać za świadomy i celowy zabieg. Wyjątkiem jest panning, czyli śledzenie obiektu np. samochodu czy motocykla w ruchu. Ale zrobienie tego dobrze też nie jest łatwe.

Grafikę wyrenderowana sztuczna inteligencja
A teraz czas na hejt
Wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi i tylko na to czeka, więc już można za 3… 2… 1…
