Dzisiaj jest niedziela, 19 listopada 2017

056 - Osiedle na skraju miasta

wtorek, 2016-12-1382

Dziwnie się czułem. Taki rozbity, wręcz zozmemłany. Niby te kilka godzin snu dały mi spory zastrzyk energii, to jednak nie pogardziłbym wygodnym łóżkiem na kolejne kilkanaście. Ostatnie wydarzenia trochę (delikatnie mówiąc) dały mi w kość. Teraz adrenalina chyba gdzieś się ulotniła, pozostała pustka i uczucie odrealnienia. Trochę tak, jakbym stał z boku i oglądał film ze sobą.

Trzeba było wziąć się w garść. Nie było to łatwe. W dodatku głód coraz mocniej dawał o sobie znać. W zasadzie to kiszki grały już nawet nie marsza tylko wręcz dubstepa.

Z pociągu wyskoczyliśmy jakiś kilometr przed granicami miasta, w oddali widziałem już pierwsze budynki. Tym razem wyszło mi to o wiele zgrabniej, niż poprzednio. Nie, żebym po tym pierwszy razie nabrał jakiejś wprawy, ale nie skakaliśmy w pośpiechu z okna i nie staczaliśmy po nasypie. Ponownie jednak odczekaliśmy jakiś czas ukryci za krzakami aż pociąg zniknie za zakrętem. Nie sądzę, żeby ktokolwiek nas widział, ale wiadomo, lepiej dmuchać na zimne.

Potem spokojnie ruszyliśmy wąską ścieżką wśród wysokich traw i innego zielska. Niektóre rośliny były wyższe ode mnie i miałem tylko nadzieję, że to nie jest ten słynny Barszcz Sosnowskiego ani inne tego typu świństwo.

Niebo na wschodzie pociemniało i na niebie zaczęły się zbierać ciężkie chmury. Zbierało się na naprawdę porządną burzę. Lubię patrzeć na deszcz i błyskawice, ale kiedy siedzę w suchym i ciepłym domu. Tym razem zdecydowanie wolałbym, żeby nas to ominęło. Ciekawe, czy Nina prowadzi nas w jakieś konkretne, bezpieczne miejsce czy będziemy improwizować. Nie miałem szukać schronienia z pustym brzuchem i mokrą głową.

Kiedyś wydawało mi się, że polskie, pogierkowskie bloki są tragiczne, ale zmieniłem zdanie po tym, co tu zobaczyłem
Zatweetuj

Wkrótce dotarliśmy do znajdującego się na skraju miasta osiedla. Kiedyś wydawało mi się, że polskie bloki z okresu Gierka są tragiczne, ale zmieniłem zdanie po tym, co zobaczyłem tutaj. Wszystkie budynki były w stanie surowym, chociaż na oko miały co najmniej kilkanaście lat. Wielkie płyty trzymały się chyba już tylko na mech i słowo honoru. Strach byłoby przeprowadzać w mieszkaniu jakiś większy remont. Niby nie moja sprawa, ale nikt nawet siłą nie zmusiłby mnie do skorzystania z windy. O ile jakakolwiek tu jeszcze działała.

Usiedliśmy na pierwszej napotkanej ławce. Swoje istnienie zawdzięczała chyba tylko temu, że była betonowa. W sumie to i u nas w niektórych dzielnicach by się takie przydały. Może przetrwałyby dłużej niż kilka tygodni. Ta czystością nie grzeszyła, ale w obecnej sytuacji nie powinniśmy wybrzydzać.

- Poczekaj tu a ja poszukam czegoś do jedzenia - powiedziała Nina. - Pewnie już nas szukają, a dwoje obcych bardziej rzuca się w oczy niż jedna Rosjanka.

Żołądek znowu przypomniał o sobie na samo wspomnienie o jedzeniu.

- Skąd wiesz że szukają nas a nie tylko mnie? Jeden całkiem obcy Polak też się mocno rzuca a jeśli trafi się jakiś patrol, to nawet nie będę wiedział co zrobić. Idę z tobą - wstałem z ławki i zarzuciłem plecak na ramię.

- Spokojnie, w takie miejsca patrole się nie zapuszczają.

- W takie miejsca? Więc tym bardziej sam nie zostanę.

Nina chciała chyba jeszcze coś powiedzieć, ale po namyśle wzruszyła tylko ramionami i skinęła ręką, że mogę z nią iść. Też coś. I tak bym poszedł. Tym bardziej, że absolutnie jej nie ufałem i wolałem mieć na oku, chociaż nie wiem, co mi to mogło dać. Ona była tu u siebie a ja... nawet nie bardzo wiedziałem, gdzie jesteśmy.

Próbowałem wyszarpnąć mój bagaż, ale Rusek trzymał mocno, więc ja też trzymałem i przez jakiś czas mieliśmy pat
Zatweetuj

Nie zaszliśmy jednak daleko, bo drogę zastąpiło nam czterech gości. Dwóch szybko stanęło za nami i byliśmy otoczeni o ile można to tak nazwać. Zdecydowanie nie wyglądali na przewodników po tym mało przyjaznym miejscu. Najwyższy (pewnie lider, bo w tego typu społecznościach to wzrost decyduje) zaczął coś szybko nawijać w jakiejś rosyjskiej odmianie cockneya, bo nie zrozumiałem ani słowa. Jednocześnie jeden z nich delikatnie ale stanowczo zaczął mi zdejmować plecak, chociaż na tragarza też nie wyglądał. Próbowałem wyszarpnąć mój bagaż, ale Rusek trzymał mocno. Więc ja też trzymałem i przez jakiś czas tkwiliśmy w takiej patowej sytuacji. Pomijając drobny fakt, że zimny pot spływał mi po plecach a nogi zrobiły się miękkie. I niewiele brakowało, żebym osunął się na ziemię.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na