Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera

066 - Umiesz pływać?

piątek, 2018-07-27308

Po śniadaniu poszliśmy wykąpać się w jeziorze. Szkoda byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Nie wiadomo, kiedy trafi się kolejna, a mycie w misce było dosyć słabym substytutem.

Woda w jeziorze nie była zimna, była lodowata. Równie dobrze mógłbym wejść do wanny z lodem. Chociaż nie, w łazience nie pada deszcz tutaj wielkie i ciężkie krople odbijały się od powierzchni jeziora. Tutaj też mogłem się poruszać, żeby się rozgrzać, chociaż o pływaniu nie było nawet mowy. Cały zdrętwiałem, a penis skurczył mi się co najmniej o połowę. Jednak już po kilku ruchach i jednym parsknięciu poczułem mega orzeźwienie i ulgę związaną z pozbywaniem się wielodniowego brudu.

Mimo to nie traciliśmy czasu. Szybko się umyliśmy i uciekliśmy na brzeg. Podczas wycierania się miałem wrażenie, jakbym zrzucał starą skórę i stawał zupełnie innym człowiekiem. Swoją drogą to wcale nie było tak dalekie od prawdy. W ciągu ostatnich dni zaszły we mnie takie zmiany, których nikt by się nie spodziewał jeszcze kilka tygodni temu. Sam siebie nie poznawałem i niespecjalnie bym się zdziwił, gdybym w lustrze zobaczył zupełnie inną twarz.

Po powrocie do auta Nina nie puściła mnie za kierownicę. Nie walczyłem z tym (i tak bym przegrał). Mimo fascynacją pojazdem, wciąż lepiej czułem się jako pasażer. Zawsze to wygodniej jest myśleć o niebieskich migdałach niż skupiać się na tym, co przed maską.

Dziewczyna uruchomiła silnik i zanim zorientowałem się, co robi, po prostu wjechała do jeziora. Wstrzymałem powietrze (a mogłem krzyknąć), ale pojazd zamiast zatonąć, powoli parł naprzód. Spojrzałem na drzwi, na szczęście wbrew moim obawom nie nabieraliśmy wody. Po prostu pojazd był amfibią.

Płynęliśmy powoli. Nawet bardzo powoli. Miałem wręcz wrażenie, że stoimy w miejscu. Jednak o ile przeciwległy brzeg w ogóle się nie zbliżał, o tyle ten, którym wjechaliśmy, powoli się oddalał. Czyli jednak płynęliśmy.

Po jakimś czasie znudzony wyglądaniem przez okno (woda cały czas wyglądała tak samo) wygrzebałem z plecaka notatniki i zacząłem zapisywać wydarzenia ostatnich dni. Nie chciałem, żeby za tydzień mi to umknęło. Często tak mam, że gdy moje dni są bardzo intensywne i dużo się dzieje (a działo się naprawdę sporo), po jakimś czasie wydarzenia blakły i wydawały się nierealne jak sen. Po jakimś czasie całkiem się zacierały, też jak sen.

Nie wiem, dlaczego tak mi się dzieje. Może pamięć długotrwała nie nadąża z zapisywaniem wspomnień. Już teraz wydarzenia z pociągu zaczęły mi się zacierać i musiałem się mocno skupić, żeby je ogarnąć i usystematyzować. Była to więc ostatnia chwila, żeby je zapisać. O ile szanse powstania książki o Tomaszu oddalały się, o tyle miałem doskonałe materiały na powieść sensacyjną. W zasadzie gotowiec. I tak nikt nie uwierzy, że to dokument a nie fikcja.

Zastanawiając się nad kolejnym zdaniem przycisnąłem głowę do szyby. Woda była czarna. Ciekawe, jak tu jest głęboko i jak długo zdołamy się utrzymać na powierzchni, jeśli okaże się, że amfibia jednak nie zdała egzaminu? A może coś nas po prostu zeżre?

Kołysaliśmy się lekko na falach. Na szczęście były zbyt niskie, żeby groziły chorobą morską. Swoją drogą czy można ją dostać także na jeziorze?

Skomentuj

Czytaj dalej