Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera

050 - Do trzech razy sztuka

piątek, 2016-06-10527

Nie jestem pewien, czy to ze stresu czy raczej od wypitej wódki i kawioru, ale zrobiło mi się niedobrze i znowu popędziłem do toalety. Wydaje Wam się, że dwa kroki to blisko? Pamiętam, jak wiele lat temu, na osiemnastce kumpla siedziałem na balkonie struty jedną szklaną najpodlejszego taniego jabola. Wtedy pół kroku do barierki wydawało mi się drogą nie do przebycia. Pół godziny się zbierałem a i tak nie doniosłem.

Tym razem na szczęście się udało. Umyłem zęby i poczułem się trochę lepiej. Przynajmniej fizycznie.

Wróciłem do przedziału, położyłem się i usiłowałem nie płakać nad moim losem, który możliwe, że był już przesądzony. Podobno nie warto się martwić czymś, na co i tak nie mamy wpływu i czego nie możemy zmienić. Tylko wiecie, łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Spróbujcie sami cwaniaczki. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy całe dotychczasowe życie się rozsypało.

Cholera, czy wszystko musi się tak pieprzyć? Co mi przeszkadzało w tym, że siedziałem sobie w domu i klepałem dla klientów ulotki, folderki i strony internetowe? Ale nie. Zachciało mi się zmian i większej kasy...

Koła pociągu stukały miarowo a więc jechaliśmy dalej, chociaż już nie tak szybko jak wcześniej. Zastanawiałem się, gdzie jesteśmy. Według moich szacunków zbliżaliśmy się do granicy z Mongolią, ale jest kilka tras Kolei Transsyberyskiej a nasza, o ile się orientowałem, prowadziła wyłącznie przez Rosję. Byliśmy pewnie gdzieś między Tajszetem a Irkuckiem, ale głowy za to nie dam. Jeszcze przez jakiś czas mi się przyda.

Tęskniłem za rodziną i zrobiło mi się niewiarygodnie smutno. Myśl o tym, że ich więcej nie zobaczę, nie była taka zupełnie bezpodstawna. Smutek przerodził się w złość na Tomasza. Ten sukinsyn siedział w czymś paskudnym i jeszcze mnie w to, bydlak, wciągnął. Jak go dorwę, to... sam nie wiem. Czy odstrzelenie mu głowy przy samej dupie nie będzie zbyt łagodne? Zresztą, jakie „dorwę”? Gdzie? Kiedy?

Zmęczony tym użalaniem nad sobą wyciągnąłem z pojemnika pod łóżkiem komputer i włączyłem go. Skoro jest światło to może jest też internet? Zobaczę, co się dzieje w świecie, albo chociaż na Facebooku. Ostatni raz.

Pierwsze co zobaczyłem na sterylnym pulpicie, był dokument o nazwie „data pierwszego spotkania”. Na pewno nie mój, bo nigdy nie trzymam niczego na pulpicie.

Kliknąłem i otworzyło się okienko do wpisania hasła. No tak, jeszcze taka zabawa mi teraz potrzebna. Ech...

Zastanowiłem się, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy. Cholera, na pewno w poniedziałek, bo pamiętam, że to było zaraz po weekendzie. Miesiąc i rok też był oczywisty, gorzej z konkretnym dniem. Otworzyłem kalendarz i drogą eliminacji wyznaczyłem datę, którą wprowadziłem do formularza.

Nieprawidłowe hasło. Zostały jeszcze 2 próby.

Hmm...?

No hej! Najpierw wkręca mnie w aferę roku a potem zostawia na komputerze jakieś wiadomości zabezpieczone hasłem? Pojebało gościa totalnie!

I jeszcze w dwóch pozostałych próbach mam się domyślić, w jakim formacie ją napisał, czy używał kropek, spacji czy myślników. A może miesiąc pisał słownie?

Cóż, spróbujmy...

Nieprawidłowe hasło. Została jeszcze 1 próba.

Kurwa, niedobrze. A jak nie zgadnę w tej próbie to co? Eksploduje ukryty ładunek?

Skomentuj

Czytaj dalej