Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera

047 - Rozpoczął się armagedon

poniedziałek, 2016-05-23546

Podobno to kobiety wykazują większą empatię. Ale jestem pewien, że tylko faceci są w stanie wyobrazić sobie ten ból, kiedy coś wbija się mocno i gwałtownie w rodzinne klejnoty i okolice. Wystarczy zobaczyć dowolny mecz, w którym zawodnik zostaje sfaulowany. Kto się z nim bardziej utożsami?

Siedziałem tyłem do kierunku jazdy, więc chyba nie muszę tłumaczyć, ile gwiazd zobaczyłem przed oczami, gdy noga Niny mocno docisnęła mnie do siedzenia. Zabrakło mi tchu i nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy byłem już na granicy uduszenia, zacząłem łapać powietrze niczym ryba wyjęta z wody.

I tak miałem szczęście, że większość impetu przyjął na siebie stolik, w który Nina z głośnym jękiem wbiła się mocno brzuchem. Dobrze, że był przymocowany do podłogi. Nie chcę myśleć, co by było, gdybym to wszystko przyjął na siebie.

Lecąca butelka i kieliszki minęły mnie o włos, ale kanapki z kawiorem już nie i w całości wylądowały mi na koszuli. Ale w zaistniałej sytuacji była to ostatnia rzecz, o jaką się martwiłem, bo chwilę potem zgasło światło i włączyły się małe awaryjne lampeczki pod sufitem, które poza tym, że same były widoczne, nie dawały w ogóle światła.

W tej samej chwili rozpoczął się armagedon. No bo wyobraźcie sobie taką sytuację, kiedy pociąg hamuje i wszystko co nie jest przymocowane, leci sobie bezwładnie - mniejsze i większe przedmioty, szkło (a wierzcie mi, szkła było najwięcej), ludzie. Mało kto zdążył się czegoś złapać, więc jedni wpadali na drugich. Chyba dobrze, że światło zgasło i nie wiedziałem tego wszystkiego. Z pewnością było wielu poszkodowanych, co łatwo było wywnioskować z krzyków, płaczów i nawoływań.

Nie wiedzieliśmy co robić, więc Nina szybko przesiadła się do mnie i skuleni w kącie czekaliśmy na rozwój wypadków. Póki co tu byliśmy w miarę bezpieczni, bo ludzie zaczęli się przemieszczać potęgując chaos i zamieszanie. Teraz w wagonie (domyślam się, że w innych również) panowało prawo dżungli.

Czy były ofiary? Oby nie, chociaż całkiem możliwe, że właśnie teraz zaczną się pojawiać. Ludzie w panice stają się nieobliczalni i niebezpieczni. Ci tutaj biegali, przepychali się, krzyczeli i klęli coraz głośniej. Kilka osób wpadło na nasz stolik, ścisnęliśmy się jeszcze bardziej.

Tak bardzo chciałbym być teraz we własnym przedziale...

Nagle z zewnątrz dobiegły nas odgłosy wystrzałów. Chyba tylko nieliczni je usłyszeli, bo nikt nie zareagował. Starałem się dojrzeć coś przez okno, ale na dworze było równie ciemno jak w wagonie. Na zachmurzonym niebie nie było widać ani gwiazd ani księżyca a pociąg był jedynym cywilizowanym obiektem, w którym zresztą nie było światła. Kilka razy zauważyłem chyba mignięcie światła latarki, ale równie dobrze mogło to być złudzenie. Nie miałem pojęcia, gdzie jesteśmy i kto jest na zewnątrz. Żołnierze? Kogo gonili? Co się w ogóle stało?

Nina od dłuższego czasu wbijała mi palce w ramię, ale dopiero teraz to poczułem. Z trudem poodginałem jej palce i ścisnąłem jej dłonie w swoich. Dziewczyna drżała, chyba ze strachu. Mi w sumie też niewiele brakowało, żeby zacząć panikować. Właściwie tylko ze względu na nią jeszcze się trzymałem. Wiecie, takie poczucie odpowiedzialności za drugą osobę.

Nasłuchiwaliśmy z uszami przy szybie, ale strzały się już nie powtórzyły. Przynajmniej my ich nie słyszeliśmy. Zresztą nic dziwnego biorąc pod uwagę sytuację panującą w wagonie.

Oczy powoli przyzwyczaiły się do nikłego światła lampek i byłem już w stanie rozróżniać przynajmniej zarysy postaci. Część osób opuściła już restauracyjny, większość zmierzała zresztą w stronę wagonów bezprzedziałowych, czyli w kierunku przeciwnym do tego, który nam pasował. Kiedy uznałem, że jest już w miarę bezpiecznie i nie grozi na zadeptanie, pociągnąłem Ninę za sobą i również opuściliśmy to pobojowisko. Dziewczyna szła dosyć sztywno, na szczęście nie stawiała oporu, więc nie musiałem się z nią siłować.

Skomentuj

Czytaj dalej