Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera

046 - Ręka w rękę

poniedziałek, 2016-03-21582

Dawno temu, będąc jeszcze na studiach, znałem człowieka o dość elastycznej moralności. Mimo posiadania oficjalnej dziewczyny, regularnie kręcił za jej plecami z innymi. I nie były to żadne niewinne flirty. Nienawidziliśmy go za to (w sumie to nie tylko, co gość był też zwykłym dupkiem) a jednocześnie zazdrościliśmy. Znajomy kiedyś stwierdził, że też chciałby mieć taki wyłącznik sumienia.

Swoją drogą zastanawiam się do dziś, dlaczego nikt z nas nie powiedział jego dziewczynie prawdy. Jakaś idiotyczna solidarność plemników czy co? Żeby było śmieszniej, byłem wtedy w podobnej sytuacji co ona. Niestety dowiedziałem się o tym dużo później, kiedy mój związek się rozpadł. Można powiedzieć, że miałem za swoje. Niestety człowiek rodzi się głupi i głupi umiera. Niewiele mnie to nauczyło i w kolejnych związkach również byłem lojalny bardziej niż to było warte.

Dlaczego o tym piszę? Po tym jak przycisnąłem dłoń Niny do stolika (żeby nie dopuścić jej do butelki), ta niemal natychmiast przykryła mnie drugą ręką. A ja poczułem się dziwnie. Tym bardziej, że jej palce zaczęły delikatnie przesuwać się po moich. I cały czas patrzyła mi w oczy.

Po głowie zaczęły mi krążyć różne myśli, jedna bardziej niegrzeczna od drugiej. Miałem przeczucie, że Nina dąży do czegoś, co nie powinno się wydarzyć. A ja jednocześnie z niecierpliwością oczekiwałem, co będzie dalej i bałem się tego, co może nastąpić. W końcu nie byłem już nieodpowiedzialnym studentem tylko statecznym (jeśli tak można nazwać moje ostanie wojaże) mężem i ojcem. A jednak nie zabrałem ręki.

Nina patrzyła, przesuwała palcami a ja zastanawiałem się, do czego zmierza i jak daleko się posunie. Czy to tylko taka gra, flirt (nie wiem czemu, ale kobiety bardzo lubią tak sobie z nami pogrywać)? Czy może coś więcej? I właściwie dlaczego? Przecież tak naprawdę znaliśmy się nie więcej, niż dwie, trzy godziny. A ja naprawdę nie byłem Jamesem Bondem, któremu wystarczyło tylko spojrzenie, żeby laski same wskakiwały mu do łóżka. I nie byłem pewien, czy w ogóle w realu istnieją tacy ludzie. Nie licząc oczywiście naprutych lasek na imprezach, które pójdą z każdym, kto im postawi drinka. Nina w najmniejszym stopniu nie wyglądała na pijaną. Rzekłbym, nawet bardziej trzeźwa ode mnie.

Pozwoliłem sobie na delikatną fantazję, że Nina dotyka czegoś więcej niż tylko ręki. Zrobiło mi się ciepło i przyjemnie. Za to w głowie, niezależnie ode mnie, walczyły ze sobą dwa demony. Jeden ślinił się obleśnie i tylko czekał, aż dziewczyna posunie się w końcu dalej. Drugi cały czas przypominał, że jestem żonaty. Chciałem, żeby zamknęli się obaj.

Ciekawe, jak miało się do obecnej sytuacji znane powiedzenie: „Lepiej zgrzeszyć i potem żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło”. Czy ono sprawdza się zawsze i wszędzie?

Najgorsze, że nie mogłem (nie chciałem?) się już wycofać i chyba tylko Tomasz mógłby mnie teraz z tego wyciągnąć. Ale jego nie było i raczej nie spodziewałem się go tutaj tego wieczoru. Może celowo się zmył, żeby...

- Pacziemu ty tak zastiencziew? - spytała Nina. - Wy smusziało majo prisutstwyje?

Wzruszyłem ramionami nie wiedząc co odpowiedzieć. Tym bardziej, że nie do końca ją rozumiałem. Zaśmiała się opierając wygodnie na siedzeniu, ale chwilę potem poczułem jej stopę na mojej nodze. Zrobiło mi się nadzwyczaj ciasno w spodniach, co zaraz zresztą osobiście sprawdziła. I co tu teraz robić?

Zaschło mi w gardle, ale na stoliku stała tylko wódka a jej użycie nie było dobrym pomysłem. Herbata była dla mnie teraz nieosiągalnym luksusem. Z trudem przełknąłem ślinę.

A gdyby tak Nina teraz zsunęła się pod stolik i...

Nie dane mi jednak było kontynuować tę myśl, bo pociąg gwałtownie zahamował.

Skomentuj

Czytaj dalej