Dzisiaj jest wtorek, 28 września 2021
Million - od blogera do millionera

037 - Czym do Władywostoku?

środa, 2015-12-30518

Za drzwiami stało dwóch ubranych na czarno ochroniarzy. Zamarłem i nawet przestałem oddychać. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Jeden z nich chciał chyba właśnie coś powiedzieć, kiedy poczułem szarpnięcie za ramię.

Izwinitie - powiedział Maksym przepychając się między nimi. - Eto durak potierał swoj idientifikator. Daże meniedżer ckażet wam, wy uwiditie - to było chyba do mnie, bo potwierdzone lekkim trzepnięciem w głowę.

Zaskoczeni ochroniarze odsunęli się a Maksym pociągnął mnie za sobą cały czas mrucząc jakieś obelgi. Była z tego niezła składanka, bo chyba żadne słowo się nie powtórzyło. A kiedyś sądziłem, że to Polacy są w tym mistrzami. Przyszło mi do głowy, żeby tak spiknąć Maksyma i Zygmunta (on też miał dosyć bogate słownictwo podwórkowe) i zrobić małą „bitwę”.

W głównej hali odpraw było mnóstwo ludzi, dużo więcej niż w Warszawie. Ale w sumie i lotnisko jest ze trzy razy większe. Nie ma to jak wyrwać się z prowincji.

Suszyło mnie porządnie, bo nadmiar wrażeń, kac i w ogóle dawno nic nie piłem. Ale nie miałem odwagi zbaczać teraz z drogi i szukać sklepu. Chciałem mieć to jak najszybciej za sobą. Przycisnąłem mocniej plecak, bo w takim miejscu nigdy nic nie wiadomo.

Maksym zaprowadził mnie do toalet dla pasażerów. Trochę gówniana taka podróż od kibla do kibla, że tak sobie zażartuję. Ale nie było mi do śmiechu. Przygody są fajne, ale nie takie, które wymykają się spod kontroli. Możliwe, że za kilka lat będę to wspominał z uśmiechem, pod warunkiem, że skończy się dobrze. Teraz byłem zbyt spięty, wręcz na granicy paniki.

Tomasz czekał zamknięty w jednej z kabin, tak jak ja wcześniej. On dla odmiany śmigał sobie na laptopie, jakby siedział co najmniej w Starbucksie. Brakowało mu tylko kubka z kawą. I chociaż picie i jedzenie w toalecie uważam za obrzydliwe, to nie odmówiłbym jakiejś minerałki. Niestety żaden z nich nie miał.

Poza nami nie było nikogo. Przebrałem się w swoje własne ciuchy a Tomasz z Maksymem w tym czasie załatwiali kwestie finansowe. Coś tam głośno dyskutowali, ale nie przysłuchiwałem się. Napięcie powoli ze mnie schodziło jak powietrze z balonika.

- Mieliście jakieś problemy? - spytał Tomasz kiedy wyszedłem z kabiny.

- Wpadliśmy na ochroniarzy, ale Maksym coś tam ściemnił i się zmyliśmy.

- Aha, OK - odwrócił się z powrotem do Rosjanina i dołożył mu jeszcze kilka banknotów. Tamten uśmiechnął się, podziękował i czym prędzej ulotnił.

- My też się zmywajmy, z Ruskimi nigdy nic nie wiadomo. Może poza kasą marzy mu się jeszcze medal za odwagę.

Wyszliśmy do hali. Maksyma nie było nigdzie widać. Albo poszedł szukać tamtych ochroniarzy, albo zadowolił się kasą Tomasza. Nie byliśmy jednak specjalnie ciekawi, jaka jest prawda. Szybko zapakowaliśmy się do stojącej przed budynkiem taksówki. Tomasz podał adres i ruszyliśmy. Jak się okazało, był to Dworzec Jarosławski.

- Chcesz jechać pociągiem? - zdziwiłem się wysiadając z samochodu. Sądziłem, że trochę mu się spieszyło.

- Nie mamy wyboru - westchnął. - Wstrzymano wszystkie samoloty w tamtą stronę. Nawet prywatne. Pozostaje tylko Transsyberyjska.

Skomentuj

Czytaj dalej