Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera

035 - Zmiana planów

czwartek, 2015-12-10545

- Cholera - zaklął Tomasz.

- Co jest? - spytałem nie wiedząc, czy mam już panikować, czy to może tylko lekkie anomalie. Wciąż nie mogłem go rozgryźć i nie wiedziałem, czy jego zachowanie oznacza poważne problemy.

- Nie masz wizy.

Aha, więc jednak mogę panikować. Chociaż jeszcze nie bardzo wiedziałem, dlaczego. Czy brak wizy w Rosji jest wielkim przestępstwem?

- Nie mam - zgodziłem się. - A powinienem mieć? Nie wiedziałem, że do Rosji jest potrzebna. Ty masz?

- Mam.

- To dlaczego ja nie mam? Nic o niej nie wspominałeś.

- Bo wyrobienie trwa zbyt długo. A tam gdzie lecimy, nie była ci potrzebna. Przynajmniej do tej pory.

- O ile dobrze się orientuję, Władywostok jest w Rosji i nie jest to jakaś pipidówa ale jednak ważne miasto portowe - przypomniałem. - Jakieś inne prawo?

- Powiedzmy, że nasza wizyta była na pół oficjalna. Nie lecimy rejsowym.

- No to co teraz?

- Nie wiem. Jeszcze - Tomasz wstał. - Muszę pogadać z pilotem.

W trakcie naszej rozmowy samolot zdążył skręcić w stronę Moskwy. Teraz słońce świeciło prosto w okno i musiałem je zasłonić.

Muszę przyznać, że niekonwencjonalne zagrania Tomasza zaczynały mnie przerażać. No bo jednak jest różnica między niespodziewanym wyjazdem do Poznania a tułanie się po obcym kraju bez ważnego dokumentu. I to w tak niespokojnych czasach. W sumie chociażby ze względu na to mogłem odmówić i zostać w domu.

Sytuacja była mało przyjemna, delikatnie mówiąc. Nie dość, że nie miałem wizy, to jeszcze nasz lot nie był oficjalny, jak subtelnie określił to Tomasz. Nie trudno zgadnąć, co miał na myśli. Chociaż i tak dobrze, że skierowali nas do Moskwy, mogli od razu zestrzelić. Co w Rosji robią z ludźmi, którzy nie mają wizy? Teoretycznie powinni odsyłać z powrotem. Ale to dziwny kraj, w którym nigdy nic nie wiadomo.

Przypomniała mi się historia gościa, który ładny kawałek czasu spędził na lotnisku w Paryżu. Spielberg nawet nakręcił o tym film. Nie oglądałem, ale tam chyba nie chodziło o wizę. W sumie nigdy się tym bliżej nie zainteresowałem. Cholera, Tomasz! W coś tym mnie wpakował?

Dolałem sobie kolejnej porcji whisky. Ręce przestały mi już drżeć ze zdenerwowania, niedługo zaczną z innego powodu. Gdybym palił, pewnie kończyłbym już paczkę. A tak kończyłem tylko butelkę. Czy jestem już w pół drogi do alkoholizmu?

Tomasz mnie chyba nie zostawi, w końcu jestem mu potrzebny.

Czyżby? A co ty o nim w ogóle wiesz - odezwał się mój wewnętrzny głos. Tylko tyle ile ci powiedział, czyli prawie nic. Nawet nie wiesz, ile w tym prawdy. Bardzo dba o swoją prywatność, to pewne. Może więc wygodniej mu będzie po prostu cię tam zostawić i znaleźć kogoś innego?

Nie! Przecież nie zabierałby mnie, gdyby nie miał w tym jakiegoś celu, już samo to było wymagało jakiegoś nakładu pracy i finansów, które mógł sobie oszczędzić.

No właśnie. A jaki jest jego cel? Taki prawdziwy? Skąd wiesz, że właśnie to nim nie jest? Może to wszystko zostało ukarto...

Rozmyślania przerwał Tomasz wracający z kabiny pilotów. Spojrzał z dezaprobatą najpierw na mnie, potem na niemal pustą butelkę whisky, po czym wziął ją i chował.

- Konie picia. Za godzinę będziemy w Moskwie. Zrobimy tak...

Skomentuj

Czytaj dalej