Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera

032 - Jak ja nie lubię szczepień

poniedziałek, 2015-11-23492

Zanim akcja się rozkręciła, poczułem pukanie w głowę.

- Tato, tato - szepnęła Ala. - Będę z wami spać.

- Dlaczego?

- Bo ja chcę.

- Ale nie zmieścimy się tu wszyscy.

- Ale zmieścimy, zmieścimy. Wezmę tylko poduszeczkę i położę się między tobą i mamiką i się zmieścimy. Zobaczysz.

Zobaczyć, nie zobaczyłem, ale poczułem. Zmieściliśmy się, to fakt. Jednak do rana udało mi się tylko raz zmienić pozycję, z lewego boku na plecy. Rano obudziłem się obolały. Ot, uroki rodzicielstwa.

Wstałem, gdy na dworze było jeszcze szaro. Dalsze próby spania nie miały sensu. A tak przynajmniej dziewczyny będą miały trochę więcej miejsca.

Może warto w końcu porządnie podejść do takiego wynalazku jak sen polifazowy? Podobno dzięki temu można spać tylko 4 godziny na dobę i być tak samo produktywnym jak po przespaniu całej nocy. I to bez żadnych wspomagaczy! Co prawda kilka razy już próbowałem, ale zawsze przy drugiej dobie wizja wygodnego łóżka wygrywała. Może tym razem...

Włączyłem komputer i sprawdziłem pocztę. Poza spamem, miałem tylko dwie istotne wiadomości, w tym jedną od Tomasza, o której wspominał. Na szczęście lista nie była długa i wszytko mogłem zorganizować w ciągu dwóch dni. Martwiły mnie tylko szczepienia. Niby nieobowiązkowe, ale dla własnego dobra lepiej zrobić. A ja tak nie lubię igieł...

Sprawdziłem jeszcze paszport. Ważny jeszcze pół roku. Po powrocie trzeba go będzie zaktualizować. Robią to ręki czy trzeba czekać?

Sprawdziłem w Googlach, gdzie leży Władywostok. Tak jak myślałem, koniec świata. Niedaleko Chin i Korei Północnej, tylko od drugiej strony. Rzut beretem do Japonii. Dobrze, że przynajmniej nie na Syberii. Ciekawe, co Tomasza tam niesie?

Zresztą głupie pytanie. Pewnie to samo, co w każde inne miejsce. Interesy. A o tych wciąż prawie nic nie wiedziałem. Może w końcu będzie szansa dowiedzieć się, czym się dokładnie zajmuje. Oczywiście poza tym, że jest inwestorem i współwłaścicielem iluś tam firm.

Dwa kolejne dni spędziłem na pisaniu. Przygotowałem w miarę szczegółowy plan książki, który pewnie i tak będzie modyfikowany, ale przynajmniej miałem jakiś punkt zaczepienia do zbierania materiałów. Potem napisałem cały rozdział o dzieciństwie Tomasza.

Pracowałem na swoim stacjonarnym komputerze, bo lubię pełnowymiarową klawiaturę i duży monitor. Tak pracuję o wiele wydajniej. Jedynym problemem są internetowe rozpraszacze w postaci serwisów społecznościowych. Zabijcie, ale nie potrafię się od nich uwolnić. A może by tak wyjechać gdzieś, gdzie nie ma internetu i przekonać się jednak do laptopa? Jak długo bym wytrzymał?

Po południu robiłem sobie dłuższe przerwy i szliśmy z Alą na plac zabaw. Musiałem się nacieszyć towarzystwem młodej na zapas, bo Władywostok nie będzie wypadem na weekend. Gdyby tak miało być, Tomasz nie targałby mnie ze sobą. A już na pewno nie robilibyśmy takich przygotowań, ze szczepieniami włącznie. Te na szczęście udało mi się zrobić od ręki, co trochę Tomasza będzie kosztować. Jakby nie patrzeć, to są koszty pisania książki.

Urodziny Ali były wypasione. Przyjechały babcie i ciocia, napchaliśmy się tęczowo-kolorowym tortem, zrobiliśmy setkę zdjęć i kilka filmów. A potem wyszliśmy na dwór pobawić się zdalnie sterowanym samochodem. Młoda uwielbiała takie rzeczy bardziej niż pluszaki czy lalki. Pozwoliła mi nawet trochę pokierować. Na następne urodziny planuję kupić drona. To dopiero będzie zabawa.

Spakowałem się w środę wieczorem. Długo zastanawiałem się, co wziąć, co zostawić. Rodzicielka zawsze mi powtarzała: „jeśli jedziesz za granicę, weź kożuch i rękawice”. Kożucha nie mam. Czy kurtka zimowa będzie przesadą? W sumie na liście jej nie miałem. Bardzo nie lubiłem targać ze sobą więcej bagażu niż jestem w stanie przenieść samemu za jednym razem. Chciałem zmieścić się w jednej walizce i podręcznym plecaku.

Pod koniec pakowania zadzwonił wujek Andrzej.

Skomentuj

Czytaj dalej