Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera

027 - W szponach nałogu

poniedziałek, 2015-11-02580

Faktycznie było spokojnie. Nikt mnie nie budził a przynajmniej ja nic nie słyszałem. Chociaż była to dopiero druga noc w nieplanowanych wcześniej warunkach, czułem się, jakbym z domu wyjechał co najmniej tydzień temu. Spałem jak zabity i obudziłem się głodny jak wilk. Zakupiony wczoraj zestaw do robienia kanapek bardzo się przydał. Zjadłem przeglądając newsy na tablecie czyli w moim przypadku Pocztę i Facebooka. Subskrybowane kanały RSS były na tablecie, który został w Warszawie.

Po śniadaniu ruszyłem na polowanie co we współczesnym świecie oznacza zakupy. Nie przepadałem za tym, ale niestety żona była zbyt daleko, żeby mi pomóc. Przede wszystkim kupiłem pierwszą walizkę w życiu. Taką dużą, na kółkach. Kiedyś byłby to po prostu większy plecak ale teraz nawet o tym nie pomyślałem. Chyba się starzeję.

Potem poszukałem ogromnej, pluszowej przytulanki. Kwiaty są takie przereklamowane i za kilka dni zwiędną. A pluszak to jest coś! Zwłaszcza jeśli to sam Kubuś Puchatek, prawie tak duży jak ja. No dobra, sięgał mi zaledwie do łokcia. Zastanawiałem się, czy nie wziąć drugiego dla Ali, byłby kolega dla Prosiaczka. Ale póki co wolała samochody. W sumie, jak się jej odmieni, zawsze pozostaje internet.

Ostatni zakup był najtrudniejszy. Garnitur. Nie jakaś tam zwykła marynarka, tylko wiecie, coś eleganckiego. A do tego koszula i krawat. I buty. I skarpetki. Gatki jeszcze miałem, chyba nikt nie będzie sprawdzał, czy mam bokserki w diabełki czy kwiatki. Wybór krawata zajął mi pół godziny. Gdyby ktoś nie wiedział, jak się przy tym męczyłem, uznałby, że grymaszę jak kobieta. Albo gej. Dla takich jak ja powinny być gotowe zestawy. Podajesz tylko rozmiar i bierzesz gotowe pudełko. Ale nie, wszystkiego jest po kilkanaście rodzajów (krawatów to nawet setka) i weź to człowieku wszystko ze sobą dopasuj! Marynarka jednorzędowa lub dwurzędowa, z kamizelką lub bez. Wstawki i dodatki. Pasek pasujący do butów. Spinki do mankietów, spinka do krawata...

- Płaci pan gotówką czy kartą?

Większość gotówki od Tomasza zostało w domu. Skąd mogłem wiedzieć, gdzie mnie poniesie? Miałem nadzieję, że na karcie mam wystarczającą ilość kasy, a to nie była kredytówka, więc musiałem się zmieścić.

Zmieściłem się. Rachunek trochę mnie zabił, ale cóż.

Kilka następnych godzin przeznaczyłem na relaks z internetem. Byłem zbyt podekscytowany, żeby gdzieś teraz wychodzić. Zawsze dziwiłem się ludziom, którzy potrafili non stop gapić się w komórki i klikać, klikać, klikać. W pubach tweetować z osobą po drugiej stornie stolika. Ja do tego stopnia jeszcze się nie posunąłem, ale gdy dłużej jestem poza siecią, czuję się źle. Zwłaszcza, gdy nie mam alternatywnych zajęć. Takie dziwne uczucie konieczności ciągłego sprawdzania, czy ktoś przysłał e-maila, skomentował wpis na blogu albo Facebooku. Co za różnica, czy czy odbiorę to teraz czy wieczorem?

Ale nie, trzeba teraz, zaraz. Bo jak nie odpiszę, to świat się skończy, Ziemia zapadnie i wszyscy umrzemy. Od telewizji kiedyś się uwolniłem, od internetu jakoś nie mogłem. Co takiego mają w sobie komputery i internet, że aż tak się uzależniamy? Bo to nie są pojedyncze przypadki, to taka trochę ogólnoświatowa epidemia.

Na szczęście wciąż znałem swoje priorytety i gdy tylko nadszedł czas, wyłączyłem komputer, ubrałem się i poszedłem do kościoła. Przed wejściem spotkałem Kacpra - brata ciotecznego Klaudii czyli także mojego kuzyna. Prawie go nie poznałem i pewnie minąłbym bez słowa, gdyby się pierwszy nie odezwał. W sumie jego też od dzieciństwa nie widziałem.

Zostałem z tyłu. Głupio pchać się z Kubusiem pod sam ołtarz. Zresztą jestem raczej mało praktykującym katolikiem, w zasadzie agnostykiem i źle się czuję w kościele. Nie żeby parzyła mnie woda święcona czy coś, ale miałem wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią, bo widzą, że tam nie pasuję, co jest przecież bzdurą. Pluszak był świetnym pretekstem, żeby nie wchodzić głębiej.

Skomentuj

Czytaj dalej