Dzisiaj jest wtorek, 28 września 2021
Million - od blogera do millionera

024 - Jutro ślub

czwartek, 2015-10-22594

- Jaka Iwona?

- To już chyba nie istotne, nie sądzisz? Więc teraz żałuj a następnym razem nie udawaj, że śpisz.

Pies go trącał. Może to nawet lepiej, że nie wiedziałem, jaka Iwona, bo nie musiałem żałować. A następnego razu nie ma co planować. Będę zmęczony to zasnę. I nikomu nic do tego.

- No to opowiedz mi o tej Bogocie - poprosiłem.

- Innym razem. To temat raczej do piwa. Trzeźwy umysł pewnych rzeczy nie powie a drugi nie przyjmie. Mam po tym trochę traumy, ale też spory bagaż doświadczeń. Może jeszcze pomęczę cię trochę ogółami a potem spokojnie to sobie opracujesz.

Włączyłem dyktafon i przez prawie półtorej godziny Tomasz opowiadał głównie o swoim dzieciństwie i młodości. Prawdę mówiąc byłem trochę zawiedziony. Spodziewałem się jakichś rewelacji, tymczasem życiorys był klasyczny do bólu. W najmniejszym stopniu nie przypominało przygód Richarda Bransona o których czytałem kiedyś na jakimś blogu. Jak takie nudne dzieciństwo mogło stworzyć milionera?

W szkole Tomasz też nie powalał ani wybitnymi wynikami w nauce ani nie wykazał się jakimiś specjalnymi uzdolnieniami. Chociaż to akurat miało sens, podobno piątkowe kujony w przyszłym życiu raczej średnio sobie radzą i pracują dla trójkowych. Środowisko też nie zmusiło go do radzenia sobie od najmłodszych lat. Na dobrą sprawę wystarczyłoby podmienić kilka nazwisk i miejsc i byłaby to dokładnie moja biografia. Czy ja też byłem taki nudny?

Wyglądało na to, że zmysł do interesów spadł na niego niespodziewanie i to o wiele później niż sądziłem. No chyba, że coś ukrywał i całą historię zmyślił. Trochę lipa, bo na potrzeby książki powinien zrobić dokładnie odwrotnie. Takie banały raczej nie zachęcą nikogo do czytania. Żeby chociaż Tomasz był szurnięty jak Jobs, ale gdzie tam. Za to przede mną stało zadanie przygotowanie tego tak, żeby się czytało jak książki Grishama.

Jedna rzecz mi się nie zgadzała. Powiedział, że od zawsze był oszczędny i optymalizował wszystkie wydatki. Trudno mi było w to uwierzyć przez pryzmat naszej znajomości a zwłaszcza ostatnich dwóch dni. Mój bagaż był tego najlepszym dowodem.

- Widzisz. Jest różnica między inwestowaniem a bezsensownym szastaniem kasą. Co innego zapłacić godziwie za usługę, a co innego palić dolarami w piecu. Niby można, ale kupno węgla wychodzi taniej. Efekt też lepszy. Więc po co przepłacać? Teraz dodatkowo wszyscy wciskają różne gówna, które dają ci potencjalne możliwości. Weźmy taką telewizję. Po co mi możliwość oglądania trzystu kanałów, na których nic nie ma? Wolę kupić kilka dobrych filmów na DVD.

- A samochód? Podobno Ingvar Kamprad jeździ dwudziestoletnim Volvo.

- To trochę inna sytuacja. On jest właścicielem IKEA, ja obracam się wśród ludzi, którzy, jak mówiłem, oceniają. Porsche jest inwestycją w mój wizerunek. Czasami trzeba się pokazać. Chociaż, jak widać, nie zawsze się to udaje - zaśmiał się. - Może faktycznie Volvo byłoby solidniejsze. Ale nie mam, bo nie potrzebuję dwóch samochodów.

Dojechaliśmy do Konina i Tomasz od razu ruszył na postój taksówek.

- Podrzucić cię gdzieś? - spytał.

- Dzięki, mam niedaleko - wskazałem osiedle po drugiej stronie torów. Chociaż na dobrą sprawę to nie byłem tego taki pewien. Przecież Klaudia już nie mieszkała z rodzicami, tylko w mieszkaniu po babci a ja nie wiedziałem, gdzie to jest. Kiedyś był to domek na Glince (jakaś godzina drogi spacerkiem), ale potem chyba się przeprowadziła.

Gdy tylko Tomasz zniknął mi z oczu, zatelefonowałem do kuzynki. Odebrała już po drugim sygnale.

- No cześć brat! Co słychać? - zawsze mówiliśmy do siebie „brat” i „siostra”, chociaż nasz stopień pokrewieństwa już to chyba wykluczał. Wspólnych mieliśmy dopiero pradziadków.

- U mnie świetnie a co u ciebie?

- Ja się właśnie przygotowuję.

- Do czego?

- No do ślubu przecież. Szkoda, że nie możesz być.

Skomentuj

Czytaj dalej