Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera

019 - Od pracownika do inwestora

poniedziałek, 2015-10-05570

Pizza faktycznie była przepyszna. A może po prostu byłem bardziej głodny niż przypuszczałem. Do tego świetna mrożona herbata. Nie jakaś chemia w rodzaju Nestea tylko prawdziwa, ręcznie robiona. Wziąłem dolewkę.

- Słyszałeś o kwadrancie przepływu pieniędzy? - spytał w pewnej chwili Tomasz wycierając palce w serwetkę. Żaden z nas nie fatygował się w używanie sztućców.

Skinąłem głową. To był taki termin spopularyzowany przez Roberta Kiyosakiego. Opisywał on cztery etapy zarabiania pieniędzy: etatowiec, samozatrudniony czyli ja, biznesmen czyli pracodawca i inwestor. Nie trudno się domyślić, że Tomasz należał do tej ostatniej grupy.

- Oh, a ja myślałem, że zrobię ci mały wykład.

- Możesz robić. Na pewno nie wiem wszystkiego. Co innego czytać a co innego wysłuchać kogoś, kto jest na bieżąco.

- W sumie tak. No więc, jak pewnie wiesz, nie wszystko da się łatwo i dokładnie podzielić, jak to wygląda na rysunku. Na każdego z nas wpływa wiele czynników determinujących nasze decyzje. Między innymi nasz charakter i predyspozycje. Inaczej ustawi się w życiu dobra dusza a inaczej burak-cebulak. Jeden będzie często w dupę bity, drugi trafi w końcu na większego buraka od siebie. Ale nie o tym chciałem.

Na typowym etacie człowiek najczęściej zapieprza żeby związać koniec z końcem, potem zapieprza, żeby zapewnić sobie pewien poziom, potem zapieprza, żeby spłacić kredyty. Praktycznie zapieprza cały czas aż do emerytury o ile jej dożyje. Tacy managerowie w korpo raczej niekoniecznie. Założę się, że znasz to bardzo dobrze. Nic nie odłożysz, bo kasę przejadasz na bieżąco albo spłacasz przez rok telewizor. Trudno się z tego wyrwać, a szefowie wykorzystują twoje uzależnienie od kredytu.

Następny jest samozatrudniony. Niektórym udaje się przeskoczyć ten etap, to kwestia odwagi i pieniędzy. Ale z moich obserwacji wynika, że to nie jest dobre i szybko zwijają interes. Freelancerzy jednak radzą sobie dłużej. Wydaje mi się, że do każdego etapu trzeba w pewnym sensie dojrzeć. Nabrać szacunku do pieniędzy, innych ludzi. Zbudować solidne podstawy. Szkoda, że państwo was rucha najbardziej, więc jestem pełen podziwu dla wszystkich, którzy tak długo w tym siedzą i nie uciekają do normalnych krajów.

Kolejny etap to biznesmen. Tutaj role się odwracają i czarną robotę wykonują już pracownicy, za to ty musisz to wszystko ogarnąć. Wbrew pozorom w chuj roboty. Trzeba tak wszystko wyliczyć, żeby starczyło na pensję, podatki i rozwój firmy i w końcu dla ciebie. Bywa, że na początku pracownik zarabia więcej, chociaż tego nie widać na pierwszy rzut oka. Ale to jest inwestycja, z czasem się zwraca. Oczywiście są tacy, którzy zmieniają priorytety i zaczynają od siebie. Ale takie firmy z reguły długo nie istnieją, chyba że pracownicy są inteligentni inaczej.

Czasami udaje ci się odłożyć trochę kasy i możesz popróbować inwestycji np. w jakieś akcje. Raczej nie utrzymasz się z tego, ale zawsze czegoś nauczysz. A i stracisz mniej. Dopiero naprawdę duże pieniądze pozwalają na przekwalifikowanie się w inwestora. Tutaj praktycznie tylko obracasz pieniędzmi. Nie jest to proste i przez długi czas wychodzisz na zero, ale za to zbierasz kolosalne doświadczenie. A gdy już kasa sama się napędza, twoim zadaniem jest podtrzymać jej samozarabianie. Masz też czas na eksperymenty, finansowanie wynalazków i odkryć, tworzenie zupełnie nowych rzeczy. Poczytaj sobie o Richardzie Bransonie. Stworzył ponad 400 firm. A to tylko te, które odniosły sukces. Pomyśl, ile pomysłów zrobiło w międzyczasie klapę. Ale o to właśnie chodzi. Dzięki każdej porażce jest się o krok bliżej sukcesu.

- Czy ta książka jest twoim eksperymentem?

- Zgadza się. Nie jest to projekt na skalę Virgin, ale wiążę z nią dalsze plany.

- Jakie?

- Póki co moja tajemnica. Jeszcze herbaty?

- Styknie mi na razie - poklepałem brzuch. - A ty przeszedłeś przez wszystkie etapy kwadrantu?

Skomentuj

Czytaj dalej