Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera

018 - Podróż z przygodami

czwartek, 2015-10-01524

Kilkadziesiąt metrów przed nami był parking. Sprawnie przepchnęliśmy auto i przeszliśmy do stojącej nieopodal altanki. Deszcz jednak zaczął się nasilać a dziurawy dach niezbyt dobrze chronił. Wróciliśmy do samochodu.

- Szlag by to - powtórzył Tomasz.

- Co się dzieje? - spytałem. - Przecież to chyba nie problem wymienić?

- No właśnie problem. Tydzień temu też poszło mi jedno koło i jeszcze nie uzupełniłem zapasu. Cholera, kto by pomyślał.

- Podobno nieszczęścia chodzą parami - mruknąłem.

- No co ty nie powiesz? - zadrwił. - Dobra, nie ma co tracić czasu. Trzeba to po męsku przyjąć na klatę - wyjął telefon i zadzwonił po pomoc drogową.

Panowie w pomarańczowych kombinezonach zjawili się już po kilkunastu minutach. Popatrzyli, pomruczeli pod nosem, zamienili z Tomaszem kilka słów, uśmiechnęli się drwiąco i wciągnęli samochód na lawetę.

- Hej! My też! - krzyknął Tomasz widząc, że zbierają się do odjazdu.

- Co wy też? My tylko po samochód przyjechali.

- No bez jaj! A my mamy tu stać i moknąć?

- A bo my wiemy?

- Wystarczy, że ja wiem. Albo nas weźmiecie i zarobicie ekstra, albo jutro rano wykupuję wasz warsztacik i z miejsca idziecie na zieloną trawkę. No więc?

Panowie znowu pomruczeli i wpuścili nas do środka. Było dosyć ciasno, śmierdziało benzyną i jakimś smarem. Miałem nadzieję, że się niczym nie usyfimy. Na szczęście do Konina nie było daleko. Tomasz ustalił z właścicielem serwisu ekspresową wulkanizację i odbiór dnia następnego, po czym dał każdemu kilka stówek ekstra. Byłem pewien, że chłopaki uwiną się z zadaniem błyskawicznie i na tip-top.

- Jak możemy najszybciej dostać się na dworzec? Spieszymy się do Poznania.

- Panie, co pan będziesz się tłukł pociągiem? Ja podwiozę - zaoferował jeden z pomarańczowych.

No kurcze, ja te kilka papierków zmienia człowieka. Dopiero co nic nie wiedział a teraz za taksówkę chce robić. Wzięliśmy nasze graty z Porsche i przeszliśmy do Fiata. Szału nie było ale przynajmniej nie śmierdziało. Ale co ja tu marudzę, skoro nawet Fiata nie mam?

- Podróż z przygodami, nie ma co - skomentowałem.

- Bez przesady - odparł Tomasz. - To tylko jedno koło. Bywały lepsze akcje. Kiedyś ci opowiem, będzie do książki.

Konin w zasadzie cały minęliśmy dzięki obwodnicy. Trochę szkoda. Za dzieciaka przyjeżdżałem tu do rodziny na wakacje i bardzo lubię to miasto. Nie wiem, czy faktycznie coś w sobie ma czy to tylko sentyment i wspomnienie beztroskiej zabawy, ale zawsze gdy je widzę (nawet na Google Maps), dzieje się ze mną coś dziwnego. Zawsze chciałem tu mieszkać i być może kiedyś to zrobię. Szkoda, że dzisiaj nie mieliśmy więcej czasu, odwiedziłbym kuzynkę, której też już ładnych parę lat nie widziałem. Ale może w drodze powrotnej?

Tym razem nie było już żadnych niespodzianek. Dojechaliśmy do samego centrum, na Roosevelta. Tomasz odliczył kolejne papierki i tylko czekałem, aż gość zaproponuje, że na nas poczeka. Ale nie. Zaraz odjechał i tylko niedbale machnął ręką na pożegnanie.

- Jak stoimy z czasem? - spytałem, bo w sumie nie wiedziałem, na którą godzinę Tomasz się umówił. - Jestem trochę głodny.

- Ja też. Pizza?

- Może być.

- No to chodźmy. Jest tu niedaleko fajny lokal. Zjemy i zastanowimy się co dalej.

Skomentuj

Czytaj dalej