Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera

016 - Nie wyglądam jak milion

czwartek, 2015-09-24558

Znowu spotkaliśmy się w kawiarni. Ciekawe, że nie w biurze. Czyżby Tomasz coś ukrywał? Powrócił cień niepewności, czy na pewno jest osobą, za którą się podaje. Dopóki jednak była kasa, postanowiłem się zbytnio nie przejmować. Co prawda w gotówce, ale w sumie nie przeszkadzało mi to. Może to nawet i lepiej. Banki i skarbówka nie muszą wiedzieć o wszystkim a Tomasz nie byłby zbyt długo anonimowy gdyby wiedziały.

Kiedy wszedłem, popijał właśnie mrożoną kawę. Nie mogłem nie zauważyć trzech pudełek, które leżały przed nim na stoliku.

- Iphone, ipad i macbook - powiedział, chociaż czytać umiem. - Sztuka nówki, nie śmigane. Dla ciebie, do pisania - dodał.

- Mam na czym pisać. I nie lubię Maców. Są takie... gejowskie.

- Możliwe. Ale parafrazując znane powiedzenie: „jak cię widzą, tak cię wyceniają”. Ludzie, z którymi się spotykam, są bardzo wyczuleni na tym punkcie. Jeśli wyglądasz i czujesz się jak milion dolarów, to takie interesy przeprowadzasz.

- A co z tym, że liczy się wnętrze i nie szata zdobi człowieka?

- Bzdura, taka jak ta, że rozmiar nie ma znaczenia. Jesteśmy tylko ludźmi i pierwsze wrażenie to podstawa. Nikt nie da ci szansy na drugie, nie mówiąc już o pokazaniu wnętrza. Biznes to zajebista gra pozorów. Jak myślisz, dlaczego inteligentni i wykształceni ludzie w t-shirtach zapieprzają za marne grosze dla głupków w garniturach od Hugo Bossa? Ale najważniejsze pytanie, w której grupie chcesz być.

- Trochę to chore, nie sądzisz?

- Czy sądzę? - zaśmiał się. - Ja to wiem. Ale co zrobisz?

- No OK, ale przecież ja nie robię interesów.

- Ale będziesz mi towarzyszył. Spotykając się z ludźmi za milion dolarów nie mogę sobie pozwolić na towarzystwo człowieka za kilka stów. To obniża moją wartość rynkową, że się tak wyrażę.

No cóż, pewnie miał rację. W końcu to on robił duże biznesy o których ja, mały żuczek, nie miałem pojęcia. Mój najlepszy garnitur pewnie był tańszy niż jego bielizna. Nie miałem nic przeciwko temu, żeby przygarnąć trochę elektroniki, tylko czułem się coraz dziwniej. Tomasz zainwestował we mnie już tyle kasy (przynajmniej z mojego punktu widzenia) a ja nie napisałem jeszcze ani słowa i nawet nie wiedziałem, od czego zacząć. Wiem, to taka pojebana mentalność ludzi przegranych. Zwycięzca po prostu bierze wszystko co mu dają i nie zastanawia się czy wypada.

Zagrała muzyczka z Gwiezdnych Wojen. Tomasz wyjął z kieszeni smartfona, sprawdził, kto dzwoni, po czym przeprosił i wyszedł na ulicę. Przez szybę patrzyłem jak rozmawia. Chyba nie krzyczał, ale po minie widać było, że jest wzburzony. W pewnej chwili ścisnął telefon tak mocno, że aż mu palce pobielały. Trochę głupio było tak na niego gapić, ale nie mogłem się powstrzymać. Zżerała mnie ciekawość, z kim i o czym rozmawia.

Gdy wrócił, usiadł i przez chwilę siedział z zamkniętymi oczami.

- Drobna zmiana planów, powiedział w końcu. Jedziemy do Poznania.

- Kiedy?

- Zaraz.

Skomentuj

Czytaj dalej