Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera

001 - No to jedziemy

poniedziałek, 2015-08-03651

Nie jestem i nigdy nie byłem rannym ptaszkiem. Swoje osiem godzin muszę odespać i w zależności od pory roku wstaję zazwyczaj między szóstą a siódmą. Wcześniej to już jest dla mnie barbarzyństwo. Czasami jednak trzeba, żeby na przykład zdążyć na pociąg a te niestety jeżdżą według własnego rozkładu nie uwzględniając moich predyspozycji.

Pomogła jednak poranna kawa i puszka Green-upa wzięta na drogę. Na pociąg zdążyłem idealnie i nawet nie musiałem się spieszyć, bo zgodnie z polską tradycją ruszyliśmy z opóźnieniem. Zawsze zastanawiałem się, jak sobie radzą ludzie, którzy mają przesiadki na przykład na samolot. Czy ryzykują spóźnieniem czy może jadą wcześniejszym kursem i cieszą się kilkunastogodzinnym zapasem? A może właśnie dzięki znajomości tej tradycji ludzie umieją zaplanować sobie podróż i gdyby nagle wszystko zaczęło jeździć zgodnie z rozkładem, mógłby się zrobić niezły burdel. Kiedyś w „Misu” poruszono ten problem i od tamtej pory niewiele się zmieniło. Na szczęście nigdy nie miałem takiego dylematu a i tym razem jechałem tylko do Warszawy.

Pociąg był stary i zużyty a to znaczy, że jechał dużo wolniej niż kilkadziesiąt lat temu, nie miał klimatyzacji, za to działało ogrzewanie ale mimo usilnych starań okno udało się otworzyć tylko trochę. Przypomniałem sobie, dlaczego przestałem korzystać z tego środka lokomocji, który kiedyś tak bardzo lubiłem. No ale wtedy wagony były nowe a teraz wyglądało na to, że jedynymi pracami konserwatorskimi była wymiana obicia siedzeń i chyba firanek.

A drogę wziąłem sobie tablet z zaległymi PDF-ami do poczytania, ale nieopacznie wdałem się w rozmowę z pewną panią i tak nam minęła prawie cała droga do stolicy. Zdążyłem poznać sporo anegdotek z jej życia (swoją drogą bardzo ciekawych), skosztować całkiem smacznego piernika, obejrzeć na smartfonie zdjęcia całej rodziny a zwłaszcza córki i zgodziłem się odwiedzić ją przy najbliższej okazji. W sumie to córkę chętnie bym poznał, ale obawiam się, że żona by tego nie zaaprobowała. Na szczęście pani jechała dalej a ja z ulgą wysiadłem na Dworcu Centralnym.

Na ścianie ktoś wysmarował grubym markerem „Sasha kocha Patryka a on jej nie” i przez chwilę zastanawiałem się, czy chodzi o Sashę Grey. Eee… chyba nie, bo niby co miałaby robić z jakimś Patrykiem w Warszawie. Zarzuciłem plecak na ramiona i wyszedłem na lipcowy upał.

Zerknąłem na zegarek w komórce. Mimo półgodzinnego opóźnienia, do spotkania z panem Tomaszem miałem jeszcze dwie godziny. Akurat, żeby zameldować się w hotelu, odświeżyć i odnaleźć lokal, w którym mieliśmy się spotkać. Trochę się denerwowałem, w końcu nie każdego dnia ktoś płaci za przejazd i nocleg tylko po to, żeby się spotkać i zaproponować współpracę, która przecież nie musi dojść do skutku.

Miałem wielką ochotę na zimne piwko albo nawet coś mocniejszego, ale to chyba nie był dobry pomysł. Ale później nie będę sobie żałować. W końcu korzystając z okazji umówiłem się na jeszcze jedno spotkanie.

Skomentuj

Czytaj dalej