Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

006 - Nie siej panie defetyzmu

czwartek, 2015-08-20497

Jeśli ktoś wyciąga do ciebie rękę, sprawdź, co trzyma w drugiej. Cała sytuacja wydawała mi się zajebiście nierealna. Byłoby to bardziej zrozumiałe i łatwiejsze do przyswojenia, gdybym był po kilku piwach, ale nie kawach! No wiecie, chodzi mi o to, że takie rzeczy nie zdarzają się naprawdę. W książkach i filmach owszem, ale nie w realu. A już na pewno nie takim ludziom jak ja. Nie żebym był przesadnie skromny czy zakompleksiony, ale żyję już wystarczająco długo, żeby zaobserwować pewną prawidłowość. Wszystko, co mnie w życiu dobrego spotkało, wypracowałem sam z mniejszym lub większym trudem. Co prawda los mi zbyt dużych kłód pod nogi nie rzucał, ale jakoś też niezbyt chętnie pomagał. Czyżby jakiś przełom?

No i ta niepewność. Z jednej strony wszystko we mnie krzyczało: „tak, tak, bierz to, to jest twoja życiowa okazja”. Inne głosy szeptały jednak złowieszczo: „uważaj na tego gościa, bo to zbyt piękne, żeby było prawdziwe”. Zresztą nawet jeśli był w tym jakiś podstęp, to i tak się tego nie dowiem od Tomasza. Raczej nie powie mi wprost, że chce mnie wyciągnąć jak najdalej od domu i sprzedać na części zamienne.

- Dlaczego uważasz, że jest? - spytał.

- Życie nauczyło mnie nie wierzyć w taki altruizm. Co innego postawić przyjacielowi piwo, pizzę czy nawet zaprosić go do klubu nocnego na panienki. Ale nie proponuje się całkiem obcemu człowiekowi napisania i wydania książki.

Tomasz wyglądał na rozbawionego tym stwierdzeniem. Powiedziałem, coś śmiesznego czy głupiego?

- Widzisz. Patrzysz trochę krótkowzrocznie, ale to twoje prawo i pewnie będąc na twoim miejscu czułbym tak samo. Niestety, taki mamy klimat. Każdy chce nas wydymać (bez skojarzeń proszę), każdy dąży do jak najszybszego zysku, najlepiej kosztem innych. Inne działanie od razu wydaje się podejrzane. Tylko wiesz, jak ci niczego nie daję za darmo. Ja ci daję tylko szansę bo wierzę w powodzenie tego przedsięwzięcia. Obaj wiemy, że napisanie i wydanie książki to nie jest bułka z masłem i należy się za to godziwe wynagrodzenie na które ciężko zapracujesz. A ja jestem wymagającym klientem. Potraktuj to więc jako normalne zlecenie tylko trochę w innej branży niż do tej pory. Poza kwestiami finansowymi wszystko to będzie na twojej głowie. W gratisie dostaniesz nazwisko na okładce, bo mi akurat do tego nie po drodze.

- A jeśli nic z tego nie wyjdzie? Skąd wiesz, że dam radę i spełnię twoje oczekiwania? Może i moje blogi fajnie się czyta, ale jak to się przełoży na książkę?

- Wiesz jaka jest wkurzająca cecha większości ludzi? - westchnął Tomasz. - Martwią się na zapas i sieją defetyzm. Jeszcze nie zacząłeś a już marudzisz.

Zatkało mnie. Użył dokładnie tych samych słów, których ja używam często do żony. Ona też często szuka na siłę problemów i wymyśla czarne scenariusze, które nigdy nie mają miejsca. A przecież nie byłem pesymistą. Nie byłem, prawda? Czy tylko się oszukiwałem?

Wstałem i rozejrzałem się za toaletą. Musiałem nieco obniżyć ciśnienie i ochłonąć. Bo w sumie tak naprawdę to był problem Tomasza. Ja się nie narzucałem z ofertą napisania książki. Skoro sam tego chciał i wierzył w powodzenie, to coś musiało w tym być. Może faktycznie był dobrym analitykiem i znał mnie lepiej niż ja sam?

- Wiesz, ludzie na ogół nie ufają swojej intuicji - powiedział, kiedy wróciłem do stolika. - Uważają to za głupie, bo nie rozumieją zasad jej działania. Ci, którzy odnoszą sukcesy, też jej nie rozumieją, ale słuchają i działają. A moja podpowiada, żeby dać ci szansę. Jeśli się nie uda, to trudno. Ja od tego nie zbiednieję a i ty na pewno nie stracisz. Cywilizacja stała by w miejscu, gdyby nikt nie ryzykował i nie próbował nowych rzeczy. Ale zanim podejmiesz decyzję, jest jeszcze kilka spraw, których będę wymagał.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na