Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

009 - Nie mam żadnych szans

poniedziałek, 2015-08-31497

- Fajna niunia, co? - spytał Ryszard wracając do stolika.

- Co? Gdzie?

- Ta, na którą się cały czas gapisz. To, że noszę okulary, nie znaczy, że nie jestem spostrzegawczy. Ale wiesz, że jest jeden prosty, chociaż trochę bolesny sposób, żebyś jakąś zaliczył?

- Nie chcę zaliczać, ale mów.

- Podchodzisz do laski, klepiesz ją w tyłek i pytasz, czy z tobą pójdzie.

- No to chyba najlepszy sposób na plaskacza.

- Owszem, ale w końcu trafisz na taką, która się zgodzi. Tylko nie próbuj tego w kościele. I lepiej, żeby nie była w towarzystwie bysia w dresie.

- Pominąłeś jeszcze jeden ważny czynnik. Wygląd.

- Jej? - Ryszard uniósł brwi.

- Mój. Bond ma praktycznie sto procent szans powodzenia, ja wręcz przeciwnie. Nie mówiąc już o tobie.

- Co masz do mnie?

- W zasadzie nic, chłopcy mnie nie kręcą.

- Myślisz, że nie dałbym rady, prawda? No to patrz - Ryszard podniósł się podpierając laską.

- Siadaj - złapałem go za rękaw. - Wypiłeś już wystarczająco?

- Jeszcze nie. Przecież widać - wskazał głową na swoją szklankę. - Po prostu patrz i się ucz.

Wzruszyłem ramionami i oparłem wygodnie.

- Rób jak chcesz. Ja cię zgarniać z podłogi nie będę. Przyszedłem tu się wyluzować a nie… - machnąłem ręką.

Ryszard podszedł do dziewczyny. Rozmawiali chwilę, wskazał na mnie, więc udałem, że ich nie widzę. Potem ją klepnął a dziewczyna się roześmiała zamiast go zdzielić z liścia. Coś jej jeszcze szepnął i wrócił do stolika. Nie byłem wcale ciekaw. Nie byłem…

No dobra, byłem. Ale udawałem, że nie jestem. Przymknąłem oczy, żeby Ryszard nie widział, że niecierpliwie czekam na relację.

- Luzik, nie była mną zainteresowana - powiedział w końcu. - Chociaż nad tobą by się zastanowiła. Powiedziała, że ciacho może nie jesteś, ale też nie taki najgorszy. Idziesz?

- Nie - uciąłem krótko ostentacyjnie bawiąc się obrączką. Ryszard wzruszył ramionami. No pewne, jaki problem może stanowić takie kółeczko? Może przypominało, że nie warto ryzykować? Niekoniecznie satysfakcjonująca chwila zapomnienia może drogo kosztować. To się absolutnie nie kalkulowało.

Ciekawe, czy kalkulowała się rezygnacja z rozwijanej przez ostatnie pięć lat firmy i gromadki stałych klientów. Nie było szans, żeby to pogodzić z częstymi wyjazdami, obecnie byłem ścigany nawet na tygodniowym urlopie. Po dłuższej przerwie nie będzie już do czego wracać. Ale może właśnie o to chodzi? Może czas zamknąć pewien rozdział i zacząć coś zupełnie nowego?

Nie lubimy i boimy się zmian. Wielu z nas siedzi na jednym etacie przez całe swoje życie wierząc w mit o stabilności, chociaż od wielu lat już coś takiego nie istnieje, nawet w państwowych firmach (chyba, że jesteś znajomym królika). Inna sprawa, że kto nie idzie do przodu ten się cofa. A już od dłuższego czasu czułem, że stoję w miejscu.

Do hotelu wróciłem koło północy odprowadzając po drodze Ryszarda. Zastanawiałem się, ile czasu tak realnie może potrwać pisanie książki. Rok to chyba minimum? Obserwacja, rozmowy z samym zainteresowanym i osobami z otoczenia, uczestnictwo w życiu zawodowym, zbieranie materiałów. Potem pisanie, konsultacje, poprawki, szlifowanie, redakcja, skład, przygotowanie do druku. Sporo tego a pewnie i tak jeszcze nie wszystko. Pisać mogłem w domu o ile internet nie będzie mnie rozpraszał, więc wyjazdy można zredukować do niezbędnego minimum. Jakby to fajnie rozplanować, to można by mieć niezłą fuchę przez kilka ładnych lat. Ale co potem?

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na