Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

064 - Nauka jazdy

piątek, 2018-06-29371

Nie mogę powiedzieć, żebym zabłysnął jako cudowne dziecko motoryzacji. Zaczęło się raczej klasycznie. Więcej hamowania niż przyspieszania, zrywy, szarpnięcia i próby zapanowania nad maszyną, która cierpliwie znosiła moje czynności. Nina również była cierpliwa i nie skrytykowała mnie nawet słowem, za co jestem jej wdzięczny. Kilka razy tylko powiedziała, żebym się nie stresował i że świetnie mi idzie (kłamała, ale może to i lepiej), w końcu usiadła z tyłu pozwalając mi samodzielnie zapoznać się z pojazdem.

Po kilkudziesięciu minutach udało mi się wyczuć maszynę na tyle, żeby w miarę płynnie jechać. Przestałem ściskać kierownicę do bólu palców, mogłem zmieniać biegi i podrapać się w nos.

Na szczęście jechaliśmy przez jakiś rozległy step, czy inne torfowisko (nie znam się na tym). Aż po horyzont było w miarę płasko, tylko gdzieniegdzie pojawiała się jakaś kępa krzaków albo rachityczne drzewko. Całe manewrowanie pojazdem sprowadzało się więc do delikatnych korekt wymuszonych nierównością terenu zapadaniem się w miękkiej ziemi. Od czasu do czasu zerkałem na komputerową mapę, ale nic z niej nie rozumiałem. Możliwe, że nic nie było ciekawego, podobnie jak za oknem.

Siedząca za mną Nina nic nie mówiła, więc chyba jechaliśmy w dobrą stronę. Od czasu do czasu zaglądała mi tylko przez ramię na wskaźniki. Jej włosy muskały mnie wtedy po twarzy i czułem jej zapach. Trochę mnie to rozpraszało. Potem przestała zaglądać i ze zdziwieniem zauważyłem, że czuję się zawiedziony.

Deszcz przestał padać (w sumie to nawet nie wiem kiedy) i zza chmur od czasu do czasu prześwitywało popołudniowe słońce. Czyżby zapowiadana przez Ninę trzydniówka miała skończyć się wcześniej?

Ziemia jednak wciąż była mocno nasycona wodą i tylko dzięki ogromnym kołom pojazdu nie zakopaliśmy się na amen. Prawie wcale nie czuło się, że jedziemy po czymś miękkim i pulchnym. Tylko z samej wysokości kabiny mogłem wywnioskować, że koła w znacznej części znajdują się pod ziemią.

Nie wiem, jak długo jechałem. Mogło to być tylko kilka godzin, chociaż miałem wrażenie, że co najmniej cały dzień. Nina „rzuciła mnie na głęboką wodę” i nie zamierzała pomagać. Co prawda to najlepszy sposób, żeby się czegoś nauczyć, ale nigdy nie jest to przyjemne dla osoby „rzuconej”. W każdym razie wpadłem w końcu w pewien rodzaj rutyny i prowadziłem prawie automatycznie, bez udziału świadomości. Jechałem nawet znacznie szybciej i pewniej niż na początku i nie skupiałem się już tak bardzo na tym, co było bezpośrednio przed nami.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że strasznie boli mnie tyłek i plecy. Poza tym jestem głodny i muszę się wysikać.

Zatrzymałem pojazd i odwróciłem się do Niny. Dziewczyna spała. Pomyślałem, że nie będę jej budził i szybko wyskoczę na dwór obniżyć ciśnienie w pęcherzu, ale kiedy przechodziłem obok, otworzyła oczy.

- Co się dzieje? - spytała przytomnie. Albo miała lekki sen, albo tylko drzemała.

- Musze rozprostować kości i... no wiesz... siku.

- Czeka, mi też się chce.

Wyszliśmy na zewnątrz. Powietrze było chłodne i orzeźwiające, ale na szczęście nie tak zimne, żeby trzeba było się ubierać. Miałem jednak nadzieję, że nasze ubrania już się wysuszyły.

Ziemia wciąż była wilgotna i koła samochodu faktycznie były zagrzebane prawie do osi, a z tyłu widziałem długie i głębokie koleiny. Jednak dzięki gęstej trawie pod nami tylko lekko się uginała. Nie trzeba więc było obawiać się utraty butów.

Przeszedłem na drugą stronę, żeby zapewnić sobie i Ninie odrobinę intymności. Nigdy się nie wysikam, jeśli widzę kogoś obok. W toaletach publicznych zawsze zamykam się w kabinie.

Kilka minut później byliśmy z powrotem w kabinie. Zjedliśmy resztę kanapek i wykończyliśmy termos letniej już herbaty. Została więc już tylko kawa, na którą nie miałem ochoty (staram się nie pić, jeśli nie muszę). Nina nalała sobie do kubka termicznego i siadła za kierownicą. Ze mnie zeszło już całkiem napięcie spowodowane pierwszą jazdą i poczułem się piekielnie zmęczony. Usiałem z tyłu i nawet nie wiem, kiedy odpłynąłem.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na