Dzisiaj jest środa, 15 sierpnia 2018
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

063 - Naprawdę nie umiesz jeździć?

czwartek, 2018-06-2852

- Zbieramy się - powiedziała Nina dopijając herbatę.

Podczas gdy ja powoli dochodziłem do siebie, złożyła pozostałości po śniadaniu i schowała do skrzyni. Ja swój kubek również dołożyłem. Lepiej, żeby nic już nie latało po całej kabinie.

Nie chciałbym umrzeć z głodu tylko dlatego, że zbrakło nam jednego dnia
Zatweetuj

- Będziemy jechać na zmianę - dodała sprawdzając coś na komputerze pokładowym. - Pokażę ci, jak korzystać z mapy. Nie będziemy już więcej szaleć, ale też nie możemy sobie pozwolić na dłuższą zwłokę. Jeszcze długa droga przed nami.

Droga? Chyba bezdroża, pomyślałem. Ale w sumie miała rację, nie dość, że daleko, to w dodatku specjalnie szybko nie dało się jechać. Nie chciałbym umrzeć z głodu tylko dlatego, że zbrakło nam jednego dnia. Był jednak inny problem.

- Nina... - zająknąłem się. - Ja... nie umiem jeździć.

Dziewczynę na chwilę zatkało. Milczała trawiąc usłyszane słowa. Może zastanawiała się, czy na pewno powiedziałem to, co chciałem powiedzieć? W końcu mój rosyjski nie był specjalnie dobry.

- Czy ty właśnie powiedziałeś, że nie umiesz prowadzić samochodu? - upewniła się.

Kiwnąłem głową i wzruszyłem ramionami. Bo w końcu co mogłem powiedzieć? Że jestem z kosmosu? Prawda jest taka, że najpierw przez długi czas traktowano mnie jak małe dziecko i nie puszczano za kierownicę (chociaż młodszym kolegom ich rodzice na to pozwalali), potem był brak kasy i samochodu, w końcu motoryzacja przestała mnie kręcić. Ostatecznie przyzwyczaiłem się do braku samochodu i nie odczuwałem jego braku, zwłaszcza że na codzień więcej z nim problemów niż korzyści. Wolałem podjechać gdzieś autobusem (nawet zatłoczonym) niż stać w korkach, a potem jeszcze szukać płatnego miejsca parkingowego. Na dalsze wyjazdy też zawsze znajduje się jakiś transport. Poza tym bycie pasażerem jest zajebiście wygodne, zwłaszcza na tylnym siedzeniu albo w pociągu.

Przynajmniej będę mógł wnukom opowiadać, że uczyłem się jeździć na rosyjskiej, kosmicznej maszynie
Zatweetuj

- Trudno - mruknęła Nina. - Będziesz musiał się nauczyć. Ja całą drogę nie dam rady jechać, a postoje będziemy robić tylko na noc. Na szczęście miejsca jest dużo, więc jeśli tylko nie wpadniesz na drzewo, to będzie dobrze.

Chyba nie miałem innego wyjścia. Przynajmniej będę mógł wnukom opowiadać, że uczyłem się jeździć na rosyjskiej, kosmicznej maszynie. O ile oczywiście uda mi się wrócić do Polski. Na radzie jednak byliśmy na końcu świata i nie wiedziałem, co będzie jutro.

- W sumie to nie ma co czekać - powiedziała, kiedy usiłowałem usadowić się na tylnym siedzeniu. - Im szybciej tym lepiej. Wskakuj za kółko i jedziemy.

Poczułem się nieswojo. Gdyby chodziło o coś zajebiście skomplikowanego i nietypowego, to nie ma sprawy. Mam prawo nie wiedzieć i nie czuć zażenowania. Ale w przypadku tak prozaicznych rzeczy, które każdy powinien znać, pierwsze podejście wolałbym robić sam i nie czuć na sobie żadnego spojrzenia. Zwłaszcza dziewczyny, z którą spędzę jeszcze sporo czasu. I nie ważne, czy ona sobie coś pomyśli czy nie. Ważne, że ja będę o tym myślał.

Do licha, jazda samochodem jest tak naturalna, że nawet mój znajomy bez rąk ma prawo jazdy i kieruje nogami specjalnie dostosowane auto. Tylko ja jestem jakiś dziwny.

Nie mogłem się jednak wykręcić. Nina miała rację. Nie było czasu i postoje należało ograniczać do minimum. Tym bardziej, że pewnie było jeszcze coś, o czym dziewczyna albo nie mogła powiedzieć, albo sama nie wiedziała. Nie chciałem drążyć tematu. Skoro do tej pory nie powiedziała, to nie spodziewałem się, żeby teraz coś miało się zmienić.

Odetchnąłem głęboko i usadowiłem się w fotelu kierowcy. Teorię w sumie znałem. Wiem, który pedał do czego służy, jak kręcić kierownica i zmieniać biegi. Podstawowe wskaźniki też ogarniałem. Na chwilę obecną więcej nie było mi potrzeba. Gorzej było z praktyką i sprowadzeniem jazdy do czynności intuicyjnej i odruchowej, bez angażowania świadomej części umysłu. Na dobrą sprawę i tak było lepiej niż w mieście, gdzie oprócz prowadzenia pojazdu musiałbym uważać na znaki, światła i inne samochody. Kto wie, może po powrocie do Polski jednak zrobię w końcu prawo jazdy?

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na