Dzisiaj jest piątek, 20 października 2017
15 rzeczy, które pomogą Ci stać się bogatymHistoria mojego... sukcesu?Dlaczego jesteś głupi, chory i biedny?
Na każdym kroku ktoś chce nas wydymać

Na każdym kroku ktoś chce nas wydymać

środa, 2010-03-245344własny biznes

Zdjęcie na baner pochodzi z serwisu Fotolia.pl

Miałem niedawno długą i owocną wymianę e-maili ze znajomym, głównie na tematy związane z prowadzeniem własnego biznesu. Było to bogate źródło inspiracji, które, mam nadzieję, nie wyschnie zbyt szybko. Mimo iż nic nie zdołało zmienić mojego optymistycznego (może nawet zbytnio) podejścia do prowadzenia firmy, niemniej niektóre wątki dałby mi do myślenia.

Znajomy miał na pewno jedną dużą rację. Niemal na każdym kroku jest ktoś, kto chce nas wyrolować, wykorzystać, czy, mówiąc brzydko: wydymać. Czy to klient, czy kontrahent, czy nawet często księgowy. Nie twierdzę, że zawsze, ale dosyć często. Sorry, taki mamy klimat.

W naszym społeczeństwie mało popularna jest zasada win-win, wg której na danym kontrakcie czy zleceniu powinny mieć korzyść obie strony. To powinno być oczywiste, że jeśli obie strony będą zadowolone, to chętnie powrócą do współpracy przy kolejnym projekcie. Ale nie. Bardzo często zdarzają się "przedsiębiorcy", którzy liczą na szybki zysk, najczęściej kosztem drugiej strony. Nie widzą, że długotrwała współpraca przyniesie relatywnie większe korzyści obu stronom. Chyba u nas wciąż pokutuje przekonanie, że "jeśli więcej weźmie ktoś inny, to zabraknie dla mnie". Nie wnikam w historię tego pojęcia, zapewne jest to relikt poprzedniego ustroju. Ale, co ciekawe, taka osoba nie zdaje sobie sprawy, jak szybko porusza się informacja. Przecież raz-dwa rozniesie się wieść, że kontrahent jest nieuczciwy i lepiej omijać go szerokim łukiem. A potem ludzie się dziwią, że biznesy upadają...

Taki mamy klimat i mentalność, że rolujemy innych nie widząc, że tym samym strzelamy sobie w kolano
Zatweetuj

Często tacy ludzie udają cwaniaczków i nie raz się z nimi spotkałem. Wstyd się przyznać, ale także dałem się wykorzystać. Na szczęście kwoty nie były duże. Gorsza była sama świadomość. Czasami był to nawet bliski znajomy bliskiego znajomego, który ręczył za niego głową. Nie dość, że się daje wtedy rabat "po znajomości" to i tak nic się nie zarabia. Na szczęście umowa i/lub zaliczka często załatwia sprawę. Albo tracimy mniej albo klient od razu rezygnuje - widać od razu, że w ogóle nie chciał płacić.

Zauważyłem, że często powtarzają się pewne schematy klientów. Ja się spotkałem z poniższymi, ale domyślam się, że to nie wyczerpuje tematu:

  • Klienci, którzy sami lepiej wiedzą, ile coś kosztuje i ile czasu potrwa wykonanie. Niedawno na GL widziałem ogłoszenie, gdzie klient szukał jelenia na wykonanie rozbudowanego serwisu, ze sklepem, z bajerami, z CMS-em, nauczenie go obsługi i oferował... 500zł. I chciał, żeby mu coś jeszcze z tego na reklamę zostało. To był chyba jakiś żart, ale bardzo często klienci mają określone, nienajmniejsze wymagania i budżet wystarczający na wykonanie 1/10 pracy. Albo mniej. Co więcej, wiedzą, że projektowanie budowa sklepu internetowego to maksymalnie tydzień pracy. I tyle oczekują. A zapłata? Za miesiąc, albo najlepiej - nigdy.
  • Klienci, którzy mają rewelacyjny pomysł, jakiego jeszcze nikt nie miał (no pewnie, znają cały internet od podszewki), więc szukają wykonawcy. Oczywiście pieniędzy nie mają, ale obiecują barter (umieszczenie banera na stronie) lub procent od zysków. Oczywiście jeśli projekt wypali. Przynajmniej sami nic nie tracą.
  • Klienci, którzy od razu na wstępie przewidują dłuższą współpracę i w związku z tym oczekują super rabatów (no przecież są stałymi klientami). W głowie się nie mieści, ile osób się na to nabiera. Oczywiście po jednym zleceniu klient się ulatnia (dobrze, jak zapłaci). Ja mówię tak: "nie ma sprawy, będzie dłuższa współpraca, będziemy rozmawiać o rabatach".
  • Zdarzył mi się (niedoszły na szczęście) klient, który po kilku rozmowach telefonicznych chciał, żebym wykupił mu serwer i domenę, bo będę mu robić stronę. Ani go nie widziałem, ani nie podpisaliśmy umowy ani złotówki zaliczki nie dostałem. Kiedy udało mi się wyciągnąć nieco danych na temat strony i przygotowałem wstępną, ogólną wycenę, okazało się, że cena bardzo przewyższa jego budżet i nic z tego nie będzie. Wyszło na to, że klient chciał, żeby mu zaprojektować i wykonać stronę w cenie, jaką sam bym wydał na zakup domeny. Rewelacja.
  • Mi się na szczęście nie zdarzyło, ale znam przypadek, że klient zamówił folder. Kilka tygodni pracy, często z klientem nad głową. Kilka projektów layoutu. Jeden prawie zaakceptowany i nagle klient mówi, że rezygnuje i nie będzie robił folderu. No super, ale co z wynagrodzeniem za kilka tygodni pracy! Klient był niezwykle zdziwiony, że ktoś chce jakieś pieniądze! Przecież folder nie został ukończony, więc jak to? Nie wiem, jak się ta historia skończyła, ale ukazuje jeden ciekawy aspekt. Nikt nie liczy czasu pracy grafików tylko gotowy efekt. Wycenę (zwłaszcza w agencjach - wiem, bo pracowałem) robi się na podstawie ilości zamówionych egzemplarzy i do ceny z drukarni dodaje się swoją marżę. A czy grafik siedział nad tym dzień czy miesiąc? Kogo to obchodzi? Zresztą sam byłem świadkiem, jak Account Manager powiedział klientowi, że nie policzy mu za projekt graficzny. W MOJEJ OBECNOŚCI! No i klienci się przyzwyczajają, że praca grafika nic nie kosztuje.
  • Są też sytuacje nieco mniejszego kalibru np. klient podczas spisywania umowy mocno drąży temat ukończenia prac, bo zależy mu na czasie. A potem sam zwleka z materiałami czasami miesiąc po terminie, czasami dłużej. Na szczęście są na tyle uczciwi, że nie ciągną nas do odpowiedzialności finansowej za nieukończenie projektu w terminie. Ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby tacy też się zdarzali. Dlatego w umowach lepiej nie zamieszczać terminu końcowego tylko czas wykonania projektu od dostarczenia wszystkich niezbędnych materiałów.

Jak już pisałem, tych kilka przykładów nie wyczerpuje tematu. Co klient to inny numer. A naszym zabezpieczeniem często jest tylko umowa i zaliczka. Ale co z tego, skoro nawet uczciwy klient, przedłużając projekt, uniemożliwia nam odebranie honorarium? A ZUS nie poczeka...

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na