Dzisiaj jest sobota, 13 lipca 2024
Podstawowe skróty BlenderaUstawienia renderowania w BlenderzeCytaty motywacyjne
Na każdym kroku ktoś chce nas wydymać

Na każdym kroku ktoś chce nas wydymać

piątek, 2024-06-07247Biznes

Z klientami bywa różnie. Jedni przynoszą realne zlecenia za realne honorarium. Inni tylko szukają jelenia do zrobienia projektu za friko. Niestety tych drugich jest niewiele mniej niż pierwszych i trzeba się mocno pilnować, żeby nie przejebać wielu godzin ciężkiej pracy.

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
« 12345 »

Bezczelność potencjalnego klienta

Historia z mojego własnego doświadczenia. Napisał do mnie kiedyś pewien człowiek, nazwijmy go umownie Łukasz. Od samego początku walnął z grubej rury dziękując za zgłoszenie się do jego oferty w serwisie Oferia podając nawet do niej link. Ciekawe, że na Oferii byłem tylko raz i na 100% nie zgłaszałem się do żadnego projektu.

Ale na wszelki wypadek sprawdziłem ogłoszenie i nie znalazłem nic związanego ze mną. Czyli zaczynamy korespondencję kłamstwem, które można sprawdzić jednym kliknięciem. Zapowiadało się ciekawie…

Pan Łukasz odebrał od poprzedniego grafika projekt banera, którego realizacje były obiecujące. Okazało się jednak, że grafik nie spełnił oczekiwań Pana Łukasza. Gotów jestem się założyć, że wykonawca był jednym z tych, który wygrali zlecenie podając cenę w wysokości dwóch zupek chińskich. Nie wiem jak Pan Łukasz, ale ja nie spodziewałbym się w tej cenie niczego więcej.

Mój niedoszły klient bardzo chciałby, żebym wczuł się w temat i zrobił dla niego atrakcyjny baner. A potem, jeśli współpraca się ułoży, to także kolejne banery, billboard, plakaty, ulotki i wiele innych. Oczywiście nie może ryzykować więcej straconego czasu, więc najlepiej jeśli od razu raźno zabiorę się do pracy.

Był tylko jeden szkopuł. Mianowicie:

„Proszę zrobić projekt baneru, co myślę grafikowi nie robi wielkiego problemu. Umawiamy się tak, jeżeli Pana praca mnie przekona, kupujemy od Pana projekt i zlecamy wszelkie kolejne. Jeżeli nie, dziękujemy, mówimy szczerze co nam się nie podobało i tyle. Konkretna i uczciwa propozycja.”

Hmm... Nie wiem, z jakiej choinki urwał się Pan Łukasz, ale mi nie udało się w tym znaleźć nic uczciwego. Ot kolejny padalec szukający jelenia, który się napracuje, a on może projekt weźmie a może nie. Wydaje mi się, że skoro Pan Łukasz mnie znalazł w jakiś sposób (chociaż na pewno nie w ten, który opisał na początku e-maila), to widział moje portfolio, więc mógł się zapoznać ogólnie z moim poziomem i stylem, który albo mu odpowiada albo nie. A skoro napisał do mnie, to chyba odpowiada?

Odpisałem więc grzecznie, że nie zgadzam się na jego propozycję, bo mnie ona po prostu obraża. Podałem link do portfolio (może go jednak nie widział?) i zasugerowałem, że tego typu propozycje może składać licealistom. A my możemy zacząć od umowy i zadatku.

Pan Łukasz chciał mnie wziąć pod włos:

„Z drugiej strony jeżeli zależałoby Panu na kolejnym kliencie dorzuconym do pańskiego koszyka który ma w kolejce ponad 10 projektów do zrobienia, to myślę że dla sprawnego grafika taki baner to nie jest duża fatyga. Ryzyko się rozkłada wtedy równo.”

Że niby ja narzekam na brak klientów, a on jest tym cudownym, który przyniesie mi milionowe zyski i stałą współpracę na lata. I oczywiście dla mnie to „5 minut roboty i kilka kliknięć w Photoshopie”. A ryzyko? Nie wiem, po jakie „równo”, bo cały czas jest po mojej stronie. O czym zresztą wspomniałem w kolejnej odpowiedzi.

Kolejne próby…

„W 90% projekty jakie robią graficy są .... wieśniackie, pomimo pięknych często portfolio. Miałem do czynienia już z ludźmi którzy portfolio sobie robili z prac znalezionych w Tajlandii czy ZEA. Skąd ja, laik, mam wiedziec kupując kota w worku, że Pan mi prześle projekt na bardzo wysokim poziomie? I nie ma co się obrażac, po prostu takie dziadostwo robi 9 na 10 grafików, że muszę jakoś wyselekcjonowac tego na stałe. Jak mam to robic, płacąc seriami partaczom? W pana zbiorze fajnych prac nie widzę ani 1 w tym stylu w jakim ja chciałbym reklamę więc skąd mam wiedziec, że Pan się sprawdzi? A zaraz potrzeba będzie grafika do artykułu w gazecie, billboardu itd itp - interesuje mnie tylko wysoki poziom.”

Czyli jednak moje prace mu się nie podobają? To po jaką cholerę traci mój i swój czas przy okazji znowu mnie obrażając? Skoro z miejsca zakłada, że mogę być partaczem, to po co w ogóle pisał?

Odpisałem mu, że moi klienci są poważni i nie szukają jelenia (ci, którzy szukają, nie są moimi klientami). Zapytałem też, czy jeśli idzie do restauracji, to też zamawia obiad, a płaci tylko wtedy, gdy posmakuje? Ja w każdym razie nie jestem zainteresowany współpracą z nim. Zapewne go tym uraziłem, bo był święcie przekonany, że jest najlepszym klientem na świecie.

Na to trzymałem „profesjonalną” diagnozę psychiatryczną o treści: „Pan jest sfrustrowany”.

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
Następna strona »
« 12345 »
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na