Dzisiaj jest wtorek, 19 września 2017

059 - Monster

piątek, 2016-12-3059

Wydawało mi się, że tylko mrugnąłem oczami, kiedy poczułem delikatne szarpanie. Przez krótką chwilę byłem zdezorientowany, zanim wróciłem do rzeczywistości i skojarzyłem Ninę. Okazało się, że to mrugnięcie trwało prawie pół godziny i teraz staliśmy na skraju lasu a przed nami znajdował się on. Ośmiokołowy monster.

Nie zdziwiłbym się, gdyby dodatkowo był wyposażony w karabiny, rakiety, lasery i inne bondowskie gadżety
Zatweetuj

Był ogromny i  pomarańczowy. No, może nie tak wielki jak autobus, ale na pewno ze dwa razy większy od hummera, którego przypominał nieco kształtem, ale był bardziej kanciasty. Miał osiem ogromnych kół z grubymi bieżnikami, wyciągarkę, reflektory i chyba wszystko co potrzebne na bezdrożach Syberii. Nie zdziwiłbym się, gdyby dodatkowo był wyposażony w karabiny, rakiety, lasery i inne bondowskie gadżety.

Nie był to typowy monster truck z kołami większymi od nadwozia, w takich przeróbkach gustowali raczej Amerykanie. Ale i tak czuć było zamiłowanie rosyjskich konstruktorów do wielkich aut. W końcu ziły i inne takie też do najmniejszych nie należały. Do kabiny wchodziło się po drabince, po której właśnie schodził jakiś człowiek. Skulony podbiegł szybko do naszego mercedesa i usiadł obok mnie. Nie odezwał się słowem i nawet nie przywitał, skinął tylko głową Borysowi. Opuściłem wyciągniętą odruchowo rękę i wzruszyłem ramionami. Jego kultura to nie moja sprawa. Pewnie i tak więcej go nie spotkam, więc nie ma co sobie zawracać nim głowy.

Deszcz ciął równo ograniczając widoczność do kilku metrów. Przenieśliśmy szybko bagaże do nowego pojazdu, ale te dwie rundki wystarczyły, żebyśmy byli totalnie przemoczeni i przemarznięci do szpiku kości. Na szczęście w środku było w miarę ciepło. A na pewno sucho.

Borys pożegnał się z nami i odjechał mercedesem razem z tym drugim gościem. Zostaliśmy z Niną sami. Dziewczyna usiadła za kierownicą i przez chwile studiowała napisy na przełącznikach. Włączyła ogrzewanie i po chwili zrobiło się przytulnie. Szybko zrzuciliśmy mokre ciuchy i przebraliśmy w suche. Jeszcze tylko wygodne kapcie i byłoby prawie jak w domu. Niestety z powodu braku takowych, musieliśmy pozostać w wilgotnych butach. Nie było to przyjemne.

Podczas przebierania aż się chciało parafrazować klasyka: „żeby chłop nie mógł z prawie gołą babą w samochodzie...”.

Ale nie mógł. Co nie znaczy, że o tym nie pomyślał. Z trudem się opanował, żeby nie było widać. Ciekawe, o czym myślała Nina. Na szczęście (a może niestety) o czymś innym. Ponownie zaczęła przyglądać się przełącznikom wspomagając grubą instrukcją znalezioną w schowku. Chyba nie zamierzała teraz jej całej czytać?

Żeby chłop nie mógł z prawie gołą babą w samochodzie...
Zatweetuj

- Ale umiesz tym jeździć? - upewniłem się.

- Jeździć tak a co do reszty, to się okaże - mruknęła nie odwracając wzroku od księgi. - Rozpakuj jedzenie i zobacz, co mamy do dyspozycji - poleciła.

Przeszedłem na tył pojazdu. Muszę przyznać, że w środku prezentował się nie mniej okazale niż zewnątrz. Z tyłu były siedzenia, obecnie rozłożone i przekształcone w miejsca do spania. Pod nimi znajdowały się duże, wbudowane skrzynie. Podczas rozpakowywania i układania zakupów zauważyłem butlę i małą kuchenkę gazową, kilka akumulatorów, zawinięty w brezent pakunek, karimaty, kilka narzędzi polowych i opisane po rosyjsku wojskowe pojemniki. Po ostatnich przygodach nie byłbym zaskoczony, gdyby to była broń i to większego kalibru niż ta, która obecnie leżała obok suszącej się kurtki. Ale nie zaglądałem.

Przy tylnych drzwiach stały kanistry i dwa ogromne baniaki z wodą. Kamper to nie był, ale z pewnością dało się w nim mieszkać. Założę się, że wielu fanów off-roadu chciałoby tego spróbować. Przydałaby się jeszcze jakaś łazienka albo chociaż toaleta. Ja jeszcze jakoś siknę pod drzewem, ale współczułem Ninie. W taką pogodę...

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na