Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

002 - Moja szklanka

czwartek, 2015-08-06651

Moja szklanka nigdy nie jest ani do połowy pusta ani do połowy pełna. Gdy brakuje, to po prostu dolewam. Chyba, że nie ma z czego, ale wtedy to podobno i Salomon wymięka. W praktyce trudno ocenić moje życiowe nastawienie. Nie jestem ani pesymistą ani optymistą. Realistą chyba też nie. Przyjmuję to, co przynosi rzeczywistość i staram się to maksymalnie wykorzystać. Także w kwestii biznesowo-finansowej.

Zacznę może od tego, że dużo bloguję. Nie jestem blogerem na pełen etat, nie utrzymuję się z tego, co nie znaczy, że pisanie nie przynosi mi żadnych korzyści. Najważniejszą jest to, że spełniam się grafomańsko a ludzie to czytają i czasami nawet komentują. Jest to jednak tylko dodatek.

Wszystko zaczęło się tydzień temu. Zatelefonował do mnie pan Tomasz i po wymianie wstępnych uprzejmości powiedział, że podoba mu się moje pisanie. Podziękowałem nieco zaskoczony, bo zazwyczaj takie komplementy pisze się w komentarzach. A i tak często jest to tylko pretekst do przemycenia linka do własnego serwisu.

- Chciałbym zaproponować panu współpracę z tym związaną.

- Chodzi o artykuł sponsorowany? Czemu nie, jestem otwarty na propozycje - czasami zdarza mi się napisać coś za kasę lub przetestować jakiś produkt. Najwięksi żyją głównie z tego.

- Raczej nie. I nie jest to rozmowa na telefon. Chciałbym pana zaprosić na spotkanie do Warszawy.

- No to będzie z tym problem, bo mieszkam w Lublinie - odparłem ostrożnie. Zapaliła mi się czerwona lampka. Już kiedyś jeden niedoszły klient próbował podobnej sztuczki ale zanim zgodziłem się na spotkanie, wyszło na jaw, że chodzi o MLM. Straciłbym tylko czas i pieniądze. Zresztą droga taka sama, jeśli komuś zależy na współpracy konkretnie ze mną, to zapraszam.

- Wiem o tym. Oczywiście opłacę przejazd, nocleg i roboczogodziny. Po prostu lubię załatwiać interesy osobiście a w najbliższym czasie nie mam możliwości opuszczenia Warszawy.

Nie udało mi się nic więcej od niego wyciągnąć a skoro dwa dni później całkiem ładny przelew pojawił się na moim koncie a na e-mailu elektroniczny bilet PKP i informacja o rezerwacji hotelu, nie wypadało odmówić. A nawet jeśli chodziło o MLM czy inną piramidę, to miałem darmową dwudniową wycieczkę do stolicy.

Klient jednak wyglądał na zdesperowanego i pachniało to ciekawą a na pewno opłacalną przygodą. Starałem się nie nakręcać, ale sami wiecie, jak to jest. Po puszczeniu totolotka też się z niecierpliwością czeka na losowanie, zwłaszcza gdy jest kumulacja. A tu przeczucie podpowiadało bardzo dużą kumulację i większe szanse na wygraną. Żonie jednak nic nie powiedziałem. Nie będzie gderała w razie gdyby nic nie wyszło. Oficjalnie było to zwykłe spotkanie z klientem, co w sumie było prawdą, chociaż w nieco innej sprawie niż zwykle.

Miałem tylko nadzieję, że nie chodzi o moją nerkę, wkręcenie w coś niefajnego czy porwanie dla okupu, co było na tyle niedorzeczne, że jechałem z własnej woli. Ale w końcu przestępcy bywają coraz bardziej pomysłowi.

Ech… a podobno nie jestem pesymistą. Ale chyba moje życie ostatnio stało się zbyt nudne, skoro mimo lęków zgodziłem się na spotkanie. Jak to się mówi, nie ma ryzyka, nie ma zabawy. A jeśli pan Tomasz będzie chciał ze mnie zrobić swoją panienkę, to grzecznie wskażę mu drzewo, na które może spadać.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na