Dzisiaj jest sobota, 16 grudnia 2017
Jak nie tracić czytelników blogaAndy Design Studio Graficzne w LublinieAdobe Stock
Luminar 2018 - mój subiektywny test

Luminar 2018 - mój subiektywny test

czwartek, 2017-11-23266fotografia, recenzje, software

Odkąd w marcu przerzuciłem się na aparat X-Pro2 od Fujifilm, szukam dobrego i szybkiego programu do wywoływania RAF-ów. Ze względu na dość nietypową budowę matrycy X-trans, większość aplikacji radzi sobie z tym średnio a na pewno ślamazarnie.

Testowałem różne programy

Adobe Camera Raw z mojego pakietu Adobe CS6 nie czyta w ogóle RAF-ów z X-Pro2 i już nie będzie, bo przestał być aktualizowany. Adobe CC radzi sobie całkiem nieźle, ale moja roczna licencja, którą dostałem w prezencie, niedługo się skończy, a dla samego ACR nie opłaca mi się wydawać co miesiąc pieniążków (LightRooma odpaliłem raz i szybko skasowałem - nie mój klimat).

Inne programy, które testowałem, są zdecydowanie wolniejsze albo brakuje im istotnych narzędzi albo są zdecydowanie za drogie. Niektóre nadrabiają to bogatą biblioteką gotowych presetów, które nadadzą zdjęciu odpowiedni charakter. Ale czasami trzeba przecież po prostu zdjęcie wywołać, bez żadnych bajerów. Nawet firmowa wywoływarka od Fujifilm nie do końca mi podeszła, ale czeka w odwrocie, kiedy wszystko inne zawiedzie a negatywy trzeba będzie wywołać.

Zobacz inne programy, które opisywałem:
- Dx0 Optics
- Pictorial
- Topaz Studio

Dużo dobrego słyszałem o Luminarze

Nigdy mnie specjalnie do niego nie ciągnęło, ale na najnowszą wersję skusiłem się z dwóch powodów. Po pierwsze - pojawiła się wersja na Windowsa. Po drugie - podobno porządnie zoptymalizowano silnik, dzięki czemu program miał działać jak burza. Emocje i podniecenie przesłoniły więc wrodzoną nieufność i zachęcony oszczędnością zakupiłem program w przedsprzedaży. Potem już tylko liczyłem dni i godziny do chwili udostępnienia aplikacji.

luminar 2018

Plusy Luminara 2018

Program jest banalnie prosty w obsłudze. Wystarczy raz przejrzeć wszystkie pozycje w menu i dostępne narzędzia, żeby bez problemu pracować. Filtry działają na warstwach (jak w LightRoomie), można więc dodawać ten sam filtr kilka razy z różnymi ustawieniami i maskami. W odróżnieniu od innych tego typu programów, tu wszystkie ustawienia dają taki sam efekt jak programy od Adobe.

Luminar otwiera nie tylko RAW-y, ale wszystkie inne popularne formaty graficzne. Bieżące czynności można zapisać w wewnętrznym formacie programu a na koniec wyeksportować spłaszczonego gotowca.
Siła programu tkwi przede wszystkim w presetach. Wiele możemy pobrać za friko, jednak te najlepsze są niestety płatne. Oczywiście można, a nawet należy robić własne. Ponadto wszystkie filtry można dowolnie zmieniać, żeby indywidualnie dopasować do każdego zdjęcia.

Jest wiele ciekawych filtrów, których nie ma w Photoshopie a ich „zasymulowanie” wymaga kilku warstw dopasowania i niezłych kombinacji - tutaj mamy to pod jednym kliknięciem i kilkoma suwaczkami. Firma Skylum ostatnio bardzo promuje filtr Sun Rays, który w niewprawnych rękach da podobnie żenujący efekt jak tandetna flara w Photoshopie. Zawodowcy jednak mogą pokusić się o efekty podobne jakie znamy ze zdjęć Rarindry Prakarsy.

Możliwości efektowe programu można rozszerzyć dodatkowymi pluginami (np. Aurora HDR), które jednak często kosztują więcej niż sam Luminar. Jest to jednak jednorazowa inwestycja.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie dostępność filtrów Nik Collection, które kiedyś zainstalowałem dla Photoshopa. Niestety działa to tylko na Maku.

Najważniejsze jest to, że za niewiele ponad 200zł, masz program na własność i nie musisz płacić comiesięcznego haraczu za LightRooma czy Photoshopa z ACR. Oczywiście jeśli nie używasz ich w codziennej pracy, ale przecież nie każdy jest zawodowym grafikiem.

luminar presets

Czas na minusy Luminara

Obsługa RAW-ów (przynajmniej tych od Fujifilm) jest zdecydowanie wolniejsza niż w ACR. Producent chwalił się 4-krotnym przyspieszeniem programu. Jeśli to prawda, to nie chcę wiedzieć, jak ślimaczyła się poprzednia wersja. W każdym razie otwieranie i zapis plików jest dla cierpliwych.

Suwaki edycyjne mają jakąś dziwną „bezwładność”. Czasami trzeba mocno ruszyć myszą, żeby zareagowały. Komputer wtedy się zamula na kilka sekund i nie da się ich szybko skorygować, nie mówiąc już o wpisaniu wartości „z palca”. Sama aktualizacja obrazu też trwa dłuższą chwilę. O ile przy jednym zdjęciu można zacisnąć zęby to już przy dziesięciu można dostać pierdolca. A co, gdy ma się 500 zdjęć z Rumunii?

Na Maku jest możliwość otworzenia kilku plików jednocześnie. Nie działa to jednak tak wygodnie jak w ACR czy LR. Nie ma tu listy plików z możliwością szybkiego przełączania między obrabianymi zdjęciami i potem zapisania wszystkich do kolejki. Tu każdy plik otwierany jest w swoim własnym oknie aplikacji, każdy też przygotowuje się i zapisuje niezależnie. Odczyt kilkunastu plików trwał u mnie prawie 10 minut. Zapis każdego to ponad pół minuty czekania. Masakra.

Jest też przetwarzanie wsadowe, ale co prawda pozwala zrobić sobie herbatę, ale działa podobnie jak w Photoshopie: zaznaczamy pliki lub cały folder do przetworzenia wybieramy filtr lub preset i miejsce docelowe. Dobre dla identycznych zdjęć albo wstępnego zadania jakichś uniwersalnych ustawień. W praktyce jednak każde zdjęcie wymaga delikatnie innych ustawień i korekt jak choćby kontroli prześwietleń i niedoświetleń czy temperatury.

Porównanie wersji na Maka i Windowsa

Luminar dla Windowsa mocno jeszcze cierpi na „chorobę wieku dziecięcego”. Co prawda twórcy obiecują, że niedługo wszystko będzie grało i buczało, na chwilę obecną program jest raczej mało przyjazny:

  • Wiesza się przy każdym zamknięciu programu (do przeżycia) i często przy próbie zmiany kolejności warstw z filtrami (nie do zaakceptowania).
  • Brak możliwości otwierania wielu plików i przetwarzania wsadowego.
  • Nie otwiera się na pełnym ekranie. Uruchamia się zawsze w oknie i trzeba kliknąć przycisk maksymalizacji.
  • Mimo dużo szybszego PC z Windowsem, działa nieco wolniej niż na MacBooku.
  • Kuleje obsługa tekstur w presetach - program nie może ich znaleźć i za każdym razem trzeba je doczytywać ręcznie.
  • Ograniczone możliwości maskowania, brak stempli i kilku innych drobiazgów.
  • Nie są dostępne pluginy Nik Collection.
  • Teoretycznie program można połączyć z Photoshopem, ale mimo dostępności na liście filtrów, nie da się go uruchomić.
  • Ilość formatów zapisu ograniczona jest do JPG, PNG i TIFF (na Maku jest jeszcze GIF, JPG-2000, PSD i PDF).

luminar window

Czy warto?

Na chwilę obecną sam nie jestem pewien, czy to był dobry zakup. Mam nadzieję, że kolejne aktualizacje rozwieją moje wątpliwości. Czekam zwłaszcza na dopracowanie wersji pod Windowsa.

W moim przypadku duży wpływ decyzję miał fujikowy RAF, którego nie rusza mój CS6. Pewnie nie doszłoby do tego, gdybym używał pakietu CC. I to jest niezaprzeczalny plus Luminara - płacisz za program raz.

Dla mnie największą wadą (poza wątpliwą szybkością działania) jest marna obsługa wielu edycji plików. Niedługo ma się jednak ukazać uaktualnienie zawierające narzędzia do katalogowania zdjęć. Może przy okazji także i to będzie działać w wygodniejszy sposób.

Jeśli jednak Cię nie zniechęciłem, to Luminara 2018 możesz pobrać ze strony Skylum.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na