Dzisiaj jest poniedziałek, 11 listopada 2019
Sklep z koszulkamiJak wycenić własną pracę?Od blogera do millionera
Jak zacząłem animować stworki na filmach

Jak zacząłem animować stworki na filmach

poniedziałek, 2019-05-27647moje projekty, na luzie, Blender

Łączenie technik filmowych kręciło mnie od obejrzenia „Akademii Pana Kleksa” i znanej chyba wszystkim piosenki o dziku. Później podobne uczucia wzbudził we mnie film „Kto wrobił Królika Rogera” i ostatecznie „Kosmiczny Mecz”. Do teraz pozostawało to wyłącznie w sferze fantazji...

Nigdy nie myślałem poważnie o tym, że sam będę animował

Było to na tyle nierealne, że nawet nie próbowałem nic robić w tym kierunku. Przez jakiś czas po prostu rysowałem różne stworki na zdjęciach, ale moje niewielkie umiejętności rysownicze sprawiły, że szybko tego zaniechałem.

Kilka obrazków znajdziecie we wpisie Skąd nadeszły robale

Jednak myśl o robieniu animacji wracała do mnie od czasu do czasu, a kilka lat temu była na tyle silna, że nawet zacząłem szukać programu, który by mi to umożliwił. Oczywiście darmowego, bo to miała być tylko zabawa.

Przegrzebałem cały internet (dwukrotnie) w poszukiwaniu czegoś prostego, bo nie potrzebowałem setek zaawansowanych bajerów, które amatorowi wcale nie są potrzebne. Niby miałem Flasha z pakietu CS6 (podobno filmy o kocie Simona w nim powstawały), ale on też miał swoje fochy. Przede wszystkim nie umożliwiał osadzania w tle filmów, tylko od razu tworzył kontrolkę odtwarzacza, czego nie potrzebowałem. Nigdy nie udało mi się znaleźć na to rozwiązania.

Tymczasem ukazał się mój ulubiony Blender w wersji 2.73, który umożliwiał rysowanie poklatkowe narzędziem Grease Pencil. Była to nowość, w dodatku bardzo prymitywna, ale miałem nadzieję, że z czasem się rozwinie.

Świetne animacje Hombre McSteeza

Już nie pamiętam, jak na niego trafiłem, ale jego prace mnie powaliły, bo robił dokładnie to, co mi się marzyło i nawet jego postacie były w moim stylu. W dodatku zaimponował mi klasyczną, bardzo pracochłonną techniką rysowania na folii i zdjęć poklatkowych.

 Zobacz kanał Hombre McSteeza na YouTube

Zastanawiałem się, jak to ugryźć osobiście, ale przez kolejne lata jakoś nie mogłem się zebrać. Dużo innych spraw na głowie i takie tam… W końcu jednak w kwietniu tego roku (a więc całkiem niedawno) znowu mnie to dopadło, tym razem skutecznie.

Znowu zacząłem szukać odpowiedniego programu i znowu skończyło się na Blenderze. Akurat mocno zajmowałem się jego najnowsza wersją, która wciąż jest w fazie beta. Nie mam doświadczenia w animacji, pisaniu scenariuszy, więc po prostu nakręciłem szybko kilka krótkich filmików i zacząłem rysować. Narzędzi też jeszcze nie znałem, więc eksperymentowałem, popełniałem wszystkie możliwe błędy i wypuszczałem potworek za potworkiem.

Mam jednak problem z Hombre McSteezem, bo wydaje mi się, że moje stworki i same animacje są zbyt podobne do jego twórczości. Tym bardziej, że on też odszedł od swojego „foliowego” stylu i rysuje już bezpośrednio w komputerze. Kreskę też mamy dosyć podobną i nie bardzo wiem, co z tym fantem zrobić.

Moja pierwsza animacja

Popełniłem ją 15 kwietnia, więc całkiem niedawno. Tragedia, prawda? Rysowałem to pół dnia, potem poprawiałem, potem kilka razy renderowałem do końcowego pliku i nie mogłem uzyskać efektu, na jakim mi zależało. W końcu zostawiłem to w takiej formie, jak jest i zabrałem się za kolejne animacje. Akurat nie miałem zleceń, więc był czas na naukę.

Podobno z kreatywnością jest tak, że im więcej coś robisz, tym więcej masz pomysłów. I ja się z tym zgadzam. Dwie pierwsze animacje robiłem trochę na siłę i bez pomysłu. Musiałem jako-tako opanować warsztat. Potem wszystko ruszyło lawinowo, pojawiły się setki pomysłów, Obecnie mam zanotowane dużo więcej koncepcji niż jestem w stanie zrealizować.

W ciągu miesiąca zrobiłem 19 animacji

Są to kilkusekundowe scenki, w których pojawiają się moje stworki i zazwyczaj gdzieś idą albo pełzają. Kamieniem milowym był filmik z bananem, który w zasadzie też tylko szedł, ale za to był bardzo „na czasie”. Zebrał dużo polubień i jeszcze więcej obejrzeń. Był też pierwszym kolorowym bohaterem moich filmików.

Po zaledwie dwóch tygodniach zostałem dostrzeżony i poproszony na zrobienie krótkiej animacji dla biblioteki. Nie było to zlecenie komercyjne, zresztą nie czułem się jeszcze na siłach. Potraktowałem to jako kolejne ćwiczenie i możliwość zareklamowania siebie, bo film dotarł naprawdę daleko.

Jak robię animacje?

Kilka długich dni spędziłem z zeszytem, w którym narysowałem kilkadziesiąt różnych postaci. To taka moja baza bohaterów, których już nie muszę wymyślać, tylko przerysować do komputera. Co jakiś czas wymyślę coś nowego, ale to raczej ewolucja tych gości, których już mam.

Nie robię scenariusza. Wyjątkiem był filmik dla biblioteki. Mam ogólny zamysł, ale to raczej takie luźne myśli niż coś konkretnego. Co jakiś czas wychodzę do miasta i kręcę kilkanaście ujęć, które stanowią tło dla animacji. Bardzo często pierwotny pomysł mocno ewoluuje albo zmienia się w coś całkiem innego.

Obecnie aparatem kręcę więcej filmów niż fotografuję, dysk zapycham fragmentami nagrań, a tablet już całkiem przyrósł do biurka, chociaż wcześniej leżał schowany w szafie.

W Blenderze przygotowałem sobie szablon do robienia animacji: odpowiednie pola robocze, ustawienia, stół montażowy itp. Pozostaje tylko wciągnięcie oryginalnego filmu, poprawienie kilku ustawień (zawsze przełączają się na standardowe) i można rysować.

Większość animacji wychodzi bezpośrednio z Blendera. W kilku przypadkach nie byłem w stanie tego ogarnąć, więc wyeksportowałem zestaw grafik PNG i zmontowałem je w HitFilmie. Swoją drogą jakoś tak o tej porze roku pojawiała się nowa wersja.

Rozwijam się czy nie?

Nie kończyłem żadnych szkół artystycznych, do wszystkiego dochodzę sam metodą prób i błędów (częściej jednak błędów), dlatego tak wolno idzie mi rozwój. To też jeden z powodów, dla których zmieniam koncepcję w trakcie rysowania - po prostu nie wychodzi mi to, co chciałem, więc rysuję to, co umiem.

Narzędzia Blendera też poznaję na bieżąco i każdy kolejny filmik to eksperymenty. Zmieniam ustawienia, dopracowuję swoje pędzle, ustalam jakieś spójne zasady, których staram się trzymać w kolejnych animacjach. Generalnie szukam swojej niszy i charakterystycznego stylu, żeby jakoś odróżnić się od Hombre McSteeza. Zresztą sam Blender też cały czas się zmienia i z każdym kolejnym buildem (codziennie pojawiają się nowe) dochodzi coś nowego.

Wszystkie filmiki wrzucam na serwisy społecznościowe (chociaż może część powinienem sobie darować). Wydaje mi się, że idę w dobrym kierunku, bo mam już nawet kilku hejterów. Poprzednim razem, jak mi shejtowano rendering łazienki i biurka, to znalazłem klienta, z którym współpracuję do dzisiaj. Może i tu coś się wykluje?

Na chwilę obecną mam już ponad 20 animacji i wciąż robię kolejne. Ciekawe, czy szybciej mi się to znudzi i odpuszczę, czy może okaże się to moim życiowym celem?

Kompilacje moich najlepszych animacji

Zobacz miejsca, gdzie udostępniam filmiki:
Facebook
Instagram
Twitter
YouTube

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na