Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

036 - Jak stąd wyjść?

wtorek, 2015-12-15563

Podczas lądowania na lotnisku Szeremietiewo siedziałem w fotelu drugiego pilota, obok Adama. Miałem na sobie jego zapasowy mundur, który prawie pasował. Pilnowałem się, żeby nie dotknąć żadnego przyrządu. Żałowałem, że tak szybko zaopiekowałem się butelką martwiąc się na zapas, musiałem pilnować też żołądka. A wiecie jak to jest przy lądowaniu, przy wytracaniu prędkości i wysokość odczuwa się coś w rodzaju nieważkości, przynajmniej częściowej. Uczucie fajne, ale raczej na trzeźwo.

No i widoki. Trochę jak z diabelskiego młyna, ale wielokrotnie wyższego. Schodziliśmy z przeszło dwóch kilometrów. Szkoda, że aparat zostawiłem w domu. Nie wiadomo, kiedy trafi się druga taka okazja. I czy w ogóle.

Po wylądowaniu Tomasz zabrał nasze walizki i poszedł na odprawę. My w tym czasie dotoczyliśmy się na coś w rodzaju parkingu dla samolotów. Potem przeszliśmy do innego budynku - dla pilotów i obsługi. Ja miałem tylko podręczny plecak i pożyczone ubranie.

Bycie pilotem ma tę zaletę, że kontrola jest ograniczona do minimum, w przypadku tych, którzy nie opuszczają lotniska, wręcz symboliczna. Adam po zameldowaniu się zamierzał wracać do Polski. W międzyczasie ja miałem się ulotnić. Od Tomasza zależało, czy skutecznie.

W toalecie przebrałem się z munduru w ortalionowe dresy (również pożyczone), jakie w większości nosiła obsługa techniczna. Taka rosyjska moda. Gdybym nie golił się kilka dni, wyglądałbym jak zwykły, lokalny cieć. Problemem był brak identyfikatora z chipem, który dawałbym mi więcej swobody a przede wszystkim możliwość wyjścia. Zwędzenie takiego nie wchodziło w grę i wciąż byłem uwięziony po niewłaściwej stronie lotniska.

- Tu cię zostawię - powiedział Adam wychodząc z toalety. - Muszę iść się zameldować.

- Nie będziesz miał problemów w związku z zagubieniem drugiego pilota?

- Jakiego drugiego? Przecież jestem tylko ja. Tutaj jest na szczęście tak duży ruch, że nie ma szans, żeby ktoś skojarzył, że przez chwilę było nas dwóch. Czekaj na znak od Tomasza.

Zamknąłem się w kabinie i położyłem telefon na kolanach. Średnio mi się to podobało. Podobno z Rosjanami lepiej nie zadzierać. A to, co robiliśmy nie było niestety filmem o Jamesie Bondzie, tylko cholernie ryzykowną „zabawą”, która mogła nie skończyć się dobrze. Byłem na to zbyt uczciwy i najmniejsza wpadka mogła skończyć się katastrofą. A posiadanie rodziny zmniejszała zapotrzebowanie na zbędne ryzyko. O ile sam brak wizy mógłby skończyć się tylko deportacją i grzywną o tyle teraz... Cholera, w co ja się dałem wpakować?

Siedziałem na kiblu, gapiłem się w telefon i bezgłośnie powtarzałem „dzwoń, dzwoń”. W ciągu godziny pojawiło się kilka osób, na szczęście nikt się nie zainteresował zamkniętą od dłuższego czasu kabiną. Ile to jeszcze może potrwać? Przecież wieczorem ktoś przyjdzie posprzątać i wtedy wszystko się posypie. A ja nawet rosyjskiego dobrze nie znałem.

- Andriej? Andriej - usłyszałem w pewnej chwili ciche nawoływanie. Nie słyszałem, żeby ktoś wchodził do toalety. - Wy nachodities sdies?

Wstrzymałem oddech i udałem, że mnie nie ma. Może chodziło o kogoś innego? A nawet jeśli, to skąd mogłem wiedzieć, że...

- Tomas mienia posłał. My dołżny spieszic.

Uchyliłem drzwi i zobaczyłem stojącego przy umywalkach gościa w moim wieku. Też miał na sobie dresy, ale u paska wisiał mu identyfikator. On też mnie zauważył i uśmiechnął się.

- Ja Maksim. Dawajtie.

Przywitaliśmy się i poszedłem za nim. Szybkim, pewnym krokiem, bez rozglądania się. Maksym coś do mnie mówił a ja udawałem, że wszystko rozumiem. Nawet nie wiem, czy było to coś konkretnego, czy po prostu mieliśmy wyglądać na zajętych rozmową. Doszliśmy do drzwi otwieranych zamkiem szyfrowym. Maksym przesunął kartę przez czytnik i wstukał kod, po czym otworzył drzwi i rozejrzał się. Przywołał mnie ręką i...

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na