Dzisiaj jest wtorek, 07 lutego 2023
Andy Design Studio Graficzne w LubliniePodstawowe skróty BlenderaAndigo
Jak spędziłem święta we Lwowie

Jak spędziłem święta we Lwowie

poniedziałek, 2020-01-131870Fotografia, Na luzie

Większości z nas święta kojarzą się raczej z przygotowaniami do nich: sprzątaniem, gotowaniem, myciem okien i tradycyjną „awanturą o nic”. Nienawidziłem tego, bo człowiek zamiast odpocząć, to się tylko stresował. W tym roku skorzystałem z okazji, żeby święta spędzić całkiem inaczej.

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
« 12345 »

Środa

Spałem prawie do dziesiątej, ale pewnie dlatego, że byłem jedną noc do tyłu. Przed wyjściem przegryzłem jakieś ciastka, ale konkretne śniadanie zjadłem dopiero w Forum Lviv. To klasyczna galeria handlowa, wielkością zbliżona do lubelskiej Plazy. Sklepy podobne, nawet ich położenie analogiczne - na dole delikatesy, potem ubrania i elektronika. Na górze kino i restauracje, gdzie kupiłem naleśniki ze szpinakiem i pyszną lwowską kawę.

Dzień był pochmurny, ale na szczęście nie padało. Zaliczyłem park Iwana Franka, który na Google Maps jest nazwany parkiem Kościuszki. Myślałem, że może ma dwie nazwy, jedną dla Ukraińców, drugą dla Polaków, ale na miejscu nigdzie nie znalazłem jakiejkolwiek informacji o Kościuszce.

Na wzgórzu lwowskiej Cytadeli znajduje się hotel. Myślałem, że mnie nie wpuszczą (jeden gość zobaczył zamkniętą furtkę i się wycofał), ale wystarczyło zadzwonić, żeby wejść. Rundka wokół Cytadeli zajmuje kilka minut. Można popatrzeć na rynek, ale w zasadzie poza wieżą ratuszową, niewiele widać.

Następnym punktem programu była druga popularna we Lwowie galeria handlowa - Roksolana na Placu Sobornym. Bardzo przypomina PRL-owskie domy towarowe w przebudowanych kamienicach, bo tak właśnie jest zrobiona Roksolana. Ale pozory mylą. Sklep papierniczo-artystyczny powalił mnie swoja wielkością i asortymentem, brakuje mi takiego w Lublinie. Do restauracji Partyfon można wjechać tylko windą. Podobno jest z niej świetny widok na stare miasto. Byłem chyba za wcześnie, bo mnie nie wpuszczono, zresztą w środku było pusto.

W Ratuszu za 40 hrywien można wdrapać się na wieżę, skąd rozpościera się widok na cały rynek i okolice. To najwyższy punkt widokowy tutaj, chyba nawet wyższy od lubelskiej Wieży Trynitarskiej, w każdym razie wchodzi się dłużej. Zrobiłem rundkę dookoła tarasu widokowego uwieczniając wszystko na zdjęciach, a gdy uderzył dzwon, to omal nie wypadłem. Powinni tego zabronić. W każdym razie widoki super, znalazłem nawet trabanta. Ty też znajdziesz na jednym ze zdjęć, jeśli dobrze poszukasz :)

Lwów - widok z wieży ratuszowej Lwów - widok z wieży ratuszowej Lwów - widok z wieży ratuszowej Lwów - widok z wieży ratuszowej Lwów - widok z wieży ratuszowej Lwów - widok z wieży ratuszowej

Restauracja Atlas to też popularny punkt programu dla turystów z Polski. Głównie dlatego, że jest tu wiele naszych akcentów np. bogaty zbiór karykatur polskich artystów. Ceny co prawda wyższe niż w innych lokalach, ale zaporowe tylko dla lokalsów. Na poziomie naszych normalnych restauracji, chociaż kuchnia jest tu z wyższej półki. Dania raczej dla tych, którzy preferują wygląd a nie ilość. Nawet nie wiedziałem, że można tak przyrządzić kurczaka, żeby skrzypiał w zębach podczas gryzienia. Z lwowskim porterem wszedł idealnie.

Teatr Piwa Prawda to nie tylko pub z piwem kraftowym, ale też restauracja i sklep ze wszystkim, co związane z piwem. Usiąść można na jednym z 4 poziomów (na górze oczywiście najlepiej), ale do wyboru jest bardzo niewiele piw i nie powalają smakiem. Prawdę mówiąc lwowski porter był lepszy. Generalnie lokal wydaje się być mocno przereklamowany. Punkt programu zaliczyłem, ale niekoniecznie mam ochotę tam wracać.

Lwów - Teatr piwa Prawda Lwów - Teatr piwa Prawda Lwów - Teatr piwa Prawda

Ostatnim miejscem, które tego dnia odwiedziłem był Craft&Kumpel Beer Atelier. Tu też jest kilka pięter, ale tym razem zszedłem do piwnicy, gdzie załapałem się na ostatni wolny stolik. Tu wybór piw jest większy, ale zdecydowałem się na firmowy degustacyjny zestaw 6 piw Grupy Kumpel i do tego paluszki z kurczaka. Piwa nie najgorsze, ale też nie powaliły. Prawdę mówiąc trochę się zawiodłem na lwowkich kraftach, bo nie umywają się do naszych. Ale klimat w lokalu jest. Jeśli będę jeszcze raz we Lwowie, to Craft&Kumpel na pewno zaliczę.

Lwów - Craft&Kumpel Lwów - Craft&Kumpel

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
Następna strona »
« 12345 »
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na