Dzisiaj jest wtorek, 27 października 2020
DLACZEGO logo musi być wektorowe?JAK robić zaawansowane posty na Facebook?Pobierz Alib CyMeS 7.0 za friko
Jak spędziłem święta we Lwowie

Jak spędziłem święta we Lwowie

poniedziałek, 2020-01-13724fotografia, recenzje, na luzie, Podróże

Większości z nas święta kojarzą się raczej z przygotowaniami do nich: sprzątaniem, gotowaniem, myciem okien i tradycyjną „awanturą o nic”. Nienawidziłem tego, bo człowiek zamiast odpocząć, to się tylko stresował. W tym roku skorzystałem z okazji, żeby święta spędzić całkiem inaczej.

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
12345 »

Dlaczego Lwów?

Boże Narodzenie to święta mocno rodzinne, a mi jakiś czas temu życie tak się zagmatwało, że zostałem sam. I to dosłownie. Miałem więc do wyboru albo czytanie książki albo oglądanie kolejnych filmów. Czyli nuda i samotność. Doskonałe powody, żeby wpaść w alkoholizm albo depresję. Dlaczego więc nie wyjechać, skoro nic mnie na miejscu nie trzyma?

Lwów wybrałem z kilku powodów. Po pierwsze nigdy tam nie byłem, a słyszałem, że warto. Po drugie nie jest daleko i finansowo wychodzi całkiem korzystnie (poza kilkoma wyjątkami Ukraina jest bardzo tania). Po trzecie prawosławne Boże Narodzenie obchodzi się 6 stycznia, więc tam byłby okres przedświąteczny. No i, co jest równie ważne, w Lwowie podobno zima jest zazwyczaj bardziej „zimowa”.

Poniedziałek

Żeby nie tracić kasy na zbędny nocleg, wybrałem nocny transport. Można się przekimać po drodze i lwowski dzień zacząć od razu bardzo intensywnie. Ze względów finansowych wybrałem autobus i to był błąd. Niemiecka firma, w której kupiłem bilety nie jest przewoźnikiem, tylko pośrednikiem, więc zamiast własnej floty autobusów (liczyłem na niemiecką jakość) po prostu wsadziła mnie do starego ukraińskiego autobusu, który ledwo trzymał się kupy. W dodatku jechał ze Świnoujścia gdzieś na drugi koniec Ukrainy i Lublin był tylko jednym z przystanków. Mogłem więc zapomnieć o swobodnym wyborze miejsca. I tak dobrze, że nie dostałem stojącego.

Cały wieczór padał deszcz i wilgotną kurtkę trzymałem na kolanach, bo nie było mowy o powieszeniu jej gdziekolwiek, jak też o rozłożeniu fotela (za mną siedziało dwóch większych gości). Mój stary kręgosłup dał o sobie znać już niecałe pół godziny po wyjeździe i gdybym nie był ateistą, modliłbym się o to, żeby móc rano wstać o własnych siłach.

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
Następna strona »
12345 »
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na