Dzisiaj jest środa, 30 września 2020
Ustawienia renderowania w BlenderzeOd blogera do millioneraStwórz sobie własną chmurę tagów
Jak nie zostałem zawodowym programistą

Jak nie zostałem zawodowym programistą

poniedziałek, 2017-05-222583software, na luzie

Chociaż znacie mnie głównie jako grafika, to zająłem się tym trochę przez przypadek. Moim dziecięcym marzeniem już od podstawówki było zostać programistą. Czy mi się to udało?

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
1234 »

Ręce pochodzą z banku zdjęć Fotolia

Jeśli nie masz ochoty czytać, to od razu sobie odpuść zamiast pisać tl;dr, bo obiecuję, że będzie długo (to drugi pod względem długości tekst na blogu) :)

Pierwszy komputer

Pamiętam jak dziś, gdy w 1985 roku odwiedziłem z rodzicami znajomych i tam pierwszy raz widziałem na własne oczy komputer. To było 8-bitowe Atari 65XE a ja chodziłem wtedy do 3 klasy podstawówki. Urządzenie kosztowało krocie i jako towar luksusowy dostępne było tylko w Pewexach. Podłączało się to do telewizora a programy wczytywało z kaset. Stacje dysków były wielokrotnie droższe od samego komputera.

Swoją drogą niedawno rozmawiałem z Leszkiem, który jest fanem takich staroci i powiedział, że ta dysproporcja wciąż się utrzymuje, chociaż ceny są oczywiście bardziej przystępne.

Preliminary Monty, Swat PatrolNinja pamiętam do dziś, ale przełomem w moim życiu było, gdy kolega uruchomił BASIC i pokazał mi, jak narysować kilka kresek i zmienić kolor tła. To było piękne i już wtedy wiedziałem, że w przyszłości będę programować komputery.

Michał już po kilku odwiedzinach chyba mnie znielubił, bo komputer był albo „w naprawie” albo „pożyczony” albo cokolwiek-innego.

Na swój własny przyszło mi czekać jeszcze jakieś sześć lat. W międzyczasie z poznanych tu i ówdzie komend BASIC-a zapisałem kilka zeszytów losowo „wygenerowanymi” poleceniami i parametrami. Wydawało mi się, że tak właśnie pisze się oprogramowanie.

Gdy w Sondzie pojawiały się tematy związane z komputerami, to niemal dostawałem orgazmu, chociaż wtedy nie znałem tego pojęcia. Siłą nie można mnie było odciągnąć od telewizora. Byłem jednym z nielicznych dzieciaków, którego takie rzeczy kręciły bardziej niż samochody. Zresztą do dziś nie mam nawet prawa jazdy.

Atari 65 XE

Atari pochodzi z banku zdjęć Fotolia

Wybór szkół był oczywisty

Przynajmniej dla mojej rodzicielki. Stwierdziła, że skoro chcę programować, to komputery powinienem poznać od podstaw, czyli elektroniki. W ten oto sposób trafiłem to Technikum Łączności przy Zespole Szkół Elektronicznych w Lublinie. Dosyć szybko zorientowałem się, elektronika w najmniejszym stopniu mnie nie kręci i tak naprawdę nie muszę jej znać, żeby zajmować się programowaniem. Ale tu już lenistwo i wygoda wzięły górę, nie chciało mi się już przenosić.

Nigdy już się nie dowiem, czy ta decyzja była słuszna. Gdybym poszedł do liceum o profilu mat-fiz, miałbym co najmniej 2 lata informatyki. W technikum miałem tylko rok i była to wyłącznie obsługa komputera, DOS-a i kilku podstawowych programów użytkowych np. edytora tekstów TAG. Swoją drogą ciekawe narzędzie dla pisarzy, bo pozwalał w jednym dokumencie trzymać różne teksty podzielone na rozdziały i podrozdziały.

Kontynuując lenistwo i wygodę wylądowałem na Politechnice Lubelskiej na wydziale Elektrycznym, bo egzamin wstępny był połączony z maturą i już podczas rozdawania świadectw wiedziałem, że mam 3 miesiące wakacji. Razem ze mną przeszła tam zresztą ponad połowa klasy.

Tu jednak informatyki był tylko semestr (obsługa Windowsa i Worda), który dla mnie i tak skończył się po dwóch tygodniach. Załatwiłem sobie szybkie zaliczenie zajęć i nie było sensu, żebym zajmował miejsce. Wtedy na jeden komputer przypadały 2-3 osoby i było dosyć ciasno.

W międzyczasie zrealizowałem z Sebastianem ciekawy projekt na elektrotechnikę (jeszcze o tym napiszę) i tak się skończyła moja nauka informatyki.

Ten wpis ma więcej niż jedną stronę:
Następna strona »
1234 »
Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na