
Czy jest ktoś, kto nie zna Blade Runnera i przedstawionej tam historii miłosnej? Jeśli tak, to przed przeczytaniem wpisu obejrzyjcie film.
Lubię Łowcę Androidów i inne filmy oparte na twórczości Philipa K. Dicka. Moi znajomi również. A że tematem konkursowym była historia miłosna, to pomysł na realizację był raczej oczywisty. Pierwsza wersja scenariusza również. Musiałem się jednak dostosować do ograniczeń moich, sprzętowych i lokalizacyjnych. Tak więc ostateczna z pierwszą wspólną miała tylko tematykę.
Do filmu znowu zatrudniłem Franciszka (wystąpił już w Starym Kinie) i jego dziewczynę. Marija występuje w amatorskim teatrze, gdzie ja zajmuję się stroną techniczną i bardzo lubi grać. Nic dziwnego, że na film nakręciła się najbardziej z nas wszystkich. I przygotowała też najlepiej. Swoją kreacją połączyła dwie bohaterki filmu. Kto oglądał, ten odgadnie bez trudu.
Odwiedziłem Franciszka i Mariję z butelką wina, aparatem, statywem, scenariuszem, scenorysem i duszą na ramieniu. To już nie miała być zabawa tylko poważny film. A przynajmniej chciałem podejść do tego profesjonalnie, co nie było łatwe, bo to dopiero mój trzeci film z „aktorami”. Kurcze, byłoby łatwiej, gdybym ukończył jakąś tematyczną szkołę, kurs, czy cokolwiek.
Na szczęście Marija udźwignęła temat i to ona cały czas przypominała, żebym robił duble, bo ja ciągle o tym zapominam. Za bardzo jestem spięty pilnowaniem scenariusza, światła, kamery, aktorów itp. Już wiem, po co tyle ludzi w poważnych produkcjach. Samemu czasami trudno ogarnąć. Zwłaszcza, gdy dopiero wchodzi w temat i uczy wszystkiego z tutoriali :)
Eksperymentalnie mocno przestawiłem balans bieli już w aparacie, bo kręciłem moim Fujifilm X-Pro2 z obiektywem 35mm (taki wymóg konkursowy, żeby wszystko zrobić sprzętem od Fuji, a mam tylko taki zestaw). Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo potem w postprodukcji już niewiele musiałem robić, głównie wyrównywałem ekspozycję ujęć.
Całość nakręciliśmy w około godzinę, a więc dłużej niż Stare Kino. To pewnie przez te duble. Dużo więcej czasu zajął mi montaż. Nie mówiąc już o muzyce, którą chciałem zrobić niemal identycznie jak w Blade Runnerze, ale żeby jednak była moja. Nad tym 2-minutowym kawałkiem siedziałem ponad tydzień. Ale się udało :)
Z każdym kolejnym filmem coraz bardziej. Bo za każdym razem poznaję kolejne funkcje i możliwości. A po roku pracy i tak jeszcze połowy nie znam. W przypadku samej korekcji i gradingu kolorów zadziałała u mnie krzywa Kugera-Duninga. Początkowo wydawało mi się to banalnie proste i dziwiłem się, że „zawodowcy” tak bardzo to komplikują. Potem okazało się, że gówno wiem i jeszcze mniej umiem. Dopiero teraz jako-tako ogarniam temat i czasami udaje mi się zrobić coś fajnego.
Za to ciekawe są narzędzie do selektywnego zaznaczania koloru, które przydadzą mi się w następnym filmie. Swoją drogą dziwne, że wielu z tych narzędzi nie ma w Photoshopie, który przecież z samego założenia służy do poprawy zdjęć.
Zwłaszcza tym, którzy znają Blade Runnera. Ci, którzy go nie znają, podeszli do historii miłosnej raczej sceptycznie. Nie zrozumieli przesłania. Film oczywiście został wyróżniony w comiesięcznym konkursie z takim komentarzem:





