Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

025 - Głupio odmówić

poniedziałek, 2015-10-26515

Zdarzyło wam się kiedyś, że mieliście totalną dziurę w pamięci? Do tego stopnia, że nawet próby skojarzeniowe kończyły się fiaskiem? Głupio przyznać, ale mi kilka razy tak. Nie wiem, czy to kwestia jakiegoś przeciążenia umysłu, ale zazwyczaj miało to miejsce w okresach intensywnej pracy albo zbyt wielu wydarzeń, w których brałem udział. Wysnułem nawet teorię, że umysł po prostu nie ma czasu na przepisanie pamięci ulotnej do stałej, bo zawsze po jakimś czasie miewam wrażenie nierealności sytuacji i w końcu ją zapominam. W każdym razie miałem nadzieję, że nie jest to objaw wczesnego alzheimera.

Kiedyś na przykład spotkałem człowieka, który utrzymywał, że się kilka razy spotkaliśmy i nawet robiłem dla niego jakieś zlecenie. A ja za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć ani jego ani sytuacji. No po prostu biała plama.
Teraz było podobnie. Co prawda gdzieś mi światło jakieś zaproszenie, ale nie było to nic konkretnego. Czy w ogóle rozmawialiśmy na ten temat? Jeśli tak, to pewnie jakoś się wykręciłem. Drugi koniec Polski, brak czasu, te sprawy. Ale to było chyba zanim poznałem Tomasza. Pomyśleć, jak wszystko zmieniło się w ciągu miesiąca.

Ciekawe, ile będę pamiętał z tego, czego doświadczam teraz. W końcu też dzieje się dużo i intensywnie. Czy moje zapiski pomogą w odświeżeniu pamięci, czy za rok będę to czytał jak świetną beletrystykę a nie coś, w czym rzeczywiście brałem udział?

Ale z tym ślubem to mi Klaudia dała do myślenia. Dobrze, że stałem obok ławki, to z wrażenia usiadłem na niej a nie na chodniku.

- Halo, brat! Jesteś tam?

- Tak, jestem. Coś mi umknęło. Bo wiesz, jestem teraz w Koninie i pomyślałem, że... No nieważne... Głupio wyszło.

- Hej, no to wpadnij do nas, jestem teraz u rodziców. Pamiętasz adres?

- Tylko blok, przypomnij mi numerki.

Chwilę potem szedłem już podziemnym przejściem na drugą stronę torów. Po drodze jeszcze zahaczyłem o sklep, bo głupio było wpadać z pustymi rękami. I to jeszcze tak nie w czasie.

Przez ostatnie kilka lat widzieliśmy się zaledwie raz a wcześniej była prawie dwudziestoletnia przerwa. Klaudię wciąż najlepiej pamiętałem jako pięcioletnią dziewczynkę, którą straszyłem Adolfem z Akademii Pana Kleksa (ciekawe, że w książce był Alojzy). Teraz zrobiła się z niej niezła laska (z Klaudii, nie Akademii), chociaż jak na mój gust trochę za chuda. Ale jej narzeczonemu chyba to nie przeszkadzało.

Wyściskaliśmy się wszyscy rodzinnie, poznałem Mata, wujo wyciągnął wino, ja zrobiłem to samo, ciocia przygotowała zakąski. Dowiedziałem się, przygotowania do ślubu były praktycznie ukończone, ale Klaudia, jak to panna młoda, biegała z pokoju do pokoju i cały czas coś sprawdzała i szukała niedopatrzeń. Nosiło ją strasznie, ale co się dziwić? Własnego ślubu nie bierze się codziennie a kobiety mają na tym punkcie totalnego fioła. Wszyscy byli zresztą bardzo podekscytowani, nawet Mat, chociaż siedział z nami i z pobłażaniem patrzył na przyszłą żonę.

- Oczywiście będziesz na ślubie i weselu, skoro jesteś w Koninie?

- Ślub jak najbardziej, ale wesele... Wiecie, trochę głupio. Nie wiem, czy powinienem. W końcu się nie deklarowałem. Nie jestem w ogóle przygotowany. I wy pewnie też. Ostatnio żyję trochę na wariackich papierach - streściłem im ostatnie dni wywołując efekt ogromnych oczu i osuszenie obu butelek. Wujo wyciągnął wódkę, ale wszyscy odmówiliśmy. Tradycja tradycją, ale bądźmy rozsądni. Nie wyszłoby to nikomu na dobre. Poprzestaliśmy na herbacie.

Nie dawali jednak za wygraną w sprawie wesela, głupio więc było się dalej upierać. Za to kategorycznie odmówiłem nocowania. Mieszkanie było zbyt małe i wszyscy czulibyśmy się niekomfortowo. A wieczorem chciałem jeszcze przeprowadzić jedną ważną rozmowę.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na