Dzisiaj jest poniedziałek, 27 września 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

048 - Gdzie jest Tomasz?

czwartek, 2016-05-26505

Początkowo szliśmy po omacku, ale wzorem innych ludzi włączyliśmy latarki w telefonach, więc nie było tak tragicznie. Poruszaliśmy się powoli, ja z wiadomego powodu nie mogłem przyspieszyć, chociaż na szczęście ból już przechodził. Błogosławione stoliki, które są przymocowane do podłogi albowiem nigdy nie wiadomo, kiedy uratują nam życie.

Na korytarzu było prawie pusto. Nikt nie kręcił się bez potrzeby, niektórzy co najwyżej wystawiali głowy ze swoich przedziałów. Nie było tu już tak jak wcześniej w wagonie restauracyjnym.

Dotarliśmy do przedziału Niny, w którym byli już chyba wszyscy pozostali współprasażerowie. Dziewczyna nie chciała puścić mojej ręki, drżała na całym ciele.

- Ja pajdu s taboj - powiedziała cichym głosem widząc, że chcę iść dalej.

- Niet - uciąłem krótko. - Żdi mienia. Ja wiernus.

Najłagodniej jak tylko umiałem, uwolniłem rękę z jej uścisku, następnie pocałowałem w policzek, zamknąłem przedział i ruszyłem w dalszą drogę. Może to okrutne z mojej strony, ale chciałem być przez chwilę sam, zresztą nie wiadomo, co robił Tomasz. Musiałem też zamienić z nim kilka słów bez świadków.

Im bardziej oddalałem się od restauracyjnego tym luźniej było na korytarzu. W naszym wagonie przede mną szła tylko jedna osoba, za mną już nikt.

Zapukałem do przedziału, w zaistniałych okolicznościach wolałem nie ryzykować ciosu w głowę wchodząc na bezczelnego. Odpowiedziała mi jednak cisza. Czyżby Tomasz spał? Czy to możliwe, żeby nie zareagował na takie gwałtowne hamowanie. Nie wyglądał na pijanego, kiedy odchodził od stolika. Zapukałem ponownie, ale z podobnym skutkiem.

Nacisnąłem ostrożnie klamkę. Drzwi nie były zablokowane, jednak Tomasza nie było w przedziale, w łazience zresztą też nie. Za to, jak można się było spodziewać, wszytko co nie było przymocowane, leżało teraz na podłodze albo rozbiło się na ścianie. Komputer Tomasza też. Niestety podczas tego wszystkiego musiał być włączony, bo leżał teraz na boku z rozbitym ekranem. Pytanie, czy mój współprasażer nie zdążył go złapać, czy już wtedy nie było go w przedziale? A jeśli tak, to gdzie był? I gdzie jest teraz? Bo tutaj na pewno nie.

W myślach podziękowałem sobie, Bogu i innym siłom wyższym za moją pedantyczność i skrupulatne chowanie każdej nieużywanej rzeczy. Poza ręcznikiem i bluzą wszystko bezpiecznie leżało w schowku pod łóżkiem. Zajrzałem tam. Tu też wszystko było poprzesuwane, na szczęście walizka i pościel całkiem nieźle wszystko zamortyzowały.

Coś mi tu jednak nie pasowało. Nie umiałem dokładnie sprecyzować, co jest nie tak. Było to raczej przeczucie, intuicja. Jedna z tych, którym warto zaufać. Zaufałem więc i wyciągnąłem pudełko z bronią. Sprawdziłem magazynek, załadowałem i założyłem szelki z kaburą pod marynarkę. Poczułem się nieco pewniej, chociaż marna to pociecha. Wciąż znajdowałem się na pół legalnie w obcym pociągu, w obcym kraju, w nieznanym miejscu a na zewnątrz działy się niepokojące rzeczy. W dodatku nie było światła i jedynej osoby, której ufałem i przy której czułem się bezpiecznie.

Gdzie on do cholery jest? W normalnej sytuacji po prostu zadzwoniłbym do niego, ale teraz nie było ani zasięgu ani wifi, które pewnie wyłączyło się razem ze światłem. Straszne jest to uzależnienie od technologii. Kiedyś tego wszystkiego nie było i ludzie żyli. Teraz nie mogąc użyć telefonu czułem się nie tyle nagi, co wręcz niepełnosprawny.

Wyszedłem z przedziału zastanawiając się, gdzie rozpocząć poszukiwania. Zaglądanie do każdego przedziału nie było chyba najlepszym pomysłem. Postanowiłem wrócić do Niny, była to druga znana mi tutaj osoba. Nie spodziewałem się wiele, ale zawsze co dwie głowy (nawet przestraszone) to nie jedna.

Tymczasem pociąg szarpnął i powoli, chociaż wciąż bez światła, zaczęliśmy się toczyć.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na