Jeśli drogi czytelniku jesteś przedstawicielem tej samej branży co ja, to z pewnością nieraz znajdowałeś się w podobnej sytuacji, jak te przedstawione na poniższych filmikach. Niestety, jestem gotów się założyć, że byłeś po tej „gorszej” stronie wykonawcy a nie zleceniodawcy. Zapraszam do oglądania!
Klasyczne podejście polskich (a może nie tylko) „Januszów biznesu”. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie trafił na takiego klienta. Jakiś czas temu pisałem Jak wkurzyć grafika, teraz to samo tylko w formie filmu.
I angielska wersja powyższych historii, co dowodzi, że jednak „Janusze” są nie tylko w Polsce :)
Projektowałeś kiedyś z klientem logo, ulotkę, plakat albo stronę internetową? Kto z Was przeżył poniżej przedstawioną historię? Kiedyś po każdej takiej akcji miałem ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Teraz na szczęście mam ich mało i traktuję jako rozrywkę od codziennej rutynowej roboty :)
Niejako rozwinięcie powyższego. Niemal każdy klient choruje na „syndrom niewykorzystanego miejsca”. Logo musi być duże, każda pusta przestrzeń zapełniona treścią lub grafiką. Ale po co się męczyć? Już za 29,99 możesz nabyć odpowiedni zestaw kremów i innych specyfików...
Tym razem coś o pracy w korporacji na stanowisku eksperta. Przyznam szczerze, że to bardzo dokładnie pokazuje sytuacje, w jakich kilka razy zdarzyło mi się znaleźć. Na szczęście udawało mi się odkręcić ustalenia szefa z klientem (oczywiście poza moimi plecami, bo ja nie byłem od ustaleń tylko wykonywania czarnej roboty), ale co się nasłuchałem to moje.