Dzisiaj jest wtorek, 28 września 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

012 - Dziwka czy pedał?

czwartek, 2015-09-10657

Ideały to zaiste piękna rzecz, ale niezwykle trudno opłacić nimi rachunki, podatki i wyżywić rodzinę. Nic więc dziwnego, że mało kto lubi pracować pro-bono. Kasa jest kasa, nam też nikt niczego za friko nie daje. Niektórzy muszą siedzieć po dwanaście godzin w Biedronce, inni składają telefonów, jeszcze inni po prostu zarządzają dużą, międzynarodową firmą. Ważne, żeby hajs się zgadzał.

Ludzie mają jednak taką popieprzoną naturę, że lubią wchodzić z butami do cudzego życia i jeszcze mają czelność oceniać i pouczać. Takim dyżurnym tematem jest, co ktoś zrobił dla kasy. Im bardziej znana osoba, tym większa krytyka. Jeśli pan Zenek do marnej renty dorobi sobie usługami remontowo-budowlanymi to nie ma problemu. Ale nie daj Boże niech sławny aktor wystąpi w reklamie banku albo znany pisarz od kryminałów nagle zostanie twarzą pasty to butów (w przypadku pewnego prezydenta są to ciągniki). Zaraz podnoszą się głosy, że „dziwka, pedał, dupę sprzedał”. Ten pierwszy powinien do końca życia i na wieki wieków amen kolebotać się na scenie a drugi dziubać te swoje literki, najlepiej na starej maszynie do pisania.

No bo jakże to tak? Nie dość, że się szmaci, to jeszcze kasę za to bierze? I to taką dużą? O jejku jejku, jak oni śmią robić to wszystko dla pieniędzy a nie dla wyższych idei?

Niesssamowite, jak mawia wujek Igor.

Może trudno w to uwierzyć, ale najwięksi krzykacze pierwsi zrobiliby loda, żeby tylko zareklamować maść na hemoroidy. Ale im wolno, bo przecież nie są sławni, prawda? Punkt widzenia zależy od położenia pośladków. Mówi się, że pieniądz nie śmierdzi a im mniej go w portfelu, tym mniejsze mamy skrupuły do robienia różnych rzeczy. Chociaż nie, podobno niektórzy puszczają się dla samej przyjemności.

Walnę teraz truizm, o którym być może też nie każdy wie: wszyscy cały czas się sprzedajemy, w ten czy inny sposób. Lepiąc bułeczki, nosząc paczki w Amazonie czy stukając w klawisze komputera. Sprzedajemy nasz czas, wiedzę i doświadczenie. Czasami nawet zdrowie. Ale niech no tylko jakiś znany bloger spróbuje napisać książkę… Chociaż nie, to głupi przykład. Znanym blogerom czytelnicy spijają słowa wprost z ust a właściwie z palców, cokolwiek by nie napisali. Ale jak tylko dostanie jakiś prezent od znanej firmy, to zaraz podnosi się szum.

Ja tam nie mam problemu z tym, żeby robić różne rzeczy za kasę, wiele już robiłem i pewnie wiele zrobię. I w dupie mam, czy ktoś mnie nazwie sprzedawczykiem czy pogratuluje zaradności. Na szczęście nie jestem sławy i raczej nie będę. Trzeba zrobić internety? Zrobię. Trzeba napisać książkę? Napiszę. I nie ma, że się rozdrabniam zamiast specjalizować. Skoro Tomasz tego chciał, to znaczy, że mu odpowiadało moje pisanie. Jeśli znalazł kogoś tańszego to niech spada na drzewo. Widocznie pomyliłem się w jego ocenie i jest jednym z tych „Januszy byznesu”, dla których liczy się wyłącznie cena. Może to i lepiej, że takie gówno wyszło teraz a nie za pół roku.

Za to bardzo chętnie zeszmacę się zostając jednego dnia twarzą Microsoftu a drugiego Apple. Bez mrugnięcia okiem powiem, najlepsze telewizory rosną na Placu Pigalle a Zuzanna ogląda je tylko wieczorem. Wywołam nawet flame war między Canonem i Nikonem (stając zresztą po obu stronach). Moim celem jest milion a gdy już go osiągnę, to lepiej być ze mną, niż koło mnie.

Tu powinna być jakaś pointa, więc pamiętajcie, żadnej maści. Moja pupka jest śliczna i bez tego.

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na