Dzisiaj jest sobota, 15 maja 2021
Maseczkowe bzduryAndy Design Studio Graficzne w LubliniePobierz Alib CyMeS 7.0 za friko
Dropshipping omijajcie z daleka

Dropshipping omijajcie z daleka

poniedziałek, 2021-02-01515Biznes, Na luzie, Problemy klienta

Dropshipping to coraz popularniejsza forma sprzedaży, nie tylko w Polsce. Z punktu widzenia sprzedawcy jest to świetna forma handlu, z punktu widzenia kupującego - najgorsza z możliwych. Dlaczego trzeba to omijać z daleka?

Co to jest Dropshipping?

Dropshipping to model sprzedaży internetowej polegający na przeniesieniu procesu wysyłki towaru na dostawcę. Rola sklepu internetowego sprowadza się do zbierania zamówień i przesyłania ich do dostawcy, który realizuje wysyłkę towaru do klienta. Sprzedawca osiąga zysk z różnicy pomiędzy ceną hurtową a detaliczną.

Pierwszy raz spotkałem się z tą formą sprzedaży jakieś 10 lat temu, kiedy zamawiałem czytnik Kindle na Allegro. Nie miałem wtedy pojęcia o dropshippingu, a nawet gdybym miał, to pewnie i tak bym się zdecydował. Nie miałem jeszcze wtedy do czynienia z zakupami zagranicznymi i wolałem dopłacić 10% (50zł przy cenie czytnika 500zł to niewiele) i mieć problem z głowy. Zresztą Amazon dosyć szybko realizuje zamówienia i sprzęt miałem po niecałym tygodniu.

Ale potem pojawili się dostawcy z Chin

Pierwszy raz wkopałem się jakieś pół roku temu, gdy zamawiałem różdżkę Harry’ego Pottera dla córki. W tym czasie już sporo zamawiałem na Aliexpress, ale tym razem zależało mi na czasie, więc atrakcyjną ofertę znalazłem na Allegro. Czas wysyłki to 2 dni od zaksięgowania wpłaty, dostępność produktu duża, więc kupiłem bez wahania. Dopiero po 3 tygodniach dowiedziałem się, że trzeba dokładnie czytać CAŁY opis produktu, bo tam małymi literkami było napisane, że wysyłka jest z Chin. Tylko pytanie: kto czyta opis różdżki, skoro dobrze wie, co to jest i jak to wygląda? Ale sprzedawca jest kryty - przecież w opisie była taka informacja. A że małymi literkami i w dziwnym miejscu…

Długo walczyłem ze sprzedawcą i Allegro i udało mi się tylko zbić cenę do takiej, za jaką kupiłbym bezpośrednio na Aliexpress. Ale rekompensaty za stracony czas i smutek dziecka już nie otrzymałem.

Scrabble na Gwiazdkę

Od tamtej pory staram się czytać dokładnie opis produktu, co już kilka razy ustrzegło mnie przed takim zamówieniem. Ale nie każdy sprzedawca jawnie umieszcza takie informacje.

W grudniu znajoma chciała kupić Scrabble dla siostrzeńców. Oryginał w sklepie kosztuje sporo, więc zaczęliśmy szukać w internecie. Dzieciakom oryginał potrzebny nie jest, tylko plansza i kafelki, w końcu podczas gry właśnie to jest najważniejsze. W kilku sklepach (już nawet na poziomie wyników w Google) była informacja, że wysyłka gry jest z Chin.

Ale trafiliśmy na TeraShop. Tu, podobnie jak w przypadku różdżki, w opisie produktu była informacja o czasie wysyłki i dostępności. Do świąt jeszcze 3 tygodnie, więc gra spokojnie powinna dojść. Kupujemy.

Na tydzień przed Gwiazdką gry oczywiście nie było, więc napisałem do sprzedawcy. I co się okazuje? Że gra jest gdzieś w połowie drogi między Chinami i Polską, ale na dostarczenie jest przecież 60 dni. Wszystko opisane na podstronie wysyłka i dostawa. No kurwa! Ja rozumiem, że klikając KUP zgadzam się z regulaminem i powinienem go był przeczytać. Ale każdy wie, jak są pisane regulaminy. Kilobajty bełkotu prawniczego i lakoniczna informacja, że przesyłka pochodzi spoza Unii Europejskiej, co w zasadzie może oznaczać wszystko.

Nie oszukujmy się, to nie przypadek, że na stronie produktu jest informacja o dostępności i o czasie wysyłki (nie dostawy), ale innych (ważniejszych) informacji tam nie ma. Przecież inaczej klient by nie kupił, prawda?

Zaczęła się mailowa przepychanka, w którą wciągnąłem UOKiK. Ale nawet mimo cytowania rzecznika, sprzedawca upierał się, że regulamin jego sklepu jest ważniejszy niż polskie prawo. Poinformował mnie, że mogę na swój koszt odesłać przesyłkę do Chin i dopiero wtedy mi zwróci kasę. No pewnie, tylko, że ta przesyłka będzie mnie kosztować więcej niż sama gra. Ostatecznie postraszony sądem, ŁASKAWIE zgodził się, żebym odesłał grę na jego polski adres, co i tak kosztowało mnie 1/3 wartości gry. Oczywiście tych kosztów już mi nie zwrócono.

Potem ja świeciłem oczami przed znajomą, a ona na dwa dni przed świętami biegała po sklepach, żeby kupić coś dzieciakom. Efekt: stracony czas, kasa i nerwy.

Gra po angielsku

Wisienką na torcie jest jeszcze fakt, że gra była w angielskiej wersji językowej. Co prawda na zdjęciach gry (po powiększeniu) faktycznie nie było widać polskich liter, ale po pierwsze, kto powiększa zdjęcie Scrabbli, skoro dobrze wie, co kupuje? Gra jest w Polsce przecież znana. A po drugie kupując produkt w polskim (teoretycznie) sklepie oczekuję produktu dostosowanego na rynek polski. W opisie oczywiście nie było ani słowa o tym, że gra nie jest po polsku.

Opinie o sklepie

Poszukałem sobie opinii o TeraShop i te, bardzo delikatnie mówiąc, nie są przychylne. Większość sprowadza się do tego samego - sprzedawca zataja ważne informacje i chowa się za regulaminem sklepu.

Zresztą podobne opinie mają inne sklepy dropshippingowe. Sklepów chińskich jest bardzo dużo (Aliexpress, Wish, GearBest i wiele innych), są spolszczone i korzystanie z nich jest banalnie proste. Nawet nie trzeba przewalutowywać kasy, bo są podpięte polskie systemy płatności. Jeśli jesteśmy gotowi czekać kilka miesięcy na produkt, to kupujemy bezpośrednio u Chińczyka, zawsze to taniej. Wybierając polski sklep oczekujemy jednak polskiego czasu realizacji i polskich wersji produktów.

Dlatego jeśli kupujecie, nawet w polskim sklepie, ZAWSZE SPRAWDZAJCIE, skąd tak naprawdę jest towar. I to nie tylko w opisie danego produktu, ale też w regulaminie i innych podstronach, bo ta informacja może być całkiem skutecznie ukryta. A jeśli to możliwe, to szukajcie opinii o danym sklepie. Jeśli właściciel kombinuje, to prawie na 100% coś o nim znajdziecie.

Komentarz z UOKiK odnośnie zakupu w TeraShop

Opisana przez Pana sprawa dotyczy, tzw. dropshippingu, w którym producent lub inny podmiot przesyła towar bezpośrednio do kupującego, ale umowa sprzedaży jest zawierana przez klienta z przedsiębiorcą zajmującym się dropshippingiem.

Problemami, z jakimi najczęściej spotykają się konsumenci, są m.in.:
1. bardzo długi czas dostawy towaru (zazwyczaj 30-60 dni),
2. konieczność poniesienia dodatkowych opłat, które nie były nigdzie wcześniej  uwzględnione w cenie (np. cło, podatek),
3. otrzymywanie towaru niekompletnego, uszkodzonego, bez menu w języku polskim, "odnawianego", często nieoryginalnego.

Dodatkowo konsumenci mają problemy w dochodzeniu uprawnień konsumenckich – przedsiębiorcy utrudniają lub uniemożliwiają skorzystanie z ustawowego prawa do odstąpienia od umowy zawartej na odległość lub zareklamowanie towaru na podstawie przepisów o rękojmi.

Często sprzedawcy wyłączają swoją odpowiedzialność za wady towaru i odsyłają klientów z reklamacją do producenta lub hurtownika. W praktyce taka reklamacja jest nie do wyegzekwowania, gdyż wymaga odesłania towaru do przedsiębiorcy zagranicznego, który nie podlega prawu unijnemu.

Takie praktyki są sprzeczne z obowiązującymi przepisami (przede wszystkim z Kodeksem cywilnym, Dz. U. z 2020 r., poz. 1740).
Wobec tego, rodzimy przedsiębiorca powinien być traktowany jak sprzedawca, co wiąże się dla niego z określonymi konsekwencjami prawnymi. Przedsiębiorca ten, m.in.: odpowiada za towar na podstawie rękojmi określonej w Kodeksie cywilnym (art. 556 i nast. kodeksu cywilnego), a konsument zawierający umowę, np.: przez Internet może odstąpić od umowy zawartej na odległość na podstawie art. 27 i nast. ustawy z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta (Dz. U. z 2020 r., poz. 287) nawet jeszcze przed wydaniem mu rzeczy.

Dlaczego omijać z daleka?

Myślę, że dla średnio rozgarniętego czytelnika jest to oczywiste, ale kilku mirków z Wykopu zarzuciło mi, że nie odpowiedziałem na pytanie zawarte w leadzie. Więc specjalnie dla nich, łopatologicznie:

  1. U polskiego dropshippingowca płacisz więcej niż bezpośrednio na Aliexpress, w końcu on te musi zarobić swoją marżę.
  2. Produkt wcale nie będzie szybciej niż ten zamówiony na Aliexpress.
  3. Często kupujesz kota w worku, bo sprzedawcy stosują różne sztuczki (nie zawsze uczciwe), żeby zachęcić do kupna u nich. Kupując wspomniane Scrabble bezpośrednio u Chińczyka raczej nie spodziewałbym się polskiej wersji i dokładnie bym sprawdził, czy dany produkt będzie mi odpowiadał. W polskim sklepie pominąłem tą czynność, bo dla mnie (i pewnie nie tylko) jest oczywiste, że gra powinna być po polsku.
  4. Sprzedawcy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności (teoretycznie powinni, ale wiemy, jak jest w praktyce) i w razie problemów często wykręcają się sianem i każą odsyłać produkt do Chin.

Można powiedzieć, że sam jestem sobie winien, że nie czytam dokładnie wszystkich treści na stronie sklepu (ciekawe, że w tej kwestii wykopkowe mirki trzymają stronę sprzedawcy), ale zadajmy sobie uczciwe pytanie: ilu z Was to robi?

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na