Dzisiaj jest czwartek, 15 kwietnia 2021
Million - od blogera do millionera
Przeczytaj całe opowiadanie

010 - Dawno temu w pracy

czwartek, 2015-09-03530

Dawno temu byłem młody, głupi i chciałem pracować w korporacji. Zazdrościłem kolegom ze studiów, którym udało się fajnie zahaczyć. Mieli firmowe komórki (w tamtych czasach rarytas), karnety na basen i udzielali się na wyjazdach integracyjnych, gdzie piwo było zimne a koleżanki gorące. Co tam, że byli na każde skinienie szefa, ważne że mogli pochwalić się przynależnością do korpo X czy ekipy Y. Słyszeliście pewnie o tych klonach, którzy tatuują sobie logo firmy. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby oni też tak robili. W każdym razie wtedy za bycie częścią drużyny oddałbym wszytko.

Z czasem mi przeszło. Zamiast drużyny pojawiło się wykorzystywanie i praca po godzinach przy jak najmniejszych kosztach własnych, czasami mobbing. I to praktycznie w każdej firmie, przez którą się przewinąłem. Mimo to zawsze starałem się być lojalny z nadzieją, że może tym razem będzie inaczej. Kochanowski jednak miał rację.: „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”. Ale do sześciu razy sztuka i w końcu dałem sobie spokój. Jeśli mam na kogoś pracować to niech tym kimś będę ja.

Przez ten czas mocno się uczuliłem na wszelkie odmiany słowa „kazać”. Niektórym może pasuje służalczość, wykonywanie rozkazów i wchodzenie zwierzchnikom między pośladki. Mi nie. Jeśli do tego dodacie niepokorność, arogancję i nieumiejętność trzymania języka za zębami, będziecie wiedzieć, dlaczego nigdzie nie zagrzałem dłużej miejsca. Aż w końcu założyłem własną działalność i odetchnąłem z ulgą.

Wreszcie byłem niezależny, żadnego durnego szefa nad głową, mogłem robić co zechcę, jak zechcę i kiedy zechcę. Nawet biorąc pod uwagę, że każdy dzień jest walką o przetrwanie a symulowanie pracy jest ściśle związane z symulowaniem dochodu. Nie ma już pracy od ósmej do szesnastej a potem fajrant, nie ma piątkowego popołudnia, weekendów, urlopy też są rzadko. Zawsze jest coś do zrobienia. A jak nie ma to zaczynają się własne projekty, podnoszenie kwalifikacji, szkolenia czy zaległe wpisy na blogu.

Ale czy zamieniłbym to z powrotem na etat? Nigdy w życiu!

Jako etatowy pracownik nie mógłbym tak po prostu w środę rano wsiąść do pociągu i pojechać do Warszawy. I to bez konieczności tłumaczenia się. No chyba, że przed żoną, ale to akurat nie ma związku z pracą.

Ciekawe, jak to teraz będzie wyglądać. Czy moje stosunki z Tomaszem będą typu szef-pracownik czy raczej partnerzy we wspólnej sprawie? Na pewno skończy się całkowita niezależność, którą miałem do tej pory. Tylko czy będzie lepiej czy gorzej?

Jeśli podoba Ci się wpis,
koniecznie zalajkuj,
skomentuj i zapisz się na